Lipiec 2005 – maj 2006

Poniżej – zapowiedzi i echa prasowe publikacji „Scriptores” nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni i spotkania promocyjnego, które odbyło się 27 września 2005.

Przy tej okazji można zacytować kilka opinii z forów prasowych, które wtedy funkcjonowały na zasadzie mediów społecznościowych, jakbyśmy dziś powiedzieli. Facebook wtedy jeszcze nie był znany, ale anonimowy „hejt” już miał się dobrze:

A coz to za „animator przestrzeni” ten Marcin Skrzypek, ze bunczucznie zapowiada wielka debate? Czy to nie jest ten brodaty  Mikolaj co gra na fujarce? Wiecej pokory…znaj swoje miejsce w szeregu czlowieczku…

[…] to parodia debaty, podobnie jak wcześniejsze „debaty” na temat  rewitalizacji poszczególnych dzielnic Lublina […]. Gdyby zawiadomili wcześniej to mógłby przyjść ktoś sensowny i zadawać niewygodne pytania. […]

TO DEBATA A RACZEJ PSEUDODEBATA STEROWANA PROSTO Z URZEDU I Z RATUSZA ZEBY  ODFAJKOWAC TEMAT. ŻAL MI PRAWDZIWYCH FACHOWCÓW OD URBANISTYKI; PANÓW DYLEWSKIEGO I LICHOTY ŻE DALI SIE WMANEWROWAĆ W TEN CYRK I W LEGITYMIZACJĘ DZIAŁAŃ RATUSZA!!!

Jak dlugo nie rozwiaze sie problemu przestrzeni dworcow PKS i PKP (centrum i
polnoc) oraz nie zrobi porzadnych drog i obwodnic oraz licznych przejsc nad i
podziemnych dla pieszych to o dobrych intencjach naszych planistow nie ma co
mowic!

Co ciekawe, w tamtych czasach na forach prasowych zabierali głos także „wywołani do odpowiedzi” urzędnicy, aby z imienia i nazwiska kulturalnie odpowiedzieć na zarzuty. Wśród nich był Marek Stasiak, jeden z rozmówców numeru:

Szanowna liliano. Jest faktem, że pracuję w Urzędzie Miasta Lublin w Wydziale
Strategii i Rozwoju. Jest równiez faktem, że byłem Miejskim Konsewatorem
Zabytków w Lublinie w strukturze organizacyjnej ówczesnej Państwowej Służby
Ochrony Zabytków o/w Lublinie. W poprzedniej swojej pracy słyszałem różne uwagi
o swojej działalności. Sądzę, że potrafiłem wyciągnąć właściwe wnioski. Chociaż
może się mylę? Może powinienem prosić o wykluczenie ze społeczeństwa? Z funkcji Miejskiego Konserwatora Zabytków, a właściwie już zastępcy Wojewódzkiego Konsewatora Zabytków odszedłem na własny wniosek. Nie przypominam sobie, aby odbywało sie to w atmosferze skandalu z powodu moich ówczesnych decyzji. W wymienionym wyżej wydziale zajmuję się problematyką ochrony dóbr kultury w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Jeśli masz co do tego uwagi, to chętnie wysłucham. […]

Czas zweryfikował wszystkie opnie. Debata Forum Kultury Przestrzeni zdecydowanie okazała się być sterowana przez Urząd Miasta, ale przestrzennych przejawów dobrych intencji planistów wciąż z nadzieją wypatrujemy.

Marcin Skrzypek


 

Zapowiedzi

 

Rozmowy o Lublinie„ WIADOMOŚCI, „Kurier Lubelski” 27.09. 2005.

 

Waldemar Sulisz, Sztukmistrz nie jest z Lublina.„Dziennik Wschodni”, 27.09. 2005.

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem najnowszy numer czasopisma „Scriptores”, wypełniony rozmowami o kulturze przestrzeni w Lublinie. Z głosu ekspertów, którzy o przestrzeni widzialnej i niewidzialnej wiedzą najwięcej, wyłania się obraz miasta jak Rzym rozłożonego na siedmiu wzgórzach. Miasta pięknego szlachetnością dawnej architektury. Miasta inkrustowanego góralskim kiczem (karczmy), nowobogackimi domami i nie do końca udaną małą architekturą (miniwieża ciśnień na placu Wolności czy powstająca fontanna z dżinsami Tomka Kawiaka). Największe brawa należą się Pawłowi Koniakowi za tekst „Dlaczego sztukmistrz nie jest z Lublina?”. Na początku 2003 roku władze miasta zleciły badania pilotażowe mające pokazać, 2 czym kojarzy się w kraju Lublin. Wyszło, że z KUL, piwem „Perła”, obozem koncentracyjnym na Majdanku, Budką Suflera i Bajmem, samochodami ciężarowymi, Unią Lubelską i Manifestem PKWN. W tekście czytamy, że specjaliści od wizerunku Lublina stwierdzili, że Lublin i Lubelszczyzna nie mają na tyle wyjątkowych cech, które zasadniczo odróżniałyby nas od innych. A tymczasem na wykorzystanie czeka symboliczna (znana na całym świede) postać Jaszy – czyli Sztukmistrza z Lublina.

