Październik 2006

16 października 2006 rozpoczęła się rekrutacja uczestników (głównie nauczycieli) do projektu „Czytanie Dziedzictwa Kultury – Środki Świata”. Projekt miał dwie edycje: 2006-2007 i 2008. Polegał na organizacji darmowych szkoleń rozwijających kompetencje w zakresie przygotowywania zajęć edukacyjnych dotyczących wiedzy o tradycjach i kulturze regionu „z wykorzystaniem technik cyfrowych”, jak to się wówczas dodawało.

Pierwsza edycja 2006-2007 – finansowana przez Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego Priorytet II, Działanie 2.1 w ramach umowy z Wojewódzkim Urzędem Pracy – obejmowała 64 godziny zajęć w 4 blokach tematycznych: dziedzictwo kultury, czytanie dziedzictwa kultury, warsztaty z dokumentem, techniki animacji kulturalnej. 

Druga edycja pod skróconym tytułem „Czytanie Dziedzictwa – Środki Świata” finansowana była przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i obejmowała również 64 h, ale w dwóch kursach po 32 h o zawężonym programie: czytanie dziedzictwa kultury (Joanna Zętar), czytanie krajobrazu (Marcin Skrzypek), pozyskiwanie funduszy na ochronę dziedzictwa kulturowego (pisanie wniosku, studium wykonalności i biznesplanu – Dorota Wójcicka), monitoring i ewaluacja projektów (Joanna Janicka).

Inspiracji dla tych szkoleń można szukać w rozmowach dyrektora Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” Tomasza Pietrasiewicza (szukającego możliwości wdrożenia doświadczeń Ośrodka w szkołach regionu) i Doroty Wójcickiej (współpracowniczki Ośrodka zainteresowanej pisaniem wniosków). „Czytanie dziedzictwa” było próbą stworzenia mechanizmów dzielenie się wiedzą i doświadczeniem Ośrodka  z otoczeniem poprzez „wejście na rynek szkoleń”.

Z punktu widzenia Forum Kultury Przestrzeni projekt ten posłużył do wykorzystania zdobytej już wiedzy oraz stał się inkubatorem nowych refleksji i pomysłów stosowanych później w animacji kultury przestrzeni takich jak: „Gra w przestrzeń”, „Gra w tradycję”, konkurs „T-shirt dla Lublina”. Szczególnie istotne było tu spojrzenie na krajobraz fizyczny i związane z nim historie i wartości jako na lokalne dziedzictwo kształtujące tożsamość mieszkańców.

Idea edukacyjnych „środków świata” została już wcześniej opisana przez Tomasza Pietrasiewicza. Projekt „Czytanie dziedzictwa kultury – Środki Świata” był jej autorskim rozwinięciem w konkretnych ramach projektowych. Aby pokazać te związki, na stronie Forum Kultury Przestrzeni powstał link Strona nawigacyjna programu „Środki Świata” (aktywny do wyłączenia stron FKP na domenie tnn.pl) będąca zbiorem linków do stron Ośrodka o edukacji regionalnej i dotyczących samego projektu „Czytanie dziedzictwa”. Pochodzą z niej poniższe wyjątki. Warto je przypomnieć ze względu na silny ładunek ideowy i aksjologiczny powstałych wtedy koncepcji a także ich aktualność. Wszystkie teksty są mojego autorstwa z wyjątkiem podpisanych przez Tomasza Pietrasiewicza.

Marcin Skrzypek


Idea logo projektu – potrójny trikwetr

Autor koncepcji: Marcin Skrzypek
Projekt: Jarosław Koziara i Piotr Wysocki

Logo pierwszej edycji szkoleń „Czytanie dziedzictwa – Środki Świata” powstało przez powtórzenie trzech trikwetrów – tradycyjnych motywów zdobniczych zaczerpniętych z przedwojennej książki o lubelskich pisankach. W drugiej edycji grafika ta została zaprojektowana na nowo, a zamiast tradycyjnych plakatów i ulotek stworzono trójkątne nalepki o boku 65 cm i trójkątne tabliczki PCV z nalepkami po obu stronach.

