Zapis spotkania zorganizowanego w ramach Forum Kultury Przestrzeni w redakcji „Gazety Wyborczej” w Lublinie 27 października 2008. w celu stworzenia „manifestu wspólnej przestrzeni”, czyli propozycji zbioru zasad i wartości dotyczących gospodarowania przestrzenią publiczną. Ze względu na złożoność tego projektu, jego opis został podzielony na czterech podstronach dostępne z każdej z nich. Z genezą i celami projektu można zapoznać się pod pierwszym i czwartym linkiem.

Z punktu widzenia historii Forum Kultury Przestrzeni, warto tu odnotować zmianę partnera FKP ze strony UM z Wydziału Planowania na Wydział Kultury. Wydział Planowania nigdy nie był zainteresowany debatą o kulturze przestrzeni, a Wydział Kultury właśnie wtedy wchodził w etap kilkuletnich starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, czemu towarzyszyła fala ogólnego ożywienia społeczno-kulturalnego. Odnoszę się do tego we wstępie rozmowy. Na jej końcu można znaleźć pierwsze postulaty do „manifestu wspólnej przestrzeni”.

Marcin Skrzypek


 

Prowadzący spotkanie: Małgorzata Bielecka-Hołda (redaktor naczelna „Gazety Wyborczej” w Lublinie), Marcin Skrzypek (Forum Kultury Przestrzeni, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”).

W spotkaniu wzięli udział:

  1. prof. Dobrosław Bagiński (rzeźbiarz, Wydział Artystyczny UMCS)
  2. Sebastian Bernat (Instytut Nauk o Ziemi UMCS, krajobraz dźwiękowy – korespondencyjnie)
  3. Anna Dąbrowska (Homo Faber, redaktorka)
  4. Anna Demarczyk (historyk sztuki)
  5. Małgorzata Domagała (dziennikarka „Gazeta Wyborcza” w Lublinie)
  6. Jadwiga Jamiołkowska (architekt)
  7. Jan Kamiński (Architektura Krajobrazu KUL)
  8. Rafał „Koza” Koziński (animator kultury, Centrum Kultury)
  9. Anna Dąbrowska (stowarzyszenie Homo Faber)
  10. Euzebiusz Maj (WUOZ Lublin, historyk sztuki)
  11. Szymon Pietrasiewicz (animator kultury, Centrum Kultury, Tektura)
  12. Andrzej Polakowski (fotograf)
  13. Piotr Skrzypczak (Akademia Obywatelska, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”)
  14. Bolesław Stelmach (architekt)
  15. Katarzyna Szczypior (architekt krajobrazu)
  16. Marzena Stypińska (architekt krajobrazu)
  17. Michał Wolny (Porozumienie Rowerowe, Towarzystwo dla Natury i Człowieka)
  18. Włodzimierz Wysocki (z-ca Prezydenta Miasta Lublin ds. kultury)

 

Małgorzata Bielecka-Hołda: Bardzo spodobał nam się pomysł pana Marcina Skrzypka żeby wspólnie poprowadzić spotkanie i dyskusję na temat przestrzeni miasta. Gazeta Wyborcza już od dłuższego czasu stara się zajmować tym tematem. Bardzo nam leży na sercu wygląd miasta, to jak miasto powstaje, co się w tym mieście dzieje, co powstaje nowego pięknego, co szpetnego co psuje stare. Wobec tego inicjatywa pana Marcina żeby taki manifest opracować wydała nam się ze wszech miar godna uwagi i poparcia.

Marcin Skrzypek: Chciałbym powitać pana Włodzimierza Wysockiego, prezydenta ds. Kultury, przede wszystkim z tego względu, że marzeniem pana Romualda Dylewskiego była współpraca pomiędzy Forum Kultury Przestrzeni a miastem. Kandydatem do tej współpracy był wówczas Wydział Architektury i Budownictwa, jednak to nie wyszło, ale okazuje się ze po kilku latach termin który zaproponował Dylewski „kultura przestrzeni” zaowocował. Ten „gorący kartofel lubelskiej przestrzeni” wpadł w ręce Wydziałowi Kultury i być może w tym wydziale rozpocznie się wielopoziomowa, interdyscyplinarna praca, nad przestrzenią Lublina. Być może od tego Wydziału miasto zacznie się odnawiać.

Na początku chciałem spytać państwa czy wiecie co to jest Europejska Stolica Kultury? Na razie niewiele wiadomo na ten temat, gdyż nie ma szerokiej akcji informacyjnej. Ostatnio miało miejsce spotkanie z przedstawicielami miast z Liverpoolu, Wilna i z Essen, którzy w najbliższych latach obejmą tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Zapytałem ich o zmiany jakie musiały zajść w miastach w trakcie kandydowania do miana Stolicy Kultury, co sprawiło, że to oni właśnie stali się stolicą kultury. Odpowiedź głównie dotyczyła rzeczy tzw miękkich, mówili o poczuciu wartości obywatela, o edukacji, solidarności, o współpracy nawet pomiędzy takimi organizacjami które dotychczas były dla siebie konkurencją, a także o poczuciu sensu, o nadziei, że można coś zyskać. Sądzę, że nośnikiem tych wszystkich wartości jest przestrzeń i przyszło mi do głowy żeby sformułować manifest czy konstytucję wspólnej przestrzeni.

Dodatkowym impulsem było szerokie zainteresowanie książką The Concise Townscape. Okazało się, że próbując znaleźć na nią pieniądze bardzo szybko udało nam się namówić trzy poważne instytucję. Poparli oni tą inicjatywę na zasadzie łańcuszka wzajemnego zaufania (np. Związek Miast Polskich zaoferował się że kupi 300 szt. dla swoich członków, dla mnie jest to dosyć wymierne poparcie) w efekcie Ministerstwo Kultury wyłożyło na ten cel pieniądze. Zobaczyłem, że są to bardzo pozytywne wartości które ludzi jednoczą. Pomyślałem, że skoro kandydujemy do miana Stolicy Kultury to powinniśmy zacząć zachowywać się jak Stolica i wyjść z inicjatywą. Zebrać wszystkie postulaty, roszczenia i potrzeby jakie mają mieszkańcy, żeby zebrać ludzi z Lublina którzy mogli by je w imieniu mieszkańców wyrazić i zdobyć poparcie dla tych postulatów. Na tym spotkaniu sformułujemy szkic takiego manifestu, który roześlemy do osób z różnych środowisk w celu zebrania podpisów. Chcielibyśmy również dołączyć ten manifest do polskiego wydania książki The Concise Townscape.