Sęk w tym, że w Lublinie ani na Lubelszczyźnie nikt nie wie – albo nie chce wiedzieć – co zrobić, żeby piękny Lublin miał w świecie dobrą markę. Stać nas jedynie na medal dla zespołu Brathanki za piosenkę o kinie w Lublinie. Zachęcam do lektury Scriptores”.

Waldemar Sulisz
Dziś o 17 w Trybunale spotkanie promocyjne

 

Grzegorz Józefczuk, Karta Dobrej Przestrzeni, WIADOMOŚCI, „Gazeta Wyborcza” 27.09. 2005, cytat:

„Trudno w to uwierzyć, ale w naszym mieście środowiska zajmujące się architekturą i urbanistyką, naukowcy, architekci, urzędnicy, decydenci działają w izolacji. Wielu z nich ma świadomość, że jest to sytuacja nienormalna w demokratycznym, samorządnym społeczeństwie – mówi Marcin Skrzypek. Oznacza to, że rozwój przestrzenny Lublina odbywa się w znacznym stopniu bez wizji, w sposób niesystematyczny i niekontrolowany.”

 

Komentarze

 

Paweł Buczkowski, Żeby Lublin był ładniejszy. DEBATA o przestrzeni publicznej miasta, „Gazeta Wyborcza” 28.09. 2005.

Mieszkańcy muszą mieć więcej do powiedzenia na temat wyglądu tego, co buduje się w Lublinie – to najczęściej pojawiający się postulat podczas wczorajszej debaty o przestrzeni publicznej naszego miasta. W Trybunale Koronnym architekci, urzędnicy i inni lublinianie rozmawiali wczoraj o rym, jak sprawić, aby miasto było ładniejsze. Pretekstem było wydanie przez Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN numeru pisma „Scriptores” poświęconego przestrzeni miejskiej.

– Czy na sali jest jakiś radny? Bo bez strony, która o wszystkim decyduje, dialogu nie da się prowadzić – zapytaf na początku architekt Bolesław Stelmach. Zwrócił także uwagę, że Lublin do tej pory nie ma planu zagospodarowania Śródmieścia. Za przykład podał Gdańsk, gdzie uchwała się plany nawet dla malutkich fragmentów miasta, jeżeli tylko są one bardzo ważne.

– Planowanie przestrzenne nie musi się odbywać w urzędzie. Jeżeli miejscy urzędnicy sobie z tym nie radzą, powinno się je zlecać firmom zewnętrznym – powiedział z kolei przedsiębiorca Zbigniew Korzeb. – Poza tym plany muszą być jawne już w fazie ich projektowania, a nie wtedy, kiedy budowa się zaczyna – mówił urbanista Romuald Dylewski. Zgodził się z nim Zbigniew Korzeb: – Nie może być tak, że wzdłuż prawej strony ul. 3 Maja powstają budynki w ogóle nie pasujące do jej lewej strony. Podobnie jest przy ul. Zana – salon meblowy Komfortu bardziej pasuje do dzielnicy przemysłowej niż do tego reprezentacyjnego miejsca. Rozmawiano też o tym, że brakuje dużego rynku jako miejsca spotkań. Padały propozycje, by był nim np. pl. Litewski poddany gruntownej przebudowie. Z kolei mieszkanka Lublina zwróciła uwagę na to, że ostatnio często powstają w mieście brzydkie pomniki lub fontanny. – Dlatego chciałabym, aby w przypadku takich obiektów były przeprowadzane konkursy, które wyłaniałyby najlepszy projekt – mówiła. Wczorajsze spotkanie to dopiero początek debaty nad przestrzenią publiczną Lublina. Zajmie się tym Ośrodek Brama Grodzka-Teatr NN.

 

[AD], Rozmowy o kulturze przestrzeni, WIADOMOŚCI, „Kurier Lubelski” 28.09. 2005.

