Historia „zielonej bramy” w Wąwozie Jana Pawła II

Historia bluszczu JPII opisana jest pokrótce w artykule Małgorzaty Szlachetki Akcja Bluszcz na Czubach w Lublinie z 2 września 2015. Pierwsze nasadzenie 17 listopada 2010 miało charakter bardzo partyzancki – po ciemku, w zaroślach nieuporządkowanej jeszcze części wąwozu. Istniała bowiem obawa, że nasadzenia zostaną wykopane lub zadeptane przez ciekawskich mieszkańców.

Akcja „Bluszcz” wynikła m.in. z potrzeby zrobienia w Forum Kultury Przestrzeni czegoś dobrego w praktyce, co byłoby odskocznią od codziennych dyskusji mailowych i promowania kultury przestrzeni w Urzędzie Miasta. Upiększenie publicznej przestrzeni wąwozu przez pokrycie wielkich betonowych przęseł pnączami – to było coś w naszym zasięgu, co mogło dać wspólną pracę i satysfakcję. Inicjatorem akcji był Marcin Skrzypek, ale od razu okazało się, że o tym samym myślały co najmniej dwie inne osoby mieszkające w pobliżu: Renata Kiełbińska z osiedlowego domu kultury „Skarpa” i prof. Anna Słowinska-Jurkiewicz (Uniwersytet Przyrodniczy). Obie prowadziły własne działania upiększające w swoim otoczeniu.

Wiosną 2012 trzeba było sadzić bluszcz od nowa, bo rośliny sprzątnięto wraz wierzchnią warstwą ziemi na której zasiano trawę w ramach zagospodarowywania wąwozu.

O całej akcji poinformowano dwóch proboszczów okolicznych kościołów, aby zachęcali mieszkańców do ochrony i podlewania sadzonek. W listach do nich wizję obrośniętych zielenią filarów po raz pierwszy nazwano Bramą Nadziei, na cześć nauk Jana Pawła II. Przez kolejne sezony zielone pędy bluszczu zmagały się z wieloma trudnościami, stając się dla dbających o nie osób prawdziwą „bramą nadziei”, że mimo wszystko kiedyś się uda.

Największym wrogiem bluszczy nie była susza czy wandale, lecz firmy koszące trawniki. Nie pomagały czerwono-białe taśmy, upomnienia Wydziału Gospodarki Komunalnej poproszonego o pomoc ani metalowe pręty. Pomogły dopiero wkopane na sztorc krawężniki, choć wciąż zdarzały się sporadyczne przerwania pędów, najprawdopodobniej przez bawiące się dzieci.

Pierwotnie w 2012 roku zasadzone zostały odmiany Veichi i Murorum, W niektórych miejscach sadzonki umieszczano daleko od słupa z powodu betonowej ławy, na której stoją przęsła. Do ich podpórek przywiązano sznurki, którymi obwiązano słupy, aby pędy mogły dosięgnąć betonu. Dosadzano też bluszcz z przydomowej rozsady. Veichi okazały się mniej odporne i po zniszczeniu lub przemarznięciu pędów odbijały podkładki. Kilka sadzonek zaczęło się płożyć zamiast wspinać. Z czasem jednak te które zaledwie wystawały z ziemi weszły na słupy. Pędy zniszczone prawie odrobiły straty, egzemplarze płożące wytworzyły przylgi a w 2015 roku pierwszy bluszcz objął cały filar i dosięgnął szczytowej poprzecznej części przęsła. Wygląda na to, że bluszcze już się ustabilizowały, dobrze zakorzeniły i są zdolne do szybkiego odrodzenia w przypadku przeschnięcia lub zmarznięcia. Tylko jeden filar, zatapiany stojącą wodą był na początku 2015 roku pozbawiony sadzonek.