Grafika ta powstała jako wizualizacja działania hipotetycznych „środków świata”, które tworzą wokół siebie „ruch”, pozytywne „zawirowanie”, ale też łatwo łączą się jak cząsteczki z innymi podobnymi inicjatywami, tworząc sieć. Częścią symbolicznego znaczenia tej wizualizacji był także regionalny charakter wzoru i symbolika związanego z nim obrzędu. Ze strony:

„‚Środek świata’ to miejsce ożywione przez człowieka, grupę lub instytucję. Taka działalność wytwarza zawirowanie zmieniające rzeczywistość, co powoduje kolejne zawirowania. W ten sposób „środki świata” mogą się ze sobą łączyć jak cząsteczki budujące strukturę kryształu. Jest to jednak kryształ żywy, który składa się z sieci połączonych ze sobą ośrodków aktywności. Każdy z nich pozostaje autonomicznym ‚środkiem świata’ mimo, że staje się częścią większej całości. Ta struktura nie posiada więc jednego centrum i nie wyróżnia się w niej części ważniejszych i mniej ważnych.”

 

Tekst programowy szkoleń „Czytanie dziedzictwa – Środki Świata”

Powyżej ulotka pierwszej edycji szkoleń. Poniżej wybrany tekst „kanoniczny”, który znalazł się na stronie:

„Odczytywanie dziedzictwa kulturowego i historycznego wymaga znajomości sposobów jego zapisu. Nośnikami znaczeń mogą być przestrzeń, architektura, muzyka, sztuka, pamięć, tekst, umiejętności, zwyczaje… Każda z tych dziedzin wymaga pewnego obycia i wiedzy specjalistycznej. Jednak najważniejszym elementem dziedzictwa kultury jestem ja – jako jego świadomy i aktywny uczestnik. Krajobraz kulturowy nie istnieje obiektywnie, lecz jest „bytem intencjonalnym”, zależy od moich intencji. Kluczową sprawą jest moje osobiste wewnętrzne przekonanie, że dziedzictwo kultury ma sens, że jest czymś wartościowym.

ŚRODEK ŚWIATA to centralny punkt mapy, ziemia pod moimi stopami, z którą związane są różne historie, miejsca i ludzie. Mam dla nich szacunek i umiem o nich opowiedzieć innym. ŚRODEK ŚWIATA to punkt odniesienia, który uczy mnie rozumieć i szanować inne historie, inne miejsca i innych ludzi. ŚRODEK ŚWIATA to coś, dzięki czemu inni szanują i rozumieją mnie.”

 

Czytania dziedzictwa w kontekście kultury przestrzeni

W przygotowywaniu zajęć wykorzystałem swoje doświadczenia z działalności zarówno w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN” (od 1998), jak i w Orkiestrze św. Mikołaja (od 1992). Wstępem do zajęć był slajd obrazujący wizje edukacji XXI w. według UNESCO. Obecny w niej postulat samoedukacji jest podstawą zasadą działania Forum Kultury Przestrzeni. Ponadto, Kultura przestrzeni jako wiedza o własnym otoczeniu i środowisku życia doskonale nadaje się do budzenia takiej samoedukacji u uczniów przez szkoły. Ze strony:

„Według szacunków UNESCO z zeszłego wieku, w edukacji przyszłości szkoły miały pełnić rolę równorzędną do edukacyjnej aktywności własnej człowieka i do roli instytucji edukacyjnych działających poza regularnym systemem oświatowym. Dziś widać, że te przewidywania się spełniły. Obok zajęć szkolnych młodzież bierze korepetycje, chodzi na rozmaite kursy dokształcające i korzysta z internetu.

Jeżeli edukacja Polaka wygląda tak, jak przewidziało to UNESCO, należy poszukać nowego modelu nauczania, w którym szkoły współpracowałyby z ośrodkami kultury nad takim ukształtowaniem młodego człowieka, aby był przygotowany do samodzielnego kierowania własna edukacją – aby cenił wiedzę i doświadczenie, był ciekawy świata i u miał wybierać z morza informacji te najcenniejsze.

Niewątpliwie rzuca to wielkie wyzwanie naszemu systemowi szkolnictwa opartego na encyklopedycznym sposobie nauczania i zdolnego jedynie do bardzo powolnej ewolucji. W sukurs mogą mu przyjść lokalne lub działające lokalnie ośrodki kulturalno-edukacyjne (instytucje, fundacje, stowarzyszenia) szybko adoptujące nowoczesne metody pomagania młodym ludziom w rozwoju.

Powinniśmy więc się zastanowić nad koordynacją edukacyjnych działań szkół i placówek pozaszkolnych oraz nad sposobami współpracy między nimi. Ich współdziałanie zdarza się coraz częściej, ale wciąż jest zjawiskiem marginalnym ze względu na poziom rozwoju polskiego społeczeństwa (brak zwyczaju i potrzeby współpracy, know-how itp.) oraz niekompatybilność systemu oświatowego z działalnością innych placówek, z których każda ma własną specyfikę. Jedno jest pewne – tu nie ma mądrych.