Jadwiga Jamiołkowska: Przeczytałam listę problemów o których będziemy mówić i mam sprzeczne uczucia, bo tak naprawdę każdy średnio dobrze wykształcony architekt i urbanista powinien mieć te zagadnienia w małym palcu i nie powinno stanowić to żadnego problemu przy projektowaniu miasta. Wydaje mi się, że jest to elementarz wiedzy którą posiada się na studiach a potem w czasie pracy. Oczywiście pracuje się w odpowiednich uwarunkowaniach było tak zawsze, od czasów starożytnych, poprzez rozwój przemysłu w XIX wieku i w wieku XX. Zawsze jest ogromny nacisk gospodarczy, społeczny na takie a nie inne postępowania i powiedzmy sobie szczerze, również nacisk polityczny, ponieważ przy jakichś tam różnych sprawach wiele osób chce sobie ugrać coś, decydując się na takie, a nie inne lokalizacje.

To, że Lublin jest piękny, nie mamy wątpliwości natomiast chciałam pokazać co w tym Lublinie szpecimy, co się w tym Lublinie dzieje złego, a na koniec niespodzianka dla Pana Prezydenta, projekt ogłoszenia do prasy.

Ten fragment pochodzi z ostatniego komunikatu SARP-u. W maju tego roku, w Poznaniu, odbył się Kongres Architektury Polskiej pod hasłem „Przekaz architektury, architektura przekazu” gdzie sformułowano Deklarację Poznańską: „Architektura jest sztuką kreującą podstawowe wartości: piękno, użyteczność, trwałość”, to są te oczywiste rzeczy. Powinny być one celem projektowania budowli, przestrzeni publicznych, krajobrazu… W poszukiwaniu nowych rozwiązań twórca powinien słuchać człowieka i ducha miejsca, szukać tożsamości kulturowych, podchodzić z szacunkiem do dóbr już istniejących. Bardzo bym chciała, żeby w planowaniu Lublina o tym pamiętano. Uważam, że to hasło powinno wisieć w pracowni urbanistycznej przy samy wejściu.

Najbardziej dyskusyjne decyzje urbanistyczne początku XX i XXI wieku, (prezentacja)

Brak kontynuacji świadomej kompozycji miasta.

  1. Lublin projektuje się punktowo szczególnie tam gdzie jest nacisk developerów. Miasto miało świadomą kompozycję, począwszy od średniowiecza potem rozwijając się na grzbiecie wzgórza na którym jest Krakowskie Przedmieście z otaczającymi go przyległościami. W latach dwudziestych odbył się konkurs dotyczący planu rozwoju Lublina, wygrał go Ignacy Kędzierski, który jak na ówczesną skalę stworzył świetny plan rozwoju miasta; również w latach 1950-60 Romuald Dylewski zaprojektował bardzo dobry plan rozwoju w oparciu o wszystkie obowiązujące przesłanki. Nie waham się nazwać tych dwóch architektów urbanistów wizjonerami, twardo stąpającymi po ziemi dlatego, że były to świetne plany rozwoju, umocowane w realiach gospodarczych i społecznych tego czasu. W tej chwili tego nie ma, jakby w ogóle się o tym zapomniało.
  2. Ogromnym błędem było wprowadzenie komunikacji tranzytowej w dolinę rzeki Bystrzycy, u podnóża zamku, czyli Unii, dawna Gomułki, Aleja Solidarności, Uważam że jest to absolutne zniszczenie doliny rzeki, tego się nie odwróci. Jednocześnie chciałam przypomnieć, że był robiony konkurs, który wygrał krakowski architekt. Odciążył on tę ulicę z ruchu puszczając obwodnicę tyłami poza Czechowem, gdzie dotychczas jest niezabudowana rezerwa terenu trzymana na ten cel.
  3. Niszczenie historycznej panoramy miasta m. in. poprzez zabudowę południowej skarpy doliny Czechówki, następnie zabudowa przedpola Starego Miasta i Wzgórza Zamkowego od strony południowej, dodam projektowana zabudowa. W dalszym ciągu jest ogromny napór żeby robić tam galerię handlową, jest to teren atrakcyjny dla komercji. W Wiedniu przed Hofburgiem, również jest ogromna zielona przestrzeń przedpola, oczywiście jest ona niezabudowana i myślę, że żadnemu wiedeńczykowi, architektowi urbaniście nie przyszło by do głowy żeby tam cokolwiek postawić.
  4. Lokalizacja wielkich kubaturowo galerii handlowych w śródmieściu miasta np. Plaza.
  5. Lokalizacja przytłaczających apartamentowców w zespołach niskiej zabudowy mieszkaniowej, uważam że to jest dramat to co nasi urbaniści zrobili, myślę o całym kwartale zabudowy p. m. ul. Północną, Prusa a Aleja Solidarności.
  6. Brak dbałości o jakość przestrzeni publicznej poczynając od Placu Litewskiego poprzez inne przestrzenie, które są przypadkowo projektowane lub są zaniedbane, brudne albo nie ma ich tam, gdzie powinny być zaprojektowane.

Komentarz do zdjęć:

  • Al. Solidarności. Jest to dno rzeki które powinno łączyć a nie dzielić, tu powinien być zielony szew spacerowy, z ograniczoną komunikacją, natomiast w tej chwili odbywa się tu ruch tranzytowy. W niektórych miejscach na drodze są jeszcze źródła, które od czasu do czasu podmywają powierzchnię powodując jej zapadanie.

01

Droga tranzytowa w dolinie rzeki, kierunek wschodni (fot. J.Jamiołkowska)

  • Po to aby pokonać różnicę poziomów pomiędzy Czechowem a ulicą postawiono to koromysło paskudztwo, dzieło naszych projektantów.

