Link do poniższego tekstu był rozsyłany razem z pierwszą wersją „Manifestu wspólnej przestrzeni”, który powstał na podstawie spotkania Forum Kultury Przestrzeni 27 października 2008 w „Gazecie Wyborczej” w Lublinie. O całym projekcie można dowiedzieć się z poniższych podstron polinkowanych ze sobą, ze względu na złożoność tego projektu. Ogólnie, chodziło w nim o to, aby wydyskutować w Lublinie pierwszą wersję zasad gospodarowania przestrzenią publiczną z uwzględnieniem potrzeb wszystkich użytkowników i potem przekonsultować je z kiełkującymi ruchami miejskimi. Poniższy tekst służył przedstawieniu tej inicjatywy poza Lublinem i zaproszeniu do debaty ogólnopolskiej. Szerzej z genezą i celami projektu można zapoznać się pod pierwszym linkiem.

Pierwotna strona, oprócz tekstów przytoczonych niżej w oryginalnej formie, zawierała także:

Chodziło o pokazanie, że „Manifest” jest rozwinięciem debaty, która toczy się w Lublinie od paru lat, o wzbogacenie merytoryczne dyskusji i o uniknięcia wrażenia, że projekt „Wspólna przestrzeń” chce zaanektować te tematy

Zgodnie z założonym planem, wnioski ze spotkania zostały uporządkowane i poddane konsultacjom ze środowiskami zajmujących się tą tematyką w Polsce w ramach przygotowań do zjazdu „Wspólna Przestrzeń” będącego pra-Kongresem Ruchów Miejskich. Gotowy „Manifest” został następnie przez nie podpisany jako wspólny głos ogólnopolski. Niestety, nie udało się jednak dołączyć go do polskiego wydania książki Gordona Cullena Townscape i nie był on dalej wykorzystywany ani nagłaśniany itp.

Marcin Skrzypek


 

Geneza projektu „Wspólna przestrzeń”

Przy okazji planowania publikacja książki Gordona Cullena Townscape przez Forum Kultury Przestrzeni w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN” powstał pomysł, aby towarzyszący temu efekt medialny i edukacyjny wykorzystać do prezentacji polskiego ruchu kultury przestrzeni i głoszonych przez niego wartości.

Książka ta jest na tyle intrygująca i komunikatywna, aby zainteresować tematyką relacji człowiek-przestrzeń szersze kręgi społeczne. Miarą tego, jakie nadzieje budzi jej publikacja jest fakt, że Związek Miast Polskich zadeklarował kupno 300 egz. dla wszystkich swoich członków, a wsparcie finansowe zaproponowała Fundacja Twórców Architektury i Forum Rewitalizacji.

Wydaje się więc, że warto dołożyć do tego czysto wydawniczego przedsięwzięcia nieco pracy i dołączyć do Townscape’u jakieś materiały pokazujące, że toczy się dziś w naszym kraju ważna debata na temat konkretnych problemów środowiska życia każdego Polaka prowadzona przez liczne środowiska kompetentnych i aktywnych obywateli.

Townscape („Krajobraz miasta”) Gordona Cullena ukazał się po raz pierwszy w 1961 roku i od tego czasu jest wydawany w języku angielskim co rok-dwa lata, co oznacza, że książka zachowała aktualność. Publikacja ta jest rodzajem „atlasu” różnych zależności człowiek-krajobraz miasta. Kilkuset fotografiom towarzyszą krótkie analizy tego, jak człowiek postrzega krajobraz lub jak zachowuje się w różnym otoczeniu urbanistycznym. Wszystkie przykłady są uniwersalne i dają się odnieść do każdego terenu zabudowanego i osobistych doświadczeń każdego człowieka. Język autora jest dość żywy i miejscami literacki, choć dotyczy kwestii specjalistycznych.