Żadne rozwiązania nie pojawią się, jeżeli nie wypracują ich sami zainteresowani nauczyciele i animatorzy, uzgadniając zakres wspólnej misji i czerpiąc od siebie nawzajem wiedzę i umiejętności i dostosowując się wzajemnie do swoich potrzeb.

Proponowane przeze mnie pomysły na pracę z młodzieżą są próbą podsumowania w formie edukacyjnych ‚modeli’ wieloletnich doświadczeń w dziedzinie upowszechniania dziedzictwa kultury w praktyce artystycznej i animacyjnej. Są to modele przygotowane do wypełnienia treścią związaną z lokalnym kontekstem dziedzictwa kultury, a także do dalszego przekształcania według własnej fantazji i potrzeb.”

Inne elementy szkolenia wykorzystane później w edukacji o kulturze przestrzeni:

  • Podział na warstwy krajobrazu wykorzystuje wiedzę z rozmowy „Krajobraz niewidzialny” z Markiem Stasiakiem, która ukazała się w czasopiśmie „Scriptores” nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni. Do krajobrazu fizycznego i „niewidzialnego” dołożona została warstwa związana z nadawaniem miejscom znaczeń poprzez własne działania.
  • Prezentacja książki Każde miejsce opowiada swoją historię jako źródła pomysłów na zajęcia z młodzieżą – książka ta zawiera wyjątkowo komunikatywny wstęp do samodzielnej analizy krajobrazu.
  • Opowiadania jako forma wędrówki po wybranych tematach, która może przyjąć formę realnej wędrówki w terenie, np. po swojej okolicy. Istotą tego modelu jest ograniczoność możliwości (nie można opowiedzieć o wszystkich), co wymusza selekcję (a ta z kolei generuje wartości) i konieczność wielogłosu zamiast dominacji jednej narracji, jeśli się chce poznać „całą” prawdę.

 

GRAFIKA opowiesci

 

  • „Gra w tradycję” propozycja ćwiczeń z użyciem specjalnych kart obrazujących działanie tradycji polegające na przekazywaniu tego, co najcenniejsze. Mechanizm ten został zilustrowany koniecznością doboru i odrzucania kart jak w pokerze, ale bez przypisywania im z góry konkretnych wartości i połączony z opowiadaniem o swoim wyborze,
  • „Gra w przestrzeń” – z inspiracji książką Każde miejsce opowiada swoją historię oraz „Grą w tradycję”. Gra się w parach. Gracze dostają jednakowe komplety klocków, z których na planszy mają ułożyć poprzez naprzemienne ruchy makietę np. domu kultury. Układanie odbywa się bez słów, jedynie w oparciu dobre wzorce przestrzenne przekazane podczas poprzedzającej grę prezentacji wnętrz krajobrazowych. Dzięki takiej ponadwerbalnej wspólnocie gustów odbywa się przekazywanie krajobrazu z pokolenia na pokolenie.
  • „T-shirt dla tradycji” – warsztaty ozdabiania koszulek prostymi wzorami z pisanek lubelskich, które 3 lata później zaowocowały Konkursem „T-shirt dla Lublina”.

 

„Środki Świata” – program działań Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

[…]

Od wieku lat jednym z najważniejszych elementów programu Ośrodka „Grama Grodzka – Teatr NN” jest edukacja. W szczególności edukacja na rzecz rozpoznawania przeszłości dziedzictwa kulturowego miejsca, w którym znajduje się szkoła. Warto tu przytoczyć słowa Leszka Kołakowskiego opisującego to najbliższe otoczenie nazywane często Małą Ojczyzną: „Mała Ojczyzna to miasto czy wieś, w której się urodziliśmy, to środek świata. To przestrzeń niewielka, w której się obracamy – nasze domy, ulice, cmentarze, kościoły, to przestrzeń niewielka wielkim wysiłkiem ludzkim zbudowana, przez wojny niszczona i odbudowywana, to centrum świata.”

W jeszcze innym tekście ten wielki filozof napisał: „Potrzebne nam jest […] nauczanie historii, w którym młodzi ludzie będą uczyć się rozumienia, kim są – kim oni sami są jako dziedzice przeszłości zarówno chwalebnej, jak i nikczemnej. Jeśli utracimy przeszłość historyczną jako naszą własność, a razem z nią zdolność do odpowiedzi na pytanie: kim jesteśmy, […] grozi nam chaos duchowy i pustka.”