02

System kładek i pochylni dla ruchu pieszego, (fot. J. Jamiołkowska)

  • Ul. Niecała. To jest apartamentowiec, który powstaje na skarpie w miejscu XIX -wiecznej fortyfikacji. Zamiast zielonej skarpy będzie tu wielki mur oporowy, a w planach miasta jest jeszcze dodatkowo, budowa dojazdu do stacji pogotowia ratownictwa medycznego, które będzie się mieściło przy klinice na ul. Staszica. Kolejny przykład tego, że w tym mieście nie myśli się całościowo tylko punktowo.

03

„Apartamentowiec” na zamknięciu ul. Niecałej, mur oporowy zamiast zielonej skarpy (fot. J.Jamiołkowska)

  • Plaza, autorstwa Kuryłowicza. Niefortunna lokalizacja budynku jest wynikiem uwarunkowań jakie wydała pracownia miejska urbanistyczna, (pracownia wydała obowiązująca linię zabudowy w linii zabudowy budynków przy ul. Lipowej, co spowodowało wycięcie lip, w efekcie ul. Lipowa przestała być ul. Lipową.) Uważam, że gdyby tę Plazę cofnięto stworzyłaby się przestrzeń publiczna, gdzie rozładowywał by się ruch. W wyniku braku wyobraźni decydentów czy architektów, w panoramie miasta mamy błyszczący w słońcu blaszany dach. Ludzie którzy mieszkają wzdłuż ul. Skłodowskiej nie dość, że maja taki widok z okna, to dodatkowym nieudogodnieniem jest hucząca klimatyzacja.

04

Plaza, widok od strony ul. Lipowej (fot. J.Jamiołkowska)

  • Kolejna kwestia to bilbordy, które są rzeczą zupełnie koszmarną.
  • Plac przed Galerią Centrum. Plac to cenna przestrzeń. Pan Rudziński, który współpracował z Tadeuszem Witkowskim przy projektowaniu tego placu, opowiadał, że był świadkiem jak Witkowski walczył z Komitetem Centralnym żeby odsłonić kościół Kapucynów, a teraz dożyliśmy czasów gdzie ze względów wyłącznie komercyjnych będzie on przysłoniony? bo nie oszukujmy się hotel Victoria on też był wybudowany ze względów komercyjnych, a nie żeby było ładnie na Krakowskim Przedmieściu. Przedtem tego hotelu nie było, jedynie ogrody i sady Kapucynów.

05

Plac przed Galerią Centrum, Październik 2008, (fot. J. Jamiołkowska)

  • Następny punkt to bałagan w przestrzeni publicznej. np na osi pomiędzy Wieżą Trynitarską a pomnikiem Unii Lubelskiej jest parking. Nie widzę żadnego powodu żeby akurat w tym miejscu znajdowała się zatoczka parkingowa dla hotelu Europa i żeby z tego powodu oś widokowa była przecięta. Przecież można go zrobić gdzieś z boku. Jak się patrzy na płaski plan to cóż to wydać decyzję na zatoczkę dla 5 samochodów, ale chyba nikt nie poszedł, nie stanął przed pomnikiem i nie zmierzył wysokości samochodu. Drugą kwestią jest brak widoczności pomnika, jest on w krzakach, przez co nie widać zamknięcia osi.

06

Dlaczego parking na osi widokowej: Pomnik Unii Lubelskiej – Wieża Trynitarska? (fot. J.Jamiołkowska)

  • Brak „dobrego sąsiedztwa” (apartamentowiec na Prusa), pod naciskiem developerów skarpę ? na której stawia się budynki – się spłaszcza, wycina teren, wywozi i ustawia budynki na prostym podłożu. Mieszkańcy takich apartamentowców nie maja kawałka zieleni, wszystko jest wybrukowane pod parkingi i garaże.

07

„Dobre sąsiedztwo”, widok od strony ul. Północnej, (fot. J.Jamiołkowska)

Fragment wypowiedzi Krzysztofa Vargi zamieszczony w październikowej „Architekturze”: „Wolny rynek nie reguluje sam z siebie przestrzeni i porządku architektonicznego. Wręcz przeciwnie. A my, mieszkańcy, musimy się przyzwyczaić, że rozliczać rządzących miastami należy nie tylko z polityki makro, ale także z troski o jakość życia codziennego i tworzenia przyjaznej, zharmonizowanej przestrzeni publicznej oraz porządku architektonicznego”

WNIOSEK

Zaniechanie kompleksowego planowania przestrzeni Lublina na rzecz wydawania pojedynczych decyzji lokalizacyjnych prowadzi do pogłębiania chaosu urbanistycznego.

PROPOZYCJA OGŁOSZENIA

Prezydent m. Lublin pilnie poszukuje twardo stąpającego po ziemi, odpornego na naciski władz i kuszenia inwestorów W I Z J O N E R A do opracowania kompleksowego planu zagospodarowania przestrzennego Lublina. Do dyspozycji zespół młodych, dobrze wykształconych specjalistów zatrudnionych w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Gwarancja nie ograniczania swobody twórczej. Warunki płacy do uzgodnienia.

Włodzimierz Wysocki: W Urzędzie Miasta jest ścisły podział kompetencji jeżeli chodzi o zastępców prezydenta. Do zakresu moich kompetencji należą sprawy dotyczące kultury, sportu oświaty i wychowania. Z tego wynika, że nie mogę się zajmować sprawami, które wykraczają poza zakres moich kompetencji. W związku z czym, żeby była całkowita jasność, wpływu na wydziały które mi nie podlegają (urbanistyki, budownictwa architektury itd.) nie mam.