LUBLIN – Winę za tragiczną gospodarkę przestrzenią w mieście ponoszą urzędnicy – padały glosy z sali podczas wczorajszego spotkania promocyjnego pisma „Scriptores” w Trybunale Koronnym. Dyskusja „Rozmowy o kulturze przestrzeni” to cykl zapoczątkowany przez Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN. Dysputę na temat planu zagospodarowania przestrzeni, rolą obywateli w rym akcie tworzenia, urzę-du oraz architektów zdominowała seria przeciwstawnych głosów.

– Trzeba rewitalizować unikalne na skalę Polski osiedle Słowackiego wykonane przez Oskara Nikolai Hansena. Czy to jednak możliwe, skoro ha sali brakuje radnych – grzmiał lubelski architekt Bolesław Stelmach.

– Słowackiego nie potrzebuje rewitalizacji, a za przestrzeń publiczną jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy – ripostowała Ewa Kipta, specjalista w dziedzinie rewitalizacji dzielnic miasta. Z sali dochodziły jeszcze inne zarzuty.

– Układ sił w mieście sprawia, że wszystko, co jest wynikiem pracy wielu ludzi, jest skutecznie niszczone i gwałcone – dowodził Zbigniew Korzeb, związany z inwestycjami przy ul. Zana. W spotkaniu wzięli też udział Romuald Dylewski – urbanista, autor pierwszego planu zagospodarowania przestrzennego miasta, Jacek Korbus – rzeźbiarz, specjalista w dziedzinie sztuki publicznej.

 

Andrzej Molik, Dlaczego Sztukmistrz nie jest z Lublina?, FELIETON, „Kurier Lubelski” 06.10.2005.

Wprost trudno przecenić działalność kierowanego przez Tomasza Pietrasiewicza Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN. Znowu zrodził owoc, który budzi najwyższy podziw. Dla prawdziwych miłośników Lublina – ale takze dla tych, którzy nieświadomie traktują, obraz naszego miasta obojętnie – nowy. 29. numer wydawanego przez ośrodek ze Starego Miasta pisma „Scriptores” powinien stać się lekturą obowiązkową.

Pełna, godna tu upowszechnienia nazwa brzmi: Scriptores Pamięć Miejsce Obecność – laboratorium pamięci – małe ojczyzny -spotkania kultur. Najnowszy zeszyt pisma nosi pod-, a raczej -jeśli spojrzeć na okładkę – nadtytul „Rozmowy o kulturze przestrzeni” i muszę powiedzieć, ze są to rozmowy fascynujące. Od pierwszej – „Budujemy nową przestrzeń” – z Elżbietą Przesmycką, profesor Wydziału Budownictwa i Architektury PL, z której redaktorzy wybili na tzw. head zdanie „Wartość, jaką mają w krajobrazie odwołania do dziedzictwa kulturowego, wymaga w społeczeństwie szczególnego uświadomienia”, po ostatnią -„Res publica” – z rzeźbiarzem Jackiem Korbusem, z której wyakcentowano myśl „Miasto, jego przestrzeń i ‚sztuka są wyrazem pokoleniowej refleksji nad człowiekiem i cywilizacją”.

Pomiędzy nimi głos oddano jeszcze urbaniście Romualdowi Dylewskiemu („Wiedzieć by widzieć”). Architektowi stanisławowi Lichocie („pytania o wizję”) i Bolesławowi Stelmachowi („O tym. kto na budowie wie najwięcej”), oraz specjalistom Ewie Kipcie – w dziedzinie rewitalizacji („Modne słowo na re”) i Markowi Stasiakowi – w dziedzinie krajobrazu kulturowego („Krajobraz niewidzialny”).

Dopełniają te rozmowy artykuły o tramwaju w Lublinie Marcina Jana Wacińskiego, o interesujących rzeczach ukrytych w planach miasta Kamila Nieścioruka i marketingowym wizerunku miast Pawła Koniaka, pod intrygującym tytułem „Dlaczego Sztukmistrz nie jest z Lublina?”. Jak na ironię – i to jedyny dostrzeżony na szybko feler zeszytu -ten właśnie artykuł pominięty został w spisie treści (Sztukmistrz to uczynił?). Tę dominującą „przestrzenną” tematykę „Scriptores” zamyka tekst Marty Kubiszyn „Miejsce – Pamięć – Obecność – edukacja środowiskowa”, w którym pisze o pamiętnych akcjach ośrodka z Bramy Grodzkiej (tam autorka pracuje), a który jeszcze lepiej charakteryzuje zajawka z okładki -„Miasto Żydowskie i inne pustki”. Nic, tylko wybierać, czytać i uczyć się od fachowców, a nauk i materiału do przemyśleń można z tego przygotowanego tylko przez dwójkę ludzi, Joannę Zetar i Marcina Skrzypka (tak, tego z Orkiestry św. Mikołaja!) numeru Scriptores czerpać bez liku.