Zrozumienie i odczucie tego najbliższego otoczenia ma często decydujący wpływ na widzenie i rozumienie Świata przez młodych ludzi. Chcąc jeszcze mocniej powiązać Szkołę z Małą Ojczyzną, z jej społecznością powstał w Ośrodku program „Środki Świata”. Program ten ma na celu tworzenie własnego oblicza szkoły związanej z konkretnym geograficznym miejscem jakim może być wieś, miasteczko, miasto, czy też jego dzielnica. Program ten jest również szukaniem nowych, niestandardowych dróg rozwoju dla edukacji XXI wieku i obecności szkoły w życiu społecznym Małej Ojczyzny. Nazwa projektu „Środki Świata” wzięła się z idei, żeby na mapie Małej Ojczyzny wyznaczyć swoiste centrum – miejsce szczególnej aktywności społecznej młodych ludzi z pomysłami na rzecz rozwoju lokalnej społeczności. Takim metaforycznym „Środkiem Świata” powinna być właśnie Szkoła.

Przyznanie Szkole tytułu „Środek Świata” wiąże się z realizowaniem przez nią szeregu działań w ramach zarysowanych wyżej idei. Można tu wymienić:

  • Zbieranie starych fotografii, relacji mówionych dotyczących historii konkretnych Małych Ojczyzn.
  • Tworzenie dokumentacji fotograficznej wybranych miejsc i zabytków w otoczeniu Szkoły.
  • Roztoczenie opieki nad zabytkami znajdującymi się w pobliżu Szkoły
  • Tworzenie witryn internetowych poświęconych wybranym miejscom
  • Realizowanie w ramach „ścieżki międzyprzedmiotowej” autorskich programów związanych z Małą Ojczyzną.
  • Utworzenie „Muzeum Szkoły” – zbieranie starych dzienników szkolnych, kronik szkolnych.
  • Organizowanie i propagowanie szkolnej turystyki kulturowej (Lublin, region).
  • Branie udziału w działaniach aktywizujących Szkołę takich jak: Szkoła z Klasą, Chrońmy Zabytki.

Najbardziej widocznym efektem stania się przez Szkołę „Środkiem Świata” będzie stworzenie na dużej ścianie korytarza lub w jednym z pomieszczeń Szkoły, (w którym na co dzień mogą również odbywać się lekcje) miejsca, opowiadającego o historii szkoły, o przeszłości tej konkretnej miejscowości i okolicy. Na tą opowieść mogą złożyć się m.in.: wystawa fotograficzna starych i nowych zdjęć oraz makieta konkretnej miejscowości czy też dzielnicy z okresu przed II wojny, zrobione przez samą młodzież. Twórcami i opiekunami tych miejsc będą w głównej mierze uczniowie wspierani przez nauczycieli. To oni mają szukać starych zdjęć, opracować aranżację wystawy, wraz z informacją o niej. To oni mają stać się przewodnikami po swojej miejscowości czy też dzielnicy. Tak więc miejsca te będą rodzajem centrów informacji o dziedzictwie kulturowym Małych Ojczyzn.

Powstające „Środki Świata” w sposób naturalny powinny integrować i mieć wsparcie miejscowych instytucji i środowisk kulturalnych. Można tu wymienić: Dom Kultury, Bibliotekę, Towarzystwo Regionalne.

Tomasz Pietrasiewicz

Źródło: Program „Środki Świata” (link działa do czasu przeniesienia treści na domenę teatrnn.pl)

 

„Środki Świata” – idea

Odwołanie się w naszej refleksji związanej z małą ojczyzną do idei „środka świata” jako swoistego Centrum (axis mundi) naszej małej ojczyzny ma głęboki i symboliczny sens. Pojęcie Centrum miało zawsze olbrzymie znaczenie w duchowym i społecznym życiu ludzi. Centrum to miejsce w krajobrazie, które porządkuje Świat, nadając mu sens poprzez swoją sakralność. U ludów wędrownych zajęcie nowych terenów zaczynało się od wyznaczenia miejsca Centrum, którym mógł być na przykład przyniesiony z poprzedniego centrum symboliczny słup, wokół którego budowana jest osada lub obozowisko. Od tego właśnie punktu rozpoczynała się organizacja przestrzeni. W ten właśnie sposób organizujemy nie będąc często tego świadomi nasze własne życie – w tym przypadku duchowym Centrum jest nasza Mała Ojczyzna.