Tym nie mniej jestem inicjatorem tego, żeby w Wydziale Kultury powstało stanowisko ds kultury przestrzeni. To stanowisko zostało utworzone z myślą o konkretnej osobie, pani Ewie Kipta. Koncepcja utworzenia tego stanowiska wynikała z paru przesłanek i okoliczności, np. z rozmów z panią Kiptą, z innymi osobami, z własnych przemyśleń jak również pewnych doświadczeń i obserwacji związanych z moim bardzo daleko idącym zaangażowaniem w programie ?Europejska Stolica Kultury?. Otóż zajmując się tym programem, badając dokumenty opracowywane przez poszczególne miasta kandydujące do tego tytułu wywnioskowałem, że kultura w rozumieniu tradycyjnym, naszym polskim jest czymś znacznie węższym niż kultura w takim jakie jest istotnie przy ubieganiu się, w ramach konkursu, o tytuł europejskiej stolicy kultury. U nas kultura kojarzy się z działaniami artystycznymi. Kultura nie tylko obejmuje praktyki artystyczne ale i sport rekreację, turystykę, działania integracyjne np. o charakterze międzykulturowym, przy czym wielokulturowość jest postrzegana jako pewne zjawiska pomiędzy grupami społecznymi w ramach jednego społeczeństwa np. środowisko studenckie i środowisko lokalne peryferyjne Lublina i oczywiście w tym rozumieniu elementem kultury jest kultura przestrzeni. Skoro to jest element kultury to w wydziale powinien się znaleźć ktoś kto się na tym zna. Rola tej osoby będzie polegała na współdziałaniu z innymi wydziałami, będzie ona dbać o kulturę przestrzeni na tyle, na ile będą jej pozwalać kompetencje. To stanowisko ma jeszcze inne uprawnienia, może zajmować się kwestiami upamiętniania miejsc w przestrzeni publicznej np. sklepu który jest wzorowany na sklepie Wokulskiego z Lalki, ktoś wskazał że trzeba to zrobić, ja się w to zaangażowałem i nagle okazało się, że nikt nie jest władny nikt nie ma kompetencji. Ktoś ma pomysły polegające np. na utworzeniu ławeczki Czechowicza, na której będzie można posłuchać jego poezji, to też jest kwestia kulturalnego, historycznego zagospodarowywania przestrzeni, odpowiedniego jej wykorzystywania. Powstała tu pewna luka i stąd ten pomysł żeby takie stanowisko zafunkcjonowało w Wydziale Kultury. To nie ma być konkurencja dla urbanistów czy architektów, chodzi o współdziałanie i o zwracanie uwagi na pewne rzeczy.

Mówiąc z prywatnego punktu widzenia, urodziłem się w tym mieście i mieszkam tu już wiele lat. Uważam, że mam sporą wrażliwość estetyczną, poza tym nie złą wyobraźnię przestrzenną, chociaż jestem z zawodu prawnikiem a nie architektem. Mam sporą wrażliwość na sztukę jaką jest architektura i nie mam co do tego wątpliwości, dlatego niektóre dzieła architektoniczne wręcz porażają mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, od lat boleję również nad zaszłościami które w Lublinie miały miejsce. Nie mam zbyt wielkich oczekiwań. Typowe uporządkowane miasto składa się z ulicy handlowej, starówki która ma charakter turystyczny, rozrywkowy i gastronomiczny, jest jakaś namiastka city czyli biurowce skupione w jednym miejscu. Jak się na to patrzy to każdy stwierdza że mamy starówkę i to jest jakiś element urbanistyczny z konkretnym przeznaczeniem, a tak poza tym to jest pomieszanie z poplątaniem. Tylko jak do tego doszło, jest tematem do długiej dyskusji, bo niewątpliwie jest tu współwina architektów którzy projektowali te budynki i oczywiście można do tego podejść w taki sposób, że gdyby miasto nie wydało zezwolenia to my byśmy nie projektowali, a tak to projektujemy bo miasto wydaje zezwolenia. Natomiast w sensie moralnym to jakaś odpowiedź z tego tytułu jest, bo równie dobrze można powiedzieć w ten sposób, że architekt który jest wrażliwy, profesjonalny i bardzo etyczny powinien np. powiedzieć ?nie chwila ja w tym miejscu tego strasznego czegoś wam nie zaprojektuje? rzecz jest złożona. Jest jak jest, ważne jest żeby było lepiej.

Małgorzata Bielecka – Hołda: Tego miasto powinno pilnować. Miasto powinno być stróżem ładu i przestrzeni

Jadwiga Jamiołkowska: Miasto w tej chwili nie ma pracowni urbanistycznej, nie ma planów zagospodarowania. Nie ma kogoś w stylu Kędzierskiego czy Dylewskiego, kogoś kto zrobił by logiczne założenie a nie groch z kapustą. W tej chwili odbywa się to w ten sposób, że kto złoży wniosek o decyzję ten ja dostaję.

Marcin Skrzypek: U nas pracuje się resortowo, każdy robi swoje i bardzo często nic z tego nie wynika. Warto jednak planować przez cel, czyli ustawia się cel i każdy spróbuje coś do tego celu dołożyć. Jednak ja się obawiam, że wszyscy myślą że to się stanie bez ich udziału i zaangażowania.

Włodzimierz Wysocki: Właśnie ta koncepcja żeby powstało odpowiednie stanowisko w Wydziale Kultury zmierza do tego, żeby stworzyć pewną legitymację, po to żeby się tymi sprawami zajmować w kontekście kultury szeroko rozumianej.

Jadwiga Jamiołkowska: Ewa Kipta jest moja wychowanką, cenie ja bardzo, to wyjątkowo mądra, otwarta na świat osoba. Natomiast kto z wydziału budownictwa będzie się liczył z tym co mówi Ewa Kipta z pana resoru, jaki ona będzie miała wpływ na planowanie przestrzenne, tu nie ma powiązania.

Bolesław Stelmach: Architekci którzy projektują te koszmarne domy ponoszą także winę w zakresie właściwym ich talentowi pracowitości zaangażowania w pracę, ale także trzeba zauważyć że gdyby były odpowiednie wytyczne urzędu, a najlepiej plan miejscowy, to architekt nie miał by przed sobą dylematu, jaki ja wielokrotnie mam, czy zgodzę się na dyktat developera, inwestora czy korporacji która ma określone warunki i wytyczne, architekt ma zbudować takie coś i wtedy nie da się już nic zrobić, słonia się nie da zasłonić. Albo ja biorę to zlecenie i żyję przez pół roku, ja i moi koledzy (30 osób), albo mówię nie dziękuje, bo jestem moralny, ponieważ pan prezydent Wysocki powiedział, że mam być moralny. Dziękuję, nie robię tego tematu, ponieważ nie zgadzam się z wytycznymi które zaakceptowało miasto i mówię kolegom żeby sobie szukali pracy gdzie indziej, bo w moim biurze tej pracy nie będzie.