Rozmowy z autorytetami aż skrzą się od trafnych spostrzeżeń. Nie ma tu miejsca, żeby pisać o wszystkich, więc tylko dla zachęty drobne perełki. Prof. Przesmycka: „Jeśli chodzi o nawiązania do rodzimej tradycji architektury pozamiejskiej, to wydaje się, ze stać nas wyłącznie na zgrywę (na ilustracji Siedlisko Folkloru w Niedrzwicy), lub na grę konwencjami” (ilustr. Karczma Bida przy drodze do Warszawy). Dylewski: „Przestrzennie strategicznych miejsc i terenów jest w mieście, niestety, coraz mniej, a to przecież właśnie od nich zależy atrakcyjność przyszłego Lublina”. Lichota: „Skoro organizuje się konkursy architektoniczne w Biłgoraju i są one powszechne w Unii, to dlaczego nie ma ich w Lublinie?”. Kipta: „Kiedy władza lub media siawiają na ludziach krzyżyk, to powoduje, że jeżeli już mają oni możliwość zrobienia czegokolwiek, najbardziej realną perspektywą staje się pójście na wódkę”. Korbus: „Mamy w mieście do czynienia z dysproporcją miedzy propaganda, konsumpcji i propagandą wartości”. Stelmach: „Jeżeli mamy kiepskich kelnerów, to dlaczego mielibyśmy mieć dobrych architektów?”.

Na inną, może nawet najbliższą okazję pozostawiam sobie powrót do tekstów o najbardziej fascynujących mnie tematach przestrzeni przepadłych. bo jak się nie pochylić nad rozwinięciem myśli Marty Kubiszyn, że „zniszczenie dzielnicy żydowskiej w Lublinie można uznać za świadome dążenie do likwidacji fragmentu miasta jako nośnika pamięci historycznej i społecznej” oraz przestrzeni zatraconych, bo jak – chociażby – nie zgodzić się z Markiem Stasiakiem, gdy wskazuje na pseudozabytkowe nowe budynki zasłaniające wzgórze kirkutu. Zresztą to wzgórze Grodziska ma jeszcze jedną straszną wadę. Jego kulturową treść, m.m. jako cmentarza żydowskiego pozbawiono – jak słusznie zauważa -jakiejkolwiek wizualnej identyfikacji, np w postaci pomnika.

 

Andrzej Molik, Przestrzenie przepadłe,.FELIETON, „Kurier Lubelski” 13.10.2005.

Nigdy nie zapomnę, jak szczerze zachwycał się Lublinem Gustaw Herling-Grudziński, z którym miałem okazję rozmawiać podczas jego ostatniego pobytu w naszym mieście. On – który przyjeżdżał z mitycznego dla wielu nas Neapolu, który też wywodził się z Kielecczyzny i z młodości wyniósł szacunek do nieprzeszarżowanej skali — mówił, ze czuje się u nas świetnie, bo Lublin zachował atmosferę niezbyt wielkiego miasta Kongresówki z gubernialnymi pałacami, mieszczańskimi kamienicami i zielonymi przestrzeniami Już wówczas zastanawiałem się jak autor cudownych, niemal zbeletryzowanych esei o sztuce odbierałby nasz gród nad Bystrzycą, gdyby nadal istniały w nim przestrzenie – jak je nazywam – przepadłe. Przestrzenie, dla jasności, ongiś zabudowane, a dopiero dziś do bólu – pardon za tautologię – przestrzenne, puste. Przestrzenie tak znaczące dla obrazu Lublina przedwojennego, także wcześniejszego, tego z doby Kongresówki – z ul. Szeroką cadyka zwanego Widzącym z Lublina, z wielką synagogą przy Jatecznej, teraz przejechanej dwupasmową al. Solidarności. Tydzień temu obiecałem w Domu powrót do najnowszego zeszytu Scriptores wydawanego przez niestrudzony Ośrodek Brama Grodzka-Teatr NN, bo w ekspozycji artykułu Marty Kubiszyn „Miejsce -pamięć – obecność” o akcjach ośrodka przywracających te tytułowe imponderabiha padają na ten temat ważne słowa. Wprawdzie gdyby me zaprojektowano w miejsce m.in. Szerokiej tzw. placu Zebrań Ludowych, dzisiejszego Zamkowego, nigdy by nie powstał cudowny szkic Władysława Panasa „Oko cadyka”, ale potraktujmy to jako ponury żart profana. Kubiszyn pisze: „Zniszczenie dzielnicy żydowskiej w Lublinie (niszczonej nie tylko przez Niemców w czasie wojny, ale i przez Polaków – chyba lepiej powiedzieć: Sowietów – do 1955 r., o czym autorka przypomina) można uznać za świadome dążenie do likwidacji określonego fragmentu miasta jako nośnika pamięci historycznej i społecznej. Zmiany dokonane na poziomie układu urbanistycznego spowodowały nieodwracalne zmiany w strukturze lokalnego środowiska kulturowego, wpływając znacząco na kształt pamięci społecznej. Dzisiejsze doświadczenie miasta oddzielone jest wyraźnie od tamtego, przedwojennego obrazu nieciągłością, gwałtownym zerwaniem, a także zbiorowym zapomnieniem znaczenia i sensu pustych przestrzeni pozostałych po zamordowanych mieszkańcach” Tak! Amputowano nam coś, wyrwano z trzewi miasta, me wstawiając mc w to miejsce, projektując w latach 50. niemal wyłącznie otwartą, niezabudowaną przestrzeń.