Dobrym uzupełnieniem tych uwag jest fragment przemowy Ryszarda Kapuścińskiego z okazji wręczenia tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego z dnia 15 listopada 2001:

„[…] relacja między człowiekiem a jego miejscem na ziemi nabiera szczególnej wagi dziś, kiedy tak bardzo zachwiane zostały kryteria i normy tożsamości. Skąd pochodzimy? Tymczasem człowiek o zachwianym poczuciu tożsamości to człowiek osłabiony, zagubiony w labiryncie współczesnego świata. A świat ten, przez swoją rosnącą złożoność, rosnące tempo, rosnącą niepewność, jeszcze bardziej pogłębia nękającą ludzi dezorientację i osamotnienie. Dlatego tak bliskim i drogim człowiekowi jest skrawek ziemi, który Stanisław Ossowski nazwał kiedyś ‚prywatną ojczyzną’, a później Stanisław Vincent – ‚małą ojczyzną’. Zwykle chodzi o miejsce, w którym przeżyliśmy dzieciństwo. Z nim związane są nasze pierwsze doświadczenia, tam zaczynało kształtować się nasze rozumienie i odczuwanie świata. To zakątek, którego wspomnienie napełnia nas poczuciem ciepła i bezpieczeństwa, a którego pamięć umacnia w nas świadomość tego, że jesteśmy – i jako odrębne jednostki, i jako członkowie jednorodnej wspólnoty. Właśnie pamięć jest tu materią, żywym wiązaniem łączącym społeczność każdej małej ojczyzny. Bez owego spoiwa istnienie takiej społeczności jest zwyczajnie niemożliwe. […]

Pamięć jest niezbędnym składnikiem małej ojczyzny. Pozwala nam zachować ją we wspomnieniu, nawet jeżeli utracimy z nią kontakt bezpośredni. Tak długo jak żyjemy i gdziekolwiek jesteśmy, pozostaje ona cząstką naszej tożsamości, naszym znakiem identyfikacyjnym. Ma to szczególną wartość dziś, albowiem dla wielu ludzi ich miasto, ich region, ich mała ojczyzna stanowią tarczę, niszę, pożądaną osłonę przeciw gwałtownym postępom niwelującej wszystko globalizacji. Jako że ludziom potrzebna jest świadomość, że mogą mieć na coś wpływ, a tego przekonania pozbawiają ich gigantyczne, przytłaczające siły uniformizacji”.

Tomasz Pietrasiewicz

Źródło: „Środki Świata” – idea (link działa do czasu przeniesienia treści na domenę teatrnn.pl)

 

Przydatna bibliografia

Na Stronie nawigacyjnej programu „Środki Świata” (aktywna do wyłączenia stron FKP na domenie tnn.pl) zebrano też ważne dla tej idei teksty prasowe tworzące swego rodzaju diagnozę polskiej edukacji przełomu wieków. Warto przytoczyć ich listę. Dwa fragmenty przytoczone na koniec w całości pokazują, że te refleksje z upływem czasu nie tracą nic na aktualności i wciąż pozostają odkrywcze. Edukacja o kulturze przestrzeni dla dziedzictwa i tożsamości z pewnością odpowiada na opisane w nich społeczne potrzeby.

  • Anna Radziwił, „Szkoła wyrównująca szanse”, „Rzeczpospolita”, 06.08.2004.
  • Jacek Woźniakowski, „Tożsamość, pluralizm, edukacja”, „Tygodnik Powszechny”, nr 33, 15.08.1999
  • „Jeśli będę ministrem…”, rozmowa P. Pacewicza i Z. Pendela z M. Sawickim, „Gazeta Wyborcza”, 22.06.2005.
  • Robert Kostyrko, „Edukacja albo śmierć”, „Rzeczpospolita”, 08.10.2004.
  • „Szum doskonały. O zaletach i wadach internetu z prof. Ryszardem Tadeusiewiczem, rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, rozmawia Piotr Legutko”, „Tygodnik Powszechny”, nr 23 09.06.2002.
  • „Koń „widzący inaczej’ – Czy polski system edukacyjny odpowiada potrzebom kraju w kontekście przemian ostatniego piętnastolecia”, „Rzeczpospolita”, 08.06.2005.
  • Piotr Legutko, „Potrzeba nowych Kołłątajów”, „Rzeczpospolita”, 19.06.2005.
  • Paweł Wroński, „Demokracja leni”, „Gazeta Wyborcza”, 16.06.2004.
  • „Zabrakło prawdziwych obywateli”, rozmowa F. Gawrysia z P. Glińskim, „Rzeczpospolita”.
  • „Niespołeczni”, rozmowa W. Szackiego z prof. A. Sułkiem, „Gazeta Wyborcza”,
  • Wiktor Osiatyński „Jak …”, „Gazeta Wyborcza”, 6-7.11.2005.
  • „Nauka uczenia”, rozmowa W. Staszewskiego z prof. A. Janowskim, „Gazeta Wyborcza”, 06.09.1999.