Żeby takich dylematów nie było, te plany muszą być dobre i jednoznaczne, wtedy wszyscy będziemy mieli pracę a efekty tej pracy nie będą takie kompromitujące jak to, co nam pani Jadwiga pokazała. Do tych kompromitujących przykładów mógłbym dorzucić dramat ulicy Zana. Plany który ja pamiętam, wisiały nad biurkiem Olgierda Olszewskiego ówczesnego wojewódzkiego architekta. Była to wspaniała makieta tzw obszaru D, wszystko na czerwono, wspaniałe ciągi piesze, place. Konsultantem był Romuald Dylewski. Okazało się jednak, że miasto sprzedało działki tak jak się sprzedaje salami, i mamy wypadek ulicy Zana. Trudno nawet sobie wyobrazić jak we współczesnym świecie, gdzie wszyscy patrzą na to co się dzieje, przez 20 lat stało się to co się stało.

Błąd polega na tym, że brakuje gospodarza, odpowiedniej koordynacji. Wydział architektury rysuje sobie, wydział geodezji sprzedaje sobie, ma tylko jeden cel dostać jak najwyższą cenę. Pani Jamiołkowska pokazuje kazus ul. Niecałej, przecież nam to zrobiło miasto, bo miasto ogłosiło przetarg na działkę, którą bez warunków sprzedało za 2 mln zł., po czym za ta sumę, w absurdalnym miejscu powstaje coś takiego. To robi miasto, nikt inny. Wydział geodezji sprzedaje działki bez żadnych warunków urbanistyczno-architektonicznych, budynki które potem powstają dostosowane są do ceny, jaką developer czy korporacja zapłaciła za dany obiekt. Nadrzędną kategorią, wartością, jest wartość publicznej przestrzeni, zarówno tej starej jak i nowo wykreowanej. To jest wartość nadrzędna i temu powinniśmy podporządkowywać wszystkie pozostałe działania miasta.

Pamiętajmy, że tylko plan miejski, jako prawo miejscowe może ochronić społeczeństwo przed nieprawdopodobna presja pieniędzy korporacji. My jesteśmy w tej chwili ograbiani jako społeczeństwo, ponieważ nie mamy żadnych instrumentów aby się przed tym bronić. Nawet architektowi miejskiemu czy prezydentowi jest trudno, bo w którymś momencie musi podjąć decyzję czy zgodzić się na dyktat korporacji, która odnawia kawałek placu, fary czy daje pieniądze na restauracje katedry, ale trzeba się liczyć z tym, że w którymś momencie przyjdą panowie i przypomną się, że dali x mln zł na taką restaurację, na takie działania, i zażądają czegoś w zamian. To jest tylko i wyłącznie kwestia tego ile korporacja da miastu i w jakiej formie.

Tomasz Pietrasiewicz: Masz prawo mieszkać w pięknym mieście, masz prawo chodzić po mieście. Mam takie poczucie, że teraz samochody zaczynają dominować w centrum miasta, zaczynają przeszkadzać pieszym. Miasta powstały i są, to jest klucz do myślenia o mieście, że po mieście się chodzi, dlatego są potrzebne place czy inne tego typu kieszenie, gdzie można się zatrzymać porozmawiać. To jest takie dosyć intuicyjne i oczywiste. To co dla mnie, ale myślę że nie tylko, jest szczególnie ważne, to to że masz prawo rozmawiać z przeszłością miejsca w którym żyjesz. Warto by wprowadzić taki termin ?kultura pamięci?. Lublin ma z tym bardzo duży problem. Bardzo trudno jest rozmawiać z tą pamięcią, ponieważ często są to miejsca o których nie mamy nawet szansy się dowiedzieć, że coś tam było ważnego. Staramy się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury a jeden z naszych najważniejszych zabytków kultury, kirkut wygląda w sposób dramatyczny. To jest uwaga do nas wszystkich, że nie potrafimy, nie mamy siły żeby coś zmienić. Podkreślam, masz prawo rozmawiać z przeszłością i tego mamy prawo oczekiwać od naszych przedstawicieli

Euzebiusz Maj: Przestrzenią nie można zarządzać resortowo lecz przez cel. Dla mnie podstawową kwestią jest sformułowanie samego celu, jaki to ma być cel? Zazwyczaj są one ulotne, nieprecyzyjne i bardzo różne dla wielu środowisk. Cel może powstać wtedy, jeżeli poznamy czym jest miasto, jakie ma wartości i które z nich chcemy rozwijać i chronić. To jest pozornie banalne. Przykład dyskusji która nie dawno miała miejsce na temat Podzamcza czy placu Litewskiego jest dowodem na to, że rozumiemy cele i wartości absolutnie rozbieżnie. Powinniśmy zadać sobie pytanie ile warta jest przestrzeń niezabudowana, otwarta dla miasta, która daje duże możliwości manewru. Musimy wrócić do elementarnej wiedzy wyczucia przestrzeni. Przyznam się, że nie raz miałem okazje wymieniać poglądy na temat drogi jaką pokonał Lublin w związku z kandydaturą do Europejskiej Stolicy Kultury. Nikt jednak nie mógł odpowiedzieć na pytanie co jest kodem kulturowym miasta, a jest to klucz do tego żebyśmy wspólnie rozumieli tą przestrzeń. Wydaje mi się, że w tym kierunku powinniśmy wykonać pewien wysiłek intelektualny, żeby określić to jako punkt wyjścia, gdyż w innym przypadku będziemy się zupełnie mijali po drodze, będziemy błądzili. Wierzę w tej chwili tylko w architektów, którzy tu przyjadą, mam nadzieję, że nie będą prowadzeni przez władze miasta, że wyczują tą przestrzeń, w innym przypadku, jeżeli dostaną jakieś polecenie to zrobią coś, co z Lublinem nie będzie miało nic wspólnego.

