Gra „Ile wsi w mieście?”

 //  Projekt: Gra Wartości

Pod tym hasłem w Domu Kultury Skarpa SM „Czuby” w Lublinie odbyła się kolejna Gra Wartości w ramach projektu „Mindware. Technologie dialogu”. Uczestnikami byli członkowie Klubu Kobiet. Opiekun: Renata Kiełbińska.

Założenia / kontekst. Celem gry była dyskusja nad tożsamością osiedla „Czuby” w kontekście jego wiejskiej przeszłości (pamiętanej przez wielu seniorów): „ile warto / chciałbym zachować wsi w mieście?”. Gra, wedle słów opiekunki grupy, miała „pozwolić uczestnikom określić hasłami najważniejsze dla nich sytuacje, tradycje, doświadczenia” charakterystyczne dla wsi, które przydają / przydałyby się w życiu miejskim. Hasła miały je tylko wywołać: „np. Szczęść Boże to opowieść o tym, że dawniej ludzie byli dla siebie życzliwsi i obowiązywała zasada, szczególnie na wsi, że pozdrawiało się każdą napotkaną osobę. Choć faktem jest, że zagęszczenie ludzi pracujących w polu to nie to samo, co tłum na Krakowskim”.

Dyskusja na ten temat była pomyślana jako część dłuższego projektu teatralnego pn. „Teatr Tu”

Przygotowanie kart. Opiekunka grupy przygotowała hasła-wartości wspólnie z koleżanką. Objęły one m.in. cechy pejzażu (wielozmysłowego), zachowania, ludzi:

  • stary sad
  • nowy trawnik
  • odgłosy
  • zapachy
  • cisza ścieżka
  • Szczęść Boże
  • biesiada
  • sąsiedzi
  • horyzont bójka
  • pies
  • baba
  • podwórko
  • targowisko szary kolor
  • pory roku
  • pokolenia
  • odległość
  • drewno

Uzgadniając wygląd kart, zgodziliśmy się, że muszą być wyraźne. Początkowo planowaliśmy, że ich oprawa i segregowanie będą częścią zajęć wprowadzającą uczestników w temat, ale ponieważ taki etap okazał się zbędny i karty zostały wydrukowane na brystolu, więc zrezygnowałem z ich oprawiania.

Scenariusz / dramaturgia. Zajęcia zostały zapowiedziane jako „przedstawienie / działanie artystyczne”, przy czym opiekunka wyjaśniła, że współczesna sztuka jest inna niż tradycyjna; często rolę „pędzli” pełnią w niej żywi ludzie.

Organizacja / uczestnicy. Uczestnicy siedli przy stolikach po 3-4 osoby (w sumie 16 osób: 1 senior, 1 młody animator kultury, reszta kobiety) z ciasteczkami i winogronami. Grę poprzedziło robienie kawy, herbaty. Warunki były więc wyśmienite.

Przebieg. Najpierw opowiedziałem o genezie gry wartości (czyli m.in. gdzie pracuję i że interesuję się tradycją – stąd pomysł), o jej wersji pilotażowej (warsztaty dla nauczycieli), pokazałem przykłady kart ze szkoły. Zależało mi, aby uczestnicy nie mieli wrażenia, że są przedmiotem jakiegoś wydumanego „eksperymentu”. Reguły gry udało się wyjaśnić sprawnie. Czas pracy zespołów wykorzystałem na naszkicowanie diagramu PRZYPADEK-WYBÓR, o którym opowiedziałam na koniec, na zasadzie ciekawostki, jak przedstawiam sprawę wartości młodym ludziom.

Prezentacje / podsumowanie. Gra przyjęła formę raczej komponowania wyobrażonego krajobrazu kulturowego niż tworzenia hierarchii wartości, dlatego uznaliśmy, że można wybrać po 6 a nie po 5 kart (uczestnicy zgłaszali, że 5 to za mało). Dużą rolę odegrało interpretowanie haseł (zaproponowanych przez opiekunkę) oraz zabawa w skojarzenia i dygresje nimi wywołane, a mniejszą proces wyboru. Warto tu wymienić kilka z takich skojarzeń:

  • ścieżka – Okazało się, że pierwszym skojarzeniem jednej z pań była „ścieżka rowerowa” (czyli twór miejski – a nie „ścieżka przez pola” czy przedept przez trawnik) i dlatego jej zespół umieścił ją w końcowym wyborze. Jest to wynik zarówno kampanii pro-rowerowej w mediach prowadzonej przez Porozumienie Rowerowe jak i obecności dróg rowerowych w okolicy. Uczestniczka wyjaśniła, że seniorzy coraz częściej siadają na rowery i dała przykład, że pomoc przy opadniętym łańcuchu jest okazją do rozmowy na rowerowym szlaku. Takie skojarzenie jest dla mnie dowodem kulturowo-transportowo-językowego przełomu w Lublinie.
  • baba – To słowo skojarzyło się przede wszystkim z negatywnym stereotypem „starszej kobiety przyrośniętej do ławki, która nie przepuści nikomu” (wszystkich taksuje złym spojrzeniem). Stało się to okazją do przypomnienia, że dawniej na wsiach siedzenie na ławeczkach przed domami było okazją do spotkań z przechodzącymi drogą (kiedy ruch samochodowy był dużo mniejszy). Odbyła się tez krótka dyskusja, czy lepiej, kiedy ławki stoją przodem, czy tyłem do okien bloku (lepsza możliwość pogadania z kimś „przez okno” czy lepiej mieć widok na przestrzeń, a nie cudze okna?). Ja z kolei dorzuciłem swój ulubiony temat niskich ogrodzeń, które ludziom w małych miasteczkach pozwalają na rozmowę „przez płot”. Panie podsumowały, że ponieważ w Polsce są wszędzie wysokie ogrodzenia, a w oknach firanki (nie jak w Norwegii czy Holandii), to znaczy, że jesteśmy skłonni do izolowania się.
  • nowy trawnik – To hasło wydawało mi się raczej miejskie niż wiejskie, bo trawnik, to twór sztuczny, a jednak wybrali je wszyscy. Kluczem do jego zrozumienia okazał się przymiotnik „nowy”. Ludzie po prostu potrzebują zieleni, mają jej za mało i traktując zieleń jako relikt wiejskiego, na poły naturalnego krajobrazu, bardzo go cenią.

Wnioski. Ta gra miała nieoczekiwanie dość pobudzający wyobraźnię charakter i spokojny przebieg. Być może w podobnych sytuacjach warto by było dać uczestnikom więcej swobody – zrezygnować z przeglądania kart wg kolejności, pozwolić na jednoczesny wybór najbardziej pozytywnych i negatywnych „haseł wywoławczych”. Warto też zastanowić się, czy proponowanie haseł przez opiekuna dobrze znającego grupę i dany kontekst dydaktyczny nie jest jakąś nową metoda wykorzystania gry – hasła spełniałyby tu rolę zaskakujących „pułapek” na skojarzenia wymagających od uczestników „odkrywania” podpowiadanych przez opiekuna znaczeń czy związków.

Minireportaż z Gry Wartości w osiedlowym domu kultury „Skarpa” (film odtwarza się od 32. minuty):


Źródła:

Fot. czarno-białe Jacek Mirosław, dzielnica Czuby Południowe, lata 80-te XX w., Biblioteka Multimedialna Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”. Pozostałe fotografie: Marcin Skrzypek

Marcin Skrzypek