I tu padają jeszcze bardziej znaczące słowa, ze ignorowanie „znaczącej pustki” i dążenie do usunięcia jej poza nawias postrzeganej rzeczywistości miało na celu „stworzenie dającej poczucie bezpieczeństwa, pozornie uporządkowanej przestrzeni, w której mieszkańcy miasta zauważają i rozpoznają jedynie te elementy, o których dowiedzieli się w procesie edukacji i socjalizacji”. Czyli – inaczej mówiąc – indoktrynacyjnych działań propagandowych. Mistrza Gustawa Herlinga-Grudzińskiego zaś „zaplątałem w tę aferę” nie bez kozery. Był żarliwym antykomunistą, a miasto kongresówkowe Lublin bardziej bez wątpienia podobałoby mu się i z dzielnicą żydowską pod Zamkiem i np. z cerkwią (tez zburzoną) na pl Litewskim.

 

Sylwia Szewc, By serce miasta tętniło życiem, MIASTO, „Gazeta Wyborcza” 18.10. 2005.

Jak uatrakcyjnić plac Po Farze? Jak go ożywić? Odpowiedzi na te pytania będą szukać architekci, urbaniści, konserwatorzy i ludzie kultury podczas debaty, którą chce zorganizować Ośrodek Brama Grodzka-Teatr NN.

Dyskusja odbędzie się w ramach cyklu debat o przyszłości zagospodarowania przestrzennego Lublina, którymi zajmie się Teatr NN. Jednym z tematów spotkań mają być place lubelskie, w tym właśnie plac Po Farze. Chociaż wyremontowano go już trzy lata temu, nadal brakuje tam elementów, które zakłada projekt przebudowy: makiety fary, tablicy, oraz zieleni. Makieta z brązu (w skali 1:50) miała stanąć na tarasie obok dawnej wikarii przy ul. Archidiakońskej, z kolei miejsce, w którym złożono kości odkopane podczas prac, miała upamiętniać kamienna płyta. Na placu zaplanowano też posadzenie dwóch dębów po obu stronach prezbiterium (na pamiątkę snu Leszka Czarnego z legendy), akacji przy domu kultury Pod Akacją, oraz bluszczu przy murze oporowym. Drzewa były już kiedyś sadzone na placu, jednak połamali je wandale.Realizacja projektu odwlekała się, bo miasto nie miało na to pieniędzy.

– To miejsce jest jedynie miejscem widokowym. A to serce miasta, które powinno ożyć. Aby do tego doprowadzić, potrzebna jest debata kilku środowisk – uważa Tomasz Pietiasiewicz, dyrektor Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN. Zapewnia, że w ciągu kilku tygodni Brama Grodzka zorganizuje spotkanie z architektami, konserwatorami zabytków, historykami i urbanistami. Swoje sugestie będą też mogli zgłosić sami mieszkańcy Lublina. Mając gotowe pomysły, miasto będzie mogło zaplanować pieniądze w budżecie na ich realizację.