Katarzyna Szczypior: Skoro rozmawiamy o ulepszaniu przestrzeni to godzimy się z tym że jest ona zła. Ale nie jest zła z natury, jest ktoś kto powoduje że ta przestrzeń jest nie taka jak byśmy sobie tego życzyli. Wszyscy jesteśmy za nią odpowiedzialni bez względu na to, jakiego jesteśmy zawodu i gdzie się znajdujemy. Jednak ta odpowiedzialność jest ciągle zrzucana z jednego poziomu na drugi. Być może powinniśmy spróbować znaleźć złoty środek. Być może właśnie tą jedną osobę, która w jakiś sposób będzie próbowała łączyć interesy nas wszystkich, i projektantów, i inwestorów i urzędu.

Jan Kamiński: Warto podkreślić, że przestrzeń jest miejscem naszego zamieszkania i dlatego też nas niesamowicie kształtuje i określa.

prof. Dobrosław Bagiński: Formułując manifest o przestrzeni wydaje mi się, że brakuje nam stale jakiegoś narzędzia wymiarowania przestrzeni inaczej niż zostało to powiedziane i to jest problem. Co mam na myśli mówiąc wymiarowanie, tzn gdybyśmy potrafili zbudować jakąś liczbę wymiarów powiedzmy 12 którymi byśmy tą przestrzeń opisywali np. wymiar dialogu historycznego. Tylko nie mamy żadnego narzędzia, którym moglibyśmy zoperacjonalizować ten problem i wydaje mi się, że warto było by pomyśleć czy są jakieś środowiska naukowe w Lublinie, które mogłoby nam pomóc w wychwyceniu wymiaru, którym można by było tę przestrzeń chwytać. Ale pojawia się taki problem na który chce zwrócić uwagę.

Z perspektywy psychologicznej, przestrzeń jest postrzegana z perspektywy jednej osoby, każdego z nas, taka przestrzeń podmiotowa, czyli to co każdy z nas nosi w głowie na temat świata w którym żyje. Nie jest to dokładnie to samo u każdego dlatego te postulaty na pewno by się od siebie różniły, drugą perspektywą jest perspektywa socjologiczna, gdzie dochodzi do uzgodnień tych światów, gdzie my musimy z czegoś nawzajem rezygnować, ale też próbować kreować takie sytuacje, których byśmy nie potrafili dostrzec z perspektywy indywidualnej i tu znowu jest problem narzędzia. My jako forum dyskusyjne nie dopracowaliśmy się, nawet nie wyartykułowaliśmy metody dochodzenia do rezultatu, który miałby jakąś wartość operacyjną, że dałoby się z tym coś zrobić np. w 12 wymiarach ująć kawałek świata.

To wydaje mi się dość poważny problem, którego jeśli nie podejmiemy, to zapędzimy się w listę metafor i będziemy zawsze mieli jako punkt odniesienia stan istniejący. Jest taki ośrodek analiz architektonicznych w Mediolanie, prowadzi go prof. Celestino Soddu który sformułował morfogenetyczne projektowanie architektury. Ośrodek ten stworzył duży program opisu kodu genetycznego miasta. Opracował już taki kod dla kilkunastu miast na świecie, głównie dla tych, które mają ważną przeszłość historyczną. W próbie opisu tego kodu genetycznego miasta musiał stworzyć pewne narzędzia opisu, tzn wymiaru. Rezultatem tego jest projekcja pewnych utopii dla tych miast, jednak nie po to żeby je zrealizować, ale po to, by powiedzieć jakie one powinny być. Wtedy dyskusja odnosi się nie do stanu istniejącego jakiegoś wyobrażenia które jest mętne, tylko do iluś tam wygenerowanych przez komputery konkretnych propozycji przestrzennych, które dotyczą tylko postrzegania zewnętrznego.

Marcin Skrzypek: Romuald Dylewski rozpoczął swoją pracą doktorską pytaniem, co to znaczy że przestrzeń jest dobra, kiedy jest dobra. Okazało się że przestrzeń jest dobra wtedy, kiedy spełnia nasze potrzeby. Więc tyle jest tych wymiarów przestrzeni ile naszych potrzeb. Musimy ich szukać w sobie, dlatego poprosiłem osoby z różnych stron, z różnych środowisk żeby właśnie te potrzeby wyartykułowały. Potem z tych potrzeb wyrastają hierarchie, następnie nakładamy budżet i coś tam wychodzi. Nie trzeba się nad tym zastanawiać trzeba to artykułować.

Jadwiga Jamiołkowska: Są pewne platońskie zasady określające to co jest dobre, a co złe. Zawsze będą wartościowe, zawsze będą akceptowalne.

Andrzej Polakowski: Utylitarne potrzeby powinny być podporządkowane normom estetycznym normom piękna

Marcin Skrzypek: Są znane potrzeby inwestorów natomiast nie są znane potrzeby mieszkańców i według mnie trzeba spytać ludzi co oni chcą.

prof. Dobrosław Bagiński::Nie oczekujmy, że ludzie w publicznym dyskursie wykreują coś interesującego.

Marcin Skrzypek: Ale dzięki temu, że ludzie spotkają się z projektantami nawiąże się pomiędzy nimi pewna nić zaufania i porozumienia. Projektanci będą projektować dla nich, będą znać swoich odbiorców.

Bolesław Stelmach: Skoro dyskutujemy o wartościach chciałem przedstawić kilka podstawowych kwestii. Bardzo ważny jest zrównoważony rozwój, żeby miasto rozwijało się jakościowo do wewnątrz. Nie burzyć i nie zniszczyć tego, co już mamy. Nowe rzeczy trzeba tworzyć z udziałem mieszkańców, dlatego że jest to kwestia kontroli informacji – ludzie są w stanie obronić miasto, gdy będą wiedzieli co się kroi. Kolejna kwestia to edukacja, trzeba uświadamiać ludzi, np. można przejść po różnych miejscach niezabudowanych i pokazać jakie są dla tych miejsc alternatywy zagospodarowania.