 

Oczekiwane skutki projektu „Wspólna przestrzeń”

  • Zwrócenie uwagi na fakt, że środowisko naszego życia jest dobrem wspólnym i wspólnie kształtowanym.
  • Wskazanie wspólnych wartości, wokół których może się krystalizować zagubione poczucie społecznej solidarności, określanych roboczo wspólnym mianem „kultury przestrzeni”. Dotychczasowa praktyka użycia tego pojęcia pokazuje, że sprawdza się ono jako narzędzie „wspólnej przestrzeni”. Mogą odnosić się do niego zarówno specjaliści różnych dziedzin i niespecjaliści, jak i strony będące w sporach czy konfliktach. Kultura przestrzeni – nawet jeżeli rozumiemy to słowo tylko intuicyjnie – pozwala na wspólną pracę.
  • Nadanie publicznej tożsamości ogólnopolskiemu ruchowi kultury przestrzeni – również poprzez pokazanie, że wysiłki środowisk starających się podnosić jakość zagospodarowania naszego środowiska życia są również dla nich „wspólną przestrzenią”.
  • Wyrażenie jak najszerszych społecznych oczekiwań wobec zagospodarowania przestrzennego skierowanych do wszelkich podmiotów odpowiedzialnych za jego jakość: polityków, władz ustawodawczych i wykonawczych naszego kraju, władz samorządowych, inwestorów, gospodarzy przestrzeni publicznych itp.

 

Metody pracy w projekcie „Wspólna przestrzeń”

  • Zdobycie jak największej liczby patronatów dla książki Townscape – podobnie jak istnieją już patronaty Związku Miast Polskich, Fundacji Twórców Architektury i Forum Rewitalizacji. Będzie to oznaczało podpisanie się pod wartościami wypracowanymi przez autora. Jego książka będzie więc okazją do wspólnego wystąpienia przy minimalnym zaangażowaniu – wystarczy wyrazić w mailu lub liście poparcie i ewentualnie przesłać logo danej grupy czy organizacji.
  • Wypracowanie własnego dokumentu podsumowującego naszą refleksję związanej z kulturą przestrzeni w Polsce. Póki co jest on nazywany „manifestem” lub „konstytucją” wspólnej przestrzeni. Najprawdopodobniej będzie składał się on z kilku osobnych „kart”, ponieważ niektóre zagadnienia wymagają refleksji ogólnej, a inne (np. związane z partycypacją, reklamami czy rowerami) są już opracowane dość szczegółowo.
  • Podpisanie tego dokumentu przez jak największa liczbę sygnatariuszy – sytuacja analogiczna jak z patronatami Townscape’u.
  • Każdy może być uczestnikiem projektu „Wspólna przestrzeń”, jeżeli po po prostu się do niego włączy. Może samodzielnie animować dyskusje w internecie lub w mediach, zbierać sygnatariuszy itp.
  • Publiczna dyskusja nad zawartością dokumentu przebiega na kilku formach internetowych. Będą w niej również uwzględnione wnioski z wydyskutowanych już wcześniej dokumentów. Zebraniem i redakcją wszystkich materiałów zajmie się niżej podpisany, redaktor „Scriptores”.
  • Dyskusja zakończy się w pewnym momencie przed oddaniem książki Townscape do druku tak, aby zdążyć z formalnym zebraniem sygnatariuszy dokumentu. „Konstytucja wspólnej przestrzeni” będzie dołączona do książki najprawdopodobniej w formie wrzutki lub broszurki.
  • Projekt „Wspólna przestrzeń” jako wspólne działanie zakończy się formalnie wraz z oddaniem książki do druku. Jego dorobek będzie należał do wszystkich zainteresowanych.

 

Przykłady tematów do dyskusji:

  • krajobraz i jego składowe, a szczególnie osie widokowe, panoramy
  • równowaga ekologiczna
  • sztuka publiczna
  • krajobraz dźwiękowy
  • place i ulice, jako zaniedbane elementy struktury przestrzennej
  • środowisko naturalne i jego składniki: tereny zielone, woda, miejsca widokowe
  • rowery, piesi, niepełnosprawni, komunikacja zrównoważona
  • „rachunek potrzeb” jako narzędzie planowania tworzące hierarchie wartości
  • rekreacja – place zabaw dla młodych i starych
  • obecność reklam, zawłaszczanie krajobrazu przez podmioty komercyjne
  • miejsca pamięci jako istotny element przestrzeni publicznej
  • piękno przestrzeni jako bogactwo i jakość szczegółów na każdym poziomie
  • dystrybucja odpowiedzialności za edukację przestrzenną – rola inteligencji

 

Kilka odpowiedzi na ewentualne pytania

Projekt „Wspólna przestrzeń” można rozumieć jako środowiskową „imprezę integracyjną”. Idea takiej integracji jest dość powszechna i sądzę, że przed włączeniem się w ten akurat pomysł każdy będzie miał wiele uzasadnione wątpliwości:

Na ile autorzy pomysłu są wiarygodni?