DARIUSZ KOPCIOWSKI
zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków

Od ponad 20 lat mówi się, jak ma wyglądać plac Po Farze. Elementy projektu, który zaakceptowaliśmy kilka lat temu, wciąż jednak się tam nie pojawiły. A będą musiały, by ostatecznie zakończyć sprawę urządzenia tego miejsca i wtedy ożywić go, np. przez organizację koncertów muzyki kameralnej, zwłaszcza latem – przecież z pobliskiego domu kultury można wynosić krzesełka i urządzać tam salę na świeżym powietrzu. Szkoda, by to miejsce miało być jedynie miejscem widokowym.

JACEK CIEPLIŃSKI
Biuro Architektoniczne IDEA, współautor projektu renowacji placu Po Farze

Pomysł, by przebudować plac Po Farze zrodził się jeszcze w 1982 r., wtedy przedstawiłem go ówczesnej Radzie Miasta. Trzy lata później miasto i konserwator zabytków ogłosili konkurs na najlepszy projekt zagospodarowania tego miejsca, który wygrałem. Ruszyły prace archeologiczne, ale przerwano je, bo miasto nie miało pieniędzy. Wykopy zasypano. Temat powrócił dziesięć lat później. Towarzystwo Urbanistów Polskich w Warszawie zwróciło się do mnie, by w ramach programu ratowania miast historycznych uaktualnić projekt i kontynuować jego realizację. Jednak pieniądze na to znalazły się dopiero po kilku latach. Prace wciąż nie są ukończone. Już ponad 20 lat temu plac ten miał tętnić życiem, przyciągać turystów, lecz nadal nic się tam nie dzieje. Nie tylko brakuje kluczowych elementów projektu, ale też nie jest wykorzystywany zgodnie z naszym zamysłem. A po to był remontowany! To miejsce zamiast tętnić życiem, zaczyna popadać w ruinę. Tymczasem powinno mieć opiekuna, który dbałby o plac i jego wykorzystanie.

TOMASZ PIETRASIEWICZ
dyrektor Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN

Warto zastanoWić się, czego oczekujemy od placu Po Farze. Trzeba nawiązać do tego, co tam było wcześniej i w oparciu o to budować tradycję. Plac miał charakter religijny, może więc warto wprowadzić tam w kilku miejscach dźwięki typowe dla kościoła – śpiew chóru, bicie dzwonów, które byłoby słychać o określonych porach? Dźwięk wzbogaci przestrzeń miasta i mógłby stać się atrakcją turystyczną. Atrakcją osadzoną w historii. Moim zdaniem to nie brakujące elementy projektu, ale właśnie dźwięki ożywią to miejsce.

not. SYS

 

Andrzej Molik, Plac centralny, FELIETON, „Kurier Lubelski” 09.11.2005.

Kiedy ukazał sję opisywany tu już kilkakrotnie ostatni zeszyt pisma Scriptores, poświęconego tematyce kultury przestrzeni, wydawcy z Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN zorganizowali w Trybunale Koronnym ciekawą promocję tego zeszytu. Nie była to promocja tradycyjna, gdzie ktoś powie kilka ciepłych słów o wydawnictwie, a ktoś inny przeczyta fragment artykułu. Ta sama ekipa, która przygotowała Scriptores nr 29, czyli Joanna Zętar i Marcin Skrzypek, zaprosiła rozmówców numeru – architektów, urbanistów i fachowców, zajmujących się kulturą przestrzeni – i postawiła zagadnienia – pytania do dyskusji poszerzające treść zeszytu.

Dyskutanci (niestety, nie wszyscy autorzy mogli stawić się na spotkanie) odpowiadali np.na pytanie, czy jesteśmy zadowoleni z jakości gospodarowania przestrzenią wLubiinie. Mówili jak gospodarują przestrzenią lepsi od nas – Gdańsk, Wrocław, Poznań, Kraków, miasta partnerskie. Niestety, ograniczony czas nie pozwolił poruszyć wszystkich spraw z przygotowanej listy. W ten sposób przepadł temat, który drąży mnie od lat, ilekroć – a czynię to często już to chociażby z racji sąsiedztwa z nim redakcji Kuriera – idę przez nasz plac centralny o dumnej i niespotykanej nigdzie indziej nazwie: Litewski. Dwójka redaktorów proponowała zastanowić się, czy zadajemy sobie pytania dotyczące konkretnych, ważnych miejsc w przestrzeni Lublina i czy potrafimy na nie odpowiadać? l dalej – właśnie – czy na przykład plac Litewski ma spełniać rolę rekreacyjną czy reprezentacyjną? Czy spełnienie obu tych ról jest możliwe? A jeżeli będzie on spełniał jedną z nich, to czy umiemy wskazać plac lub place, które będą spełniać tę drugą? To niezwykleważne pytania, a jeszcze ważniejsze będą odpowiedzi na nie. Tym bardziej że w sprawie placu popadliśmy znowu w całkowity marazm i emocje wokół niego wybuchają tylko wtedy, gdy powraca kwestia samowoiki b. wiceprezydenta, który postanowił na siłę uszczęśliwić lublinian pomnikiem Piłsudskiego.