Podstawowe wartości to zachowanie wartości przyrodniczych i proekologicznych. Następnie rozwój energooszczędny – np. trolejbusy, to ma być miasto dla pieszych, a nie samochodów. Kwestia wielkich kolektorów wodnych. Niekoniecznie trzeba budować je rozwalając miasto, myślimy (my – urbaniści architekci, zajęci wielkoprzestrzennymi projektami) jeszcze kategoriami zlewni, co jest absurdem dlatego, że w innych krajach jak Szwajcaria czy Austria podstawowym założeniem jest że 50-60% wody opadowej musi być użyta na działce, gdzie jest budowany dom, wszystko jedno w jaki sposób, w drenażu, w retencji lokalnej miejskiej i okaże się potem, że tej wody nie ma, że nie ma problemu kolektorów zlewni. Lublin ma problemy z wodą bo nikt tego dokładnie nie przestudiował, nie ma prowadzonych analiz ekologicznych, cała woda płynie kanalizacją i jest wyrzucana poza Lublin, dlatego mamy takie problemy. Miasta zaprojektowane takie jak: Radom, fragment Chełma, Starachowice, czy Świdnik przez architektów takich jak prof. Tworkowski czy Krystyn Olszewski, to jest elementarna prosta regulacja przestrzenna, powiedzenie co można, czego nie wolno, gdzie jest zielono, gdzie jest czerwono, to są tak podstawowe rzeczy, że gdybyśmy je stosowali bez całej tej pseudofilozoficznej dyskusji o kształcie miasta, to mielibyśmy bardzo dobre miasto.

Rafał „Koza” Koziński: Pomyślałem żeby spojrzeć w przyszłość, żeby stawiać miasto w kolejnych wymiarach. Być może za jakiś czas zupełnie inaczej będziemy się poruszali po mieście, może za 50 lat ludzie będą mieli skrzydła i będą po nim latać i oglądać je z pewnej wysokości.
Ania Dąbrowska: to co rzuca się w oczy poza Polską, to dużo ładnej przestrzeni dla ludzi. W Lublinie tego brakuje, być może ta przestrzeń jest, jednak bardzo często zdarza się, że jest pozasłaniana ogromnymi bilbordami i w żaden sposób nie ujarzmionymi reklamami.

prof. Dobrosław Bagiński: w tym przypadku problem jest z prawem. Nie ma ochrony prawnej tego co się widzi, jeżeli to nie jest pornografia, to niestety nic nie można zrobić.

Piotr Skrzypczak: Zajmujemy się przybliżaniem Lublina, zależy nam na tym żeby uczniowie czy studenci nie przepływali tylko przez to miasto, żeby zostali dłużej niż te 5 lat. To jest trudne zwłaszcza po tym, jak we wakacje wybraliśmy się na objazd kilku europejskich stolic kultury spotkaliśmy. Wszędzie tam co chwilę natykaliśmy się na nowoczesną architekturę, na tzw. przeszkadzajki, czyli bardzo ciekawe pomniki, które są przyjazne człowiekowi, przy których chce się zrobić zdjęcie, które się zapamiętuje i o nich opowiada. W Pradze ciekawym pomysłem było np. wykorzystanie nieużywanych budek telefonicznych. Oddane artystom przerodziły się w dzieła sztuki, często śmieszne, intrygujące zdarzały się też i beznadziejne, ale to jest już kwestia odbioru, jednak jest o czym porozmawiać.

W Lublinie, kiedy przyjeżdżają nowi ludzie nie jesteśmy w stanie pokazać im nic ciekawego. W tym mieście brakuje rozmachu i polotu, wszystko jest uśredniane, zachowawcze, takie biedne….no takie jak w Lublinie. Druga sprawa, mówimy o złej jakości przestrzeni, była o tym cała prezentacja. Może dałoby się zrobić akcję społeczna, wygospodarować jeden widoczny bilbord w mieście i pokazywać twarze i nazwiska architektów, osób które wydały zgodę budowlaną itp., może po kilku latach zaczną się one wstydzić, może takimi metodami uda się troszeczkę zahamować ten badziew.

Michał Wolny: Krótka wypowiedź z poziomu asfaltu. gdy szedłem na to spotkanie zauważyłem, że ul. Narutowicza aż do momentu gdzie się styka z ul. Okopową była totalnie załadowana samochodami. Zakorkowane miasto budzi frustracje i obniża jakoś życia. W sytuacji kiedy nagromadzenie aut rośnie i nic się z tym nie robi, to ta przestrzeń komunikacyjna przestaje spełniać swoja rolę. Tutaj pojawia się kwestia pomysłu, co można by zrobić, bo brak działania potęguje problem. Przede wszystkim trzeba podjąć odpowiednie działania związane z transportem zrównoważonym, z transportem publicznym, a także z transportem alternatywnym tj. rowery, zamiast myśleć o kolejnych drogach, estakadach, tunelach, parkingach, miejscach które za 5-10 lat znowu zapełnią się autami.

Jadwiga Jamiołkowska: To jest znowu kamyczek do ogródka władz miejskich, ponieważ cały budynek przy ulicy Hempla miał być wielopoziomowym parkingiem, po czym parking zrobiono tylko na dole, a na górze są różne usługi,

prof. Dobrosław Bagiński: Ale parking ten jest wykorzystany tylko w 50%

Jadwiga Jamiołkowska: To jest problem naszej mentalności, zamiast płacić, wolimy stać na trawniku.

Bolesław Stelmach: Jeżeli w całym śródmieściu byłby obowiązek opłaty za parkowanie to myślę, że większość osób parkowałaby tam gdzie taniej

Michał Wolny:Tylko tutaj chodzi o to, żeby auta nie wjeżdżały do centrum, żeby ludzie przyjeżdżali do centrum rowerem, autobusem, trolejbusem, żeby przychodzili na piechotę. To że tę przestrzeń zabieramy na kolejne parkingi, to na dobrą sprawę ją niszczymy, bo zapełniamy ją kolejnymi blaszanymi puszkami. Miasto chce dofinansowywać budowę nowych miejsc parkingowych jako forma inwestycji miejskiej, generując tym samym jeszcze większy ruch w centrum. To nie rozwiązuje w perspektywie problemu.

Jadwiga Jamiołkowska: Może trzeba ogłaszać najlepsza i najgorsza realizacja roku.