Idea zrodziła się w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN” w ramach jednego z jego programów pod nazwa Forum Kultury Przestrzeni. Idea Forum zrodziła się po wydaniu 29. numeru pisma Scriptores” pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni.

Uważam, że taka instytucja jak Ośrodek jest dla tej idei operatorem bardziej wiarygodnym niż np. jakaś instytucja centralna, bo jest lokalny, a więc z natury równy każdemu innemu lokalnemu uczestnikowi projektu i związany z realnymi problemami konkretnych ludzi.

Dlaczego mam zaangażować się się właśnie w ten pomysł a nie w inny?

Po pierwsze wymaga on minimalnego zaangażowania. Zero struktur, zero zobowiązań. Jedyny wysiłek polega na właściwie na akcie woli i zajęciu stanowiska: zabraniu głosu w dyskusji lub zaakceptowaniu bądź odrzuceniu przyjętych wniosków. Po drugie, warto na zasadzie synergii (wg której działanie powinno spełniać jak najwięcej niesprzecznych celów) wykorzystać publikację Townscape’u w jakiś konstruktywny sposób. Skoro już ktoś wykłada te 30 tys. a może i więcej, nie licząc pracy, to czemu się nie dołączyć?

Czy pomysłodawcy nie zdominują tej integracji, tzn. czy nie przerodzi się ona w chęć przewodnictwa?

Nie ma takiej szansy choćby z tego powodu, że nie mają oni na to czasu. Kultura przestrzeni jest wąską działką działalności Ośrodka, a lokalnych problemów z nią związanych, którymi trzeba się zajmować, jest i tak nadto. W założonym scenariuszu projekt jest jednorazowy i przeznaczony do „powszechnego uwłaszczenia”. Częściowo odpowiedziałem na to pytanie również w punkcie pierwszym. „Władza” Ośrodka nie sięga poza Lublin.

Tu ważna uwaga na przyszłość. Przydałoby się, aby ktoś potem zrobił i prowadził jakąś stronę internetową wspólną dla całego ruchu z serwisem, forum, możliwością podpisywania petycji itp. Tego typu występowanie w imieniu całego ruchu czy „posługiwanie” mu musi jednak być obłożone tymi samymi warunkami konsultacji i partycypacji, jak organizowanie każdej wspólnej przestrzeni. Nikt, kto do tego ruchu należy z racji swoich zainteresowań czy działań, nie może czuć się wykluczonym. Może temu zapobiec np. kontakt osobisty, choćby mailowy czy telefoniczny.

Czy „Wspólna przestrzeń” nie zostanie wykorzystana instrumentalnie, np. do celów politycznych czy komercyjnych?

Takie zakusy mogą się pojawić, ale według mnie projekt ten ma wbudowane naturalne mechanizmy dławiące negatywne skutki podobnych działań. Idea „wspólnej przestrzeni” jest tak na prawdę procesem „on-line”, w którym przez najbliższą dekadę nie da się spocząć na laurach czy zbić kapitału politycznego inaczej niż działając realnie dla dobra społeczeństwa.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której media lub jacyś działacze zaczynają używać pojęcia „jakość zagospodarowania przestrzennego” lub „kultura przestrzeni” w sposób instrumentalny. Czy jest to w ogóle możliwe? Po pierwsze używanie tych pojęć przez „ludzi władzy” zadziała jak magiczne zaklęcie, które zmuszą ludzi do zastanawiania się, czym właściwie jest ta „jakość” i „kultura”, co automatycznie skieruje sprawę do kompetentnych środowisk: TUP-u, SARP-u, społeczności internetowej oraz wszystkich komisji, instytucji i stowarzyszeń czy fundacji z ta tematyką związanych.

Większość z nich ma charakter lokalny, spełniając rolę watch dogów, czyli psów wartowniczych. Tylko od nas będzie zależało, jak pokierujemy dalej procesem związanym z tą edukacją. Społeczna kontrola tego procesu będzie nie mniejsza niż jest obecnie, a objęty nią obszar dużo większy.

 

Marcin Skrzypek