 

Stefan Chwin, „Tyrania optymizmu”, „Rzeczpospolita”:

Niepisanym dogmatem dzisiejszej szkoły polskiej – szczególnie renomowanych szkół prywatnych – jest wychowanie dla sukcesu. Ma to oczywiście swoje uzasadnienia, bo młodych ludzi należy mobilizować do nauki, jak się da. Tyle tylko, że w każdej klasie na dwudziestu pięciu uczniów sukces odniesie dwóch albo trzech. Nie ma rady: resztę czeka w najlepszym razie umiarkowana wegetacja. Wystarczy rzut oka: tych, którzy już w punkcie wyjścia na sukces raczej skazani nie są, jest zwykle jakieś trzy czwarte.

Podsycanie w takich warunkach ambicji, czyli żądzy sukcesu, wygląda na mimowolny sadyzm. „Jak się zmobilizujecie, to będziecie na topie” – takie rzeczy wmawia się młodym ludziom. Tymczasem wbrew mitowi pucy buta milionera, w społeczeństwie wolnorynkowym sukces tylko w niewielkim stopniu zależy od jednostki. Rynek pracy kurczy się, a nie rozszerza (m. in. na skutek gwałtownego rozwoju nowoczesnych technologii). Większość „dobrych miejsc” jest już zajęta i będzie zajęta w przyszłości. Spora część młodych ludzi pójdzie na zasiłek albo będzie żyć z nieciekawych zajęć, tak jak to się dzieje w wielu krajach.

Ale nie chodzi tylko o sukces zawodowy. Większość młodych ludzi będzie też miała częściowo tylko udane życie osobiste. Mówić im, że jeśli będą się mocno starać, wszystko pójdzie znakomicie, to tworzyć miraże.

Gdy o tym wszystkim myślę, przypominają mi się dawne słowa Leszka Kołakowskiego, które mogą dzisiaj dziwić i drażnić, ale sporo w nich prawdy: „Prawdziwie wartościowa kultura to taka kultura, która potrafi ludziom pomagać w znoszeniu ich klęsk. Bo żyjąc, przechodzimy ‚od klęski do klęski”. Takie jednak wyrażenia jak „klęska”, „życiowa wegetacja” to są w dzisiejszej Polsce wyrażenia na niepisanym indeksie. Właściwie należałoby zapomnieć, że w ogóle istnieją.

[…]

Kultura nastawiona na „edukację dla sukcesu” uczy jak żyć w kłamstwie. Zmusza do udawania człowieka sukcesu, zmusza do wstydu z niespełnienia. To właśnie dlatego szkoła, każda szkoła – nawet ta najbardziej bezstresowa i przyjazna – jest znienawidzona przez uczniów. Szkoła jako pierwsze sito selekcyjne oddzielające tych, którym się w życiu uda, od tych, którym się nie uda.

Czy kultura może nieść pomoc tym, którzy nie są skazani na sukces? […] Do czego należałoby przygotować młodego człowieka? Przecież on – tak jak my wszyscy – na pewno w jakiejś chwili życia zostanie zdradzony przez kogoś, kogo będzie kochał, oszukany przez kogoś, komu zaufa, poniżony przez kogoś, przed kim się otworzy, odepchnięty, wyrzucony z pracy, bezsilny, upokorzony. […]