Gdy już takie odpowiedzi padną, będzie można przystąpić do czynu i działać analogicznie jak Hiszpanie. Tak jak się spodziewałem – a pisałem o tym w innym miejscu, wyjeżdżając niedawno za Pireneje – w Valiadolid, mieście b. podobnym do Lublina, gdzie bywam co roku, zastałem zupełnie przebudowaną przestrzeń Plaza Zorilla, kolejnego placu w tym mieście, który w ciągu dwóch lat zyskał parking podziemny i nową oprawę. Gospodarze Valiadolid nie mają takich problemów jak my, bo Plaza Mayor spełnia funkcje reprezentacyjne (przy nim stoi ratusz), a np. Plaza de Espana rano jest targiem, a po południu – po błyskawicznym sprzątaniu – ulubionym miejscem randek młodych Hiszpanów. Tylko, że włodarze stolicy prowincji Casilla y Leon nie tracą czasu i działają tak aktywnie, że co roku zastaję nowe, ciekawsze oblicze miasta.

Może i my zacznijmy na placu Litewskim od budowy podziemnego parkingu (nie zaszkodzi nawet pomnikom). A po drodze odpowiedzmy sobie na ciekawe pytania sformułowane w ośrodku z Bramy Grodzkiej.

 

Informacja o wydaniu „Scriptores” pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni:

 

Hubert Trammer, Lublin – rozmowy o kulturze przestrzeni,.„Architektura” nr 5 (140) 2006,

„Scriptores” – Rozmowy o kulturze przestrzeni – nr 29 Wydawca: Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN www.scriptores.tnn.lublin.pl www.tnn.lublin.pl

Ośrodek Brama Grodzka — Teatr NN to samorządowa instytucja mieszcząca się na lubelskim Starym Mieście. Prowadzi różnorodne działania badawcze, kulturalne, edukacyjne i społeczne. Siedziba placówki znajduje się w podniesionej z ruiny na początku lat dziećwięćdziesiątych czternastowiecznej Bramie Grodzkiej i przylegających do niej kamienicach. Wewnątrz prezentowana jest multimedialna wystawa Portret miejsca, ukazująca centrum Lublina w dwudziestoleciu międzywojennym. Duże znaczenie w pracy ośrodka odgrywają symboliczne spektakle, tak zwane Misteria Pamięci, przywołujące ważne wydarzenia z przeszłości miasta. W ramach realizowanego przez Bramę Grodzką – Teatr NN programu Pamięć-Miejsce-Obecność wydawane jest wychodzące nieregularnie pismo „Scriptores”.

Dwudziesty dziewiąty numer, zatytułowany Rozmowy o kulturze przestrzeni, w większości wypełniają wywiady z ludźmi na co dzień zajmującymi się kształtowaniem przestrzeni Lublina.