Stanisław Lichota: W Danii, wydział techniczny gminy prowadzi taka politykę, że nie może powstać coś, co nie jest zgodne z tym co dokładnie i szczegółowo zaprojektowano. Mogą oni działać w ten sposób ponieważ otrzymali mandat społeczny.

W kwestii kolejnego wymiaru chciałbym zwrócić uwagę, że problem tkwi w tym co my zauważymy, co jesteśmy w stanie dostrzec. Być może jest to problem wrażliwości i profesjonalizmu.

W latach 80-tych latałem nad Lublinem balonem w celach badawczych i to co mnie z taka mocą wtedy uderzyło to to, że nowy Lublin tzn od przełomu lat 50 i 60 czyli LSM, Czechów czy Kalinowszczyzna z góry sprawiały wrażenie tkanki nowotworowej na organizmie zastanym. One po prostu były realizowane według innych zasad. Widoczny brak ciągłości historycznej był efektem wprowadzenia doktryny modernistycznej, która kazała budować w określony sposób.

Marcin Skrzypek: Ładne miasto z góry wygląda ładnie, jest ono dobrze zaprojektowane. Nowe blokowiska z góry mają strukturę nowotworu Jeżeli porównamy sobie osiedle Willowa, gdzie jest punktowe zagospodarowanie przez developerów, z osiedlem Choiny, gdzie jest centralna przestrzeń otoczona domami, to od razu na planie widoczna jest różnica czysto estetyczna.

Euzebiusz Maj: Pani Jadwiga przedstawiła obraz miasta i skutki nieodwracalnych decyzji w związku z tym uważam, że należy uświadomić włodarzy miasta w jakim kierunku to miasto zmierza. W tej chwili widzimy, że koniecznym jest postulat: zatrzymać złe trendy rozwojowe miasta! To jest fatalne co się dzieje, bo wiemy jakie są perspektywy rozwojowe miasta.

Bolesław Stelmach: Wizjoner to ktoś kto ma wizję i potrafi ją obronić. Jeżeli przed Radą Miejską, ludźmi niekompetentnymi uwikłanymi w prywatne czy klubowe interesy, nie ma kogoś kto artykułuje interes publiczny, kto potrafi znaleźć argumenty, kto ma wizję przestrzeni miejskiej, to mamy taką sytuację jaką mamy. Trzeba artykułować argumenty, bo jeżeli one nie są artykułowane, to przechodzi się nad tym do porządku dziennego. Musi być balans pomiędzy interesem prywatnym i publicznym.

Marcin Skrzypek: Dlaczego państwo nie napiszą tego o czym tu mowa, uważam, że Prezydent powinien mieć to czarno na białym. Jeżeli słowa nie będą wyartykułowane na piśmie, nie będą wyrażać opinii jakiegoś gremium, które nazywam roboczo inteligencją, nadal będzie to lekceważone.

prof. Dobrosław Bagiński: Moim zdaniem problem ma charakter ustrojowy i w ogóle nie dotyczy ani architektury ani czegokolwiek. Otóż u nas nadal panuje taki ustrój jaki panował dawniej tylko, że władza jest inaczej pozyskiwana, ale relacja władzy do obywateli i do zadań które władza ma jest taka sama. Funkcjonuje przekonanie, że jeśli ktoś zajął jakieś stanowisko, to on ma być tym człowiekiem, od którego zaczyna się wszelka mądrość. Stare demokracje mają taką przewagę nad nami, że władza tam wybierana np. samorządowa to jest menedżment ludzkich aktywności społecznych i oni korzystają z tej siły. Natomiast u nas jest władza i społeczeństwo, i władza wymyśla takie rzeczy, że w sąsiednim pokoju, tej samej władzy ktoś wymyśla, że tego się nie da zrobić i się nie da zrobić.

Marcin Skrzypek: Uważam że każdy uprawia swoja działkę TUP swoją, SARP swoją, Gazeta Wyborcza planuje miasto zastępując pracownie urbanistyczną, pracowni urbanistycznej nie ma, więc wszystkich pomysłów GW nie ma kto zrealizować, natomiast Prezydent może się chwalić osiągnięciami i chodzić z ulotką wyborczą na spotkania, że on to wszystko realizuje. Do prezydenta dochodzą jakieś tam głosy, a to ja zaproszę prezydenta Fica na spotkanie, a on nie przyjdzie bo się umówi akurat na wtedy kiedy ma komisję przed radą miasta, a to zaprosimy prezydenta Wysockiego. To są takie piłeczki wystrzeliwane do kilku zawodników, którzy je odbijają po kolei, a gdyby tam, na ich polu wylądował arbuz to oni by go nie odbili, oni musieli by coś z nim zrobić, tylko że ten arbuz to jest głos pod którym się podpisze krytyczna ilość ludzi. Na pewno jest wśród państwa jakiś autorytet który może coś takiego zrobić, wystarczy żeby uwierzyć, że to jest możliwe, żeby wystąpić w imieniu mieszkańców i sformułować taki manifest o naszych lokalnych problemach.

 

Postulaty do Manifest Wspólnej Przestrzeni

  • przestrzeń publiczna stanowi główna wartość
  • plan miejscowego zagospodarowania jest jedynym sposobem obrony przestrzeni publicznej
  • przestrzenią nie można zarządzać resortowo, lecz przez cele
  • przestrzeń wymaga gospodarza
  • przestrzeń wymaga troski
  • plac rezerwatem przestrzeni publicznej ? NIE dla galerii handlowych w centrum miasta
  • potrzeba świadomej kontynuacji kompozycji miasta
  • ochrona historycznej panoramy miasta
  • ochrona osi widokowych
  • NIE dla zabudowy punktowej
  • sztuka w przestrzeni publicznej
  • przyroda jako dziedzictwo i dobro
  • doliny rzek dla ludzi, nie dla samochodów
  • prawo do mieszkania w pięknym mieście
  • prawo do chodzenia po mieście
  • prawo do rozmowy z przeszłością „kultura pamięci”
  • edukacja przestrzenna od przedszkola
  • rozwój zrównoważony
  • rozwój energooszczędny
  • partycypacja społeczna
  • prawo do informacji o projektowanych zabudowach
  • oczekujemy odwagi specjalistów w artykułowaniu interesu publicznego