Powie ktoś: więc zakładać z góry, że życie nie będzie udane? Cóż za pesymizm! Ależ niczego nie trzeba zakładać, bo przecież wszyscy dobrze wiemy, jak to jest. Wielkim błędem szkoły dzisiejszej jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie okay – tylko uczcie się pilnie! Prawdziwa komedia ludzka … Masz odnosić sukcesy! – żądają od ucznia nauczyciele, rozwiedzeni, bez forsy, złamani, upokarzani przez dyrektorów (na szczęście nie wszystkich …) i rodziców. I widmo sukcesu unosi się nad szkołą jak uśmiechnięty wampir. Wartość szkoły mierzy się dziś liczbą absolwentów, którzy dostali się na studia, to znaczy weszli do wąskiego grona lepszych. Reszta, która do tego grona nie weszła, jest uznana za wstydliwy balast instytucji wychowawczej, z którym nie wiadomo, co począć. Tymczasem należałoby uczyć w szkole także tego, jak żyć w niespełnieniu. Wiem, to brzmi fatalnie, ale inaczej się nie da. […] Słowo „nieszczęście” stało się wstydliwym tabu. Wykadzamy je tak, jak się wykadza pokój po ciężkiej chorobie. Kultura masowa tego słowa nie cierpi. Kiedyś sztuki życia w niespełnieniu uczył Kościół, ale dzisiaj coraz więcej młodych ludzi nie odwiedza kościołów, a kolorowe magazyny i telewizja wołają: „Jeśli nie odniesiesz sukcesu, jesteś niczym!” Rodzi to w młodych ludziach frustrację i agresję, bo większość tak podsycanych nadziei nigdy nie zostanie spełniona. Nawet najlepsi mogą przegrać. Mit edukacji jest złudzeniem. Wykształcenie nie gwarantuje niczego, choć dzisiaj chcemy wierzyć, że jest ono kluczem do szczęścia naszych dzieci. Czasem jest, czasem nie jest, ale jak ktoś ma świetny dyplom, a nie ma fartu, to i tak wszystko na nic.

Szkoła polska jednak już dawno przestała być miejscem edukacji duchowej do prawdziwego życia (zresztą czy kiedykolwiek takim miejscem była? Gombrowicz wątpił…). A terror optymizmu, który w niej panuje, jest także efektem terroryzowania nauczycieli przez rodziców, którzy nie chcą nawet słyszeć o tym, że ich dziecko może przegrać. Nauczyciel jest od tego, by dziecko nie przegrało nigdy. Zamyka się błędne koło.

Kto na tym traci? W ostatecznym rachunku my wszyscy. ‚Ma ci się udać w życiu!’. Tymczasem wielu młodych ludzi stanie w obliczu życia częściowo udanego albo nieudanego wcale. Wielką sprawą jest umieć duchowo zagospodarować takie życie. Dziś tego nikt nie uczy, ani szkoła, ani rodzina, ani Kościół, w którym śpiewa roześmiana od ucha do ucha Arka Noego. Człowiek, któremu się nie udało chciałby się w takim świecie zapaść pod ziemię. Nauczono go, że takie życie nie ma sensu. Pozostaje wstyd. Zawiść. Wrogość. Albo wola zapomnienia o życiu. Odlot z życia. Rezygnacja. Rozpacz.

Oczywiście zastąpienie „edukacji dla sukcesu” przez „edukację dla klęski” (czy dla wegetacji) byłoby absurdalne i nie o tym myślę. Ale warto jakoś połączyć jedno z drugim. Przydałaby się tu rozsądna równowaga.

Nadanie zaś sensu życiu niespełnionemu to wielkie zadanie dla przedmiotów humanistycznych, które powinny się bardziej zbliżyć do życia prawdziwego, to znaczy niedobrego.

Medytacja nad życiem niespełnionym, godząca nas z takim życiem, przyda się nawet tym, którzy wierzą, że wszystko im się będzie udawać na sto procent.

Bo człowiek może jakoś się spełnić w życiu niespełnionym. Tylko nie trzeba mu odbierać takiej szansy, spychając go w poniżenie.

Czy taka idea równowagi celów edukacyjnych zostanie przez szkołę przyjęta? – oto pytanie. […]

 

„O czym nie mówi szkoła”, rozmowa Danuty Zagrodzkiej z prof. Ł. A. Turskim i prof. W. Osiatyńskim, „Gazeta Wyborcza”, 12-13.06.2004.

[…]

W. Osiatyński: Ja twierdzę, że każdego człowieka trzeba uczyć myślenia i do tego przydaje się pewien stopień geometrii płaskiej, pewien stopień matematyki, pewien stopień fizyki, tak samo jak pewien stopień historii i geografii. Natomiast nie uważam, że każdy człowiek ma znać tę geometrię na takim poziomie, aby rozwiązywać problemy komunikacyjne Warszawy. Ma obowiązek znać je ten, kto nad tymi problemami pracuje. […]

Moje poglądy na naukę uformowały się pod wpływem rozmów, jakie przez dziesięć lat prowadziłem z uczonymi z całego świata. Spotkałem m.in. prof. Walentynę Leonowicz, Rosjankę, która mieszkała wówczas w Czechosłowacji. Udowodniła mi, że obecny system edukacyjny dąży do tego, by każdy człowiek miał maksymalną wiedzę, podczas gdy wystarczy, jeżeli będzie ją miało 10-15 proc. ludzi.