Trzeba pokoleń, żeby potrzeby dotyczące życia w mieście jakościowo się rozwinęły (…). Jest to szczególnie klopotliwe dla nas urbanistów. Musimy bowiem budować miasta nie tylko według standardów dzisiejszych potrzeb, ale też tych, które wystąpią w przyszłości — stwierdza urbanista i autor pierwszego po wojnie Planu Miasta Lublina, Romuald Dylewski. Urbanistka Ewa Kipta mówi o rewitalizacji. Według niej wiąże się ona z traktowaniem miasta jako żywego tworu i odrzuceniem modernistycznej idei miasta jako maszyny, której elementy można łatwo wymieniać. Opowiada o procesie rewitalizacji lubelskich dzielnic Stare Bronowice i Kośminek. Od końca lat pięćdziesiątych plany miejscowe przewidywały zastąpienie tamtejszej zabudowy nowymi osiedlami. Obowiązywał zakaz remontowania starych domów. W pewnym momencie okazało się, że gęstość zaludnienia jest na tyle wysoka, że po wybudowaniu bloków nie uległaby ona zwiększeniu. Urbanistka, zaangażowana w rewitalizację lubelskich dzielnic, wspomina: W roku 1990 było już jasne, że nikt z zewnątrz z pieniędzmi nie przyjdzie. Inwestorami musieli stać się sami mieszkańcy, którzy na szczęście byli przynajmniej właścicielami działek. Choć ludzie ci w większości pozostawali na marginesie, dzięki „chodnikowej” mikroprzedsiębiorczości część z nich było już wtedy stać na pewne wydatki. Należało przede wszystkim przestać im w tym przeszkadzać poprzez stworzenie planu miejscowego dopuszczającego jakiekolwiek nawet najmniejsze inwestycje (…) Rolą miasta była pomoc w uzbrojeniu terenu (…) Potem pozostało już tylko nie przeszkadzać ludziom w zaspokajaniu potrzeb za swoje ciężko zarobione pieniądze. (…) W tej chwili nie ma tam ani jednej ulicy, na której nic by się nie działo. Ewa Kipta podkreśla, jak ogromne znaczenie miało to, że plany miejscowe tworzono uwzględniając postulaty mieszkańców. Ważne jest, by nie wykluczać nikogo z decydowania, bo potem może to powodować negatywny stosunek do przeprowadzanych zmian. Początkiem konsultacji społecznych było roznoszenie ankiet i informacji przez księży podczas wizyt duszpasterskich.

W dwudziestym dziewiątym numerze „Scriptores” można znaleźć również rozmowy z architektami: Elżbietą Przesmycką, Stanisławem Lichotą i Bolesławem Stelmachem, rzeźbiarzem Jackiem Korbusem, specjalistą w dziedzinie krajobrazu kulturowego Markiem Stasiakiem, oraz z urodzonym w Polsce izraelskim historykiem Alexem Danzigiem. Ta ostatnia jest jednym z dwóch umieszczonych w numerze materiałów poświęconych kibucom. Znajdują się tam również artykuły dotyczące dziedzictwa społeczności żydowskiej w Lublinie. Upamiętnienie go jest jednym z głównych pól zainteresowań Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN.

Pomimo „lublinocentryczności” publikacja nie jest hermetyczna. Istotne przestrzenne problemy zostały pokazane przez pryzmat konkretnego miasta – dodatkowo będącego stolicą najmniej zamożnego regionu Unii Europejskiej. Dzięki bogatemu zestawowi zdjęć przedstawiających miejsca, które rozmówcy przywołują w swoich wypowiedziach, a także ogólnym tekstom pozwalającym zobaczyć w szerszym kontekście kwestie poruszane w wywiadach, publikacja przemawia też do osób zupełnie nie znających Lublina. Rozmowy o kulturze przestrzeni znakomicie nadają się na podręcznik akademicki dla studentów architektury i pokrewnych kierunków. Mogą również z powodzeniem służyć szerszej edukacji architektonicznej.

 

Grzegorz Józefczuk, Scriptores. Pamięć – Miejsce – Obecność nr 29 Lublin, CO SIĘ WYDAJE: .„Gazeta Wyborcza” 05.07.2005.

Najnowszy numer pisma Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” poświęcony jest „rozmowom o kulturze przestrzeni”. Rozmówcy redaktorów „Scriptores” opowiadają, na czym polega i jak zmienia się kulturowa i symboliczna sfera krajobrazu miejskiego, czyli to, co z pozoru jest niewidzialne. Jest to publikacja wyjątkowa i pionierska, tym bardziej że fachowcy wypowiadają się w sposób czytelny i przystępny.

Prof. Elżbieta Przesmycka z Politechniki Lubelskiej zwraca uwagę, że wysoka zabudowa zniszczyła panoramy Lublina. Wystarczy przejść się ulicą Grodzką, by zauważyć, że otwartą kiedyś przestrzeń za Bramą Grodzką teraz zamyka ściana wieżowców z rejonu ulicy Lwowskiej. Widok na zachodzące słońce na przedłużeniu persepektywy al. Racławickich zamurowano wysokim budynkiem KUL. Dlatego prof. Przesmycka uważa, że należy ochronić jedyny jeszcze zachowany widok starego Lublina od strony ogródków działkowych, terenu, którym bardzo interesują się inwestorzy. Wśród rozmówców „Scriptores” jest też m.in. Ewa Kipta, która od lat zajmuje się problemem rewaloryzacji miejskich terenów zdegradowanych, Marek Stasiak, kiedyś konserwator miejski oraz Bolesław Stelmach, znany architekt.