System edukacyjny całkowicie pomija natomiast te umiejętności, które powinien mieć każdy człowiek po to, żeby społeczeństwo przetrwało. Chodzi na przykład o postawy etyczne, kontrolę emocji i zachowań agresywnych. Także o kształtowanie własnych uczuć oraz relacji z innymi ludźmi. Społeczeństwo jest zagrożone, jeśli nawet tylko mała liczba ludzi nie będzie tej wiedzy posiadać. Nie jest zagrożone, jeżeli nie wszyscy będą mieli wiedzę podstawową na wysokim poziomie. Dla dobrobytu społecznego o dobrostanu wystarczy, że posiada ją pewna część ludzi.

Ł. A. Turski: Zgoda-nauczanie matematyki, fizyki, chemii, biologii nie jest potrzebne w szkole po to, żeby […] wiedzieć, jak obliczyć siły, które powodują, że jak się chodzi po lodzie i wywinie orła, to będzie bolało. Chodzi o to, żeby człowiek wiedział, dlaczego wywinął orła – że to nie jest zrządzenie losu ani kara boska. […] Po to, żeby pan nie przeklinał imperialistów amerykańskich za to, że w swej tak ohydnej polityce globalistycznej spowodowali, że oto biedny Polak chodzący po lodzie w Warszawie przewraca się i że go boli.

[…] Problemem, który ogranicza możliwość dostępu do pracy, jest w tej chwili na całym świecie nieznajomość matematyki, języków obcych i nieumiejętność szybkiego, sprawnego uczenia się. W krajach rozwiniętych jest potworny głód pracy, ale poszukiwani są nie psychologowie, specjaliści od zarządzania, nawet prawnicy ale ludzie, którzy mają elementarne wykształcenie przyrodniczo-techniczne, którzy są w stanie coś zrobić. […]

Pan naprawdę nie wie, czego się w tej chwili w szkole uczy z matematyki, fizyki, chemii. Nikt nikogo w szkole, także średniej, nie uczy matematyki wyższej. Cała ta krytyka oparta jest, niestety, na wspomnieniach, które pochodzą z fatalnego okresu rozwoju pedagogiki, kiedy w latach 60. szaleni ludzie, głównie z Francji, przenieśli do nauczania podstawowego idee bardzo formalnej matematyki. To oczywiście absurd.

[…] na początku naszej reformy, w 1990 r., udałem się do antykwariatu. Kupiłem wszystkie podręczniki matematyki z przełomu XIX i XX w., jakie tam były, i potem po kolei dawałem je Leszkowi Balcerowiczowi, Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu i innym. Został mi ostatni podręcznik – ck-austriacki Placyda Dziwińskiego. […] Tam jest wszystko, co potrzeba – podręcznik matematyki szkolnej, który uczy geometrii, uczy, jak zakładać spółkę komandytową, co to jest ubezpieczenie na życie, co to znaczy renta na dożycie. […]

My tej fizyki musimy uczyć tak, żeby ludzie wiedzieli, jaki jest z niej pożytek. […] W złych szkołach uczy się źle, ale rozwiązaniem nie jest powiedzenie, że jest tego za dużo, tylko pozwolenie wreszcie na dokończenie w Polsce reformy edukacji. Żadna reforma edukacji w Polsce nie została dokończona, bo ledwie Handke zaczął, to go wyrzucili, ośmieszyli i teraz wycofano się ze wszystkiego, robiąc totalne bzdury. W szkole podstawowej uczymy poznawania otaczającego nas świata.Nawet nie mówimy, czy to jest fizyka, czy to jest chemia. Natomiast potem powstaje problem, jak mamy tego uczyć w liceum i w gimnazjum. […]

Na przykład nie interesuje mnie uczenie dzieci w szkole o budowie reaktora atomowego, bo to jest zupełnie niepotrzebne. Natomiast uczyłbym je, po co jest energia jądrowa. Wprowadziłbym do szkolnej nauki fizyki coś, czego w tej chwili w ogóle nie ma, tzn. doświadczenie. Fizyka szkolna jest nauką, która przestała być doświadczalna. Nie ma pracowni. To jest skandal. Doświadczenie w szkole jest potrzebne nie tylko po to, żeby uczniowie zobaczyli, jak płynie prąd, ale żeby nauczyli się razem pracować.