Październik 2007

W odpowiedzi na ogłoszony 4 października 2007 przez „Gazetę Wyborczą” konkurs na wizję przebudowy Podzamcza, FKP opublikowało na swoich stronach materiały informacyjno-edukacyjne o Podzamczu pomagające w tworzeniu tych wizji do wykorzystania przez (dosłowny cytat ze strony):

  • uczestników konkursu „Gazety Wyborczej” na ideowy projekt przyszłego Podzamcza
  • studentów architektury i urbanistyki przygotowujących prace zaliczeniowe na ten temat
  • urzędników, którzy będą decydować o przyszłej funkcji Podzamcza i ustawiać poprzeczkę jakości jego zagospodarowania przestrzennego
  • architektów i urbanistów, którzy będą przygotowywać projekty realizacyjne tego terenu.

Link do strony została nawet uwzględniony w internetowej wersji artykułu Małgorzaty Bieleckiej-Hołdy Konkurs Gazety: Przywróćmy Lublinowi Podzamcze z 4 października 2007. Fragmenty strony „Materiałów”: winieta na stronie głównej FKP i przykładowe widowi pierwszego poziomu:

Oryginalnie strona miała strukturę dwupoziomową. Poniżej treść obu poziomów została podana w formie kolejnych podrozdziałów.

Marcin Skrzypek


 

Zawartość stron

 

Przedstawiamy stronę o lubelskim Podzamczu, której celem jest pomoc w osiągnięciu wysokiej jakości jego zagospodarowania. Prosimy o głosy i materiały, które mogą ją wzbogacić [mail i adres wątku Podzamcza na forum FKP].

Istnieje wielu „aktorów” zagospodarowania przestrzennego miasta: mieszkańcy, instytucje, środowiska, tzw. „grupy interesu”, media, Rada Miasta, prezydenci, urzędnicy. To, co widzimy wokół siebie, jest odbiciem wypadkowej ich wiedzy, poziomu kulturalnego i jakości występujących między nimi relacji.

Aby zastanowić się nad przyszłością Podzamcza, należy dotknąć wielu tych relacji i przedstawić przynajmniej niektóre zagadnienia merytoryczne – od najbardziej podstawowych do specjalistycznych. Podstawowe – to że w ogóle Lublin ma jakąś historię. Najtrudniejsze – to odpowiedź na pytanie jaką i co z tego wynika.

Niestety, występują tu duże rozbieżności między wspomnianymi „aktorami” jeżeli chodzi o ich podmiotowość, obecność publiczną czy poziom wiedzy. Np. ogół mieszkańców – którzy są podmiotem rozwoju miasta – wie o nim najmniej, a ci, którzy wiedzą najwięcej, często są nieaktywni publicznie.

Główną misją tej strony jest pokazanie, że zwykli mieszkańcy są również „grupą interesu”, których interes leży w edukacji i rozwoju kulturowej tożsamości. Otwartym pozostaje pytanie, kto i jak ten interes będzie reprezentować.

Marcin Skrzypek

 

Podzamcze nie jest działką budowlaną

 

Lublin zmienia się na naszych oczach. Niestety, jakość tych zmian i styl ich wprowadzania często pozostawiają wiele do życzenia. Są w Lublinie miejsca, gdzie nie ma to aż tak dużego znaczenia. Ale są i takie, gdzie zmiany mają znaczenie strategiczne dla miasta. Jednym z nich jest Podzamcze.

Jest to miejsce bardzo witalne, mające „zasiedzonych” użytkowników, którzy – co zrozumiałe – bronią swoich interesów na tym terenie, stosując metody, które znają: strajk, politykę faktów dokonanych, komunikaty medialne. Handlowcy publikują wizualizację hali targowej z komentarzem [nieaktualny link], że do rozpoczęcia budowy brakuje im tylko decyzji o wieloletniej dzierżawie. PKS organizuje strajk i własny konkurs dla inwestorów. Nic nie wiemy o zakulisowych grach innych inwestorów, którzy na pewno również są aktywni (jak widać na przykładzie Galerii „Zamek” [nieaktualny link] na rogu al. Unii Lubelskiej i al. 1000-lecia między Zamkiem i Młynem Krauzego, której budowa ruszy wiosną).

W tym zamieszaniu można przeoczyć fakt, że podstawową dla Lublina funkcją Podzamcza jest jego historyczność – nie funkcja komunikacyjna czy handlowa, ale zdolność mówienie o historii Lublina, jego tradycji. Zdolność wyrażania i kształtowania naszej tożsamości i kultury, której miarą jest m.in. stosunek lokalnej społeczności do jej dziedzictwa.

Żadne inne miejsce w Lublinie nie jest nośnikiem tych znaczeń i wartości, co Podzamcze. Galerię handlową można zbudować w 10 innych miejscach. Dworzec PKS przynajmniej w dwóch. Funkcji, które spełnia Podzamcze, nie da się przenieść nigdzie indziej. Taką mieliśmy historię i już jej nie zmienimy. Możemy ją najwyżej zlekceważyć.

Mówienie o wartościach Podzamczu dla Lublina napotyka jednak na trudności, z których trzeba sobie zdawać sprawę. Po pierwsze, trudno jest dobitnie nazwać tę jego „historyczną” funkcję, która kształtuje tożsamość miasta. Można ją opisać, poprzez funkcję edukacyjną, promocyjną czy turystyczną, ale to bardzo spłyca temat. Nie umiemy o tym mówić. Zaraz pojawiają się skrajne interpretacje i emocjonalne głosy, a przecież funkcja historyczna nie musi kolidować z handlową czy komunikacyjną. Jednak powinna ona być w taki sposób włączona w zasady kształtowania Podzamcza, aby znalazła swój wyraz również w konkretnych projektach i ich realizacji, a nie została gdzieś w międzyczasie zmarginalizowana czy pominięta, jak to się często zdarza.

Po drugie, nie znamy historii Podzamcza czy w ogóle historii Lublina. Nie chodzi o daty, lecz umiejętność odczytania doniosłości pewnych faktów. Bez tej wiedzy rozmowa o Podzamczu jest bardzo utrudniona. Koszyk na zakupy, autobus do Warszawy – to znamy. Ale edukacja, kultura, dziedzictwo? Nie są dla nas konkrety konieczne do życia.

Jednak to one zadecydują o przyszłości Lublina – o tym, czy ludzie będą chcieli tu zostawać, wracać z „saksów” czy przyjeżdżać w gości. Nie zrobią tego ze względu na obecność akurat na Podzamczu głównego dworca PKS czy galerii handlowej, bo dworce i galerie będą wszędzie.

Głównym zainteresowanym w uszanowaniu historyczności Podzamcza jest więc miasto Lublin. To w jego żywotnym interesie – interesie miasta jako całości – leży wyrażenie w przestrzeni Podzamcza dziedzictwa związanego z tym miejscem. To Lublin powinien być głównym inwestorem i przewodnikiem zmian na Podzamczu, a nie podległe mu firmy, inwestorzy z zewnątrz czy dzierżawcy. Co oczywiście nie znaczy, że te podmioty nie mogą zostać partnerami tych zmian z obopólną korzyścią. Wręcz przeciwnie – powinny nimi zostać.

Sądzę, że o tym wszystkim należy pamiętać, myśląc o wizji Podzamcza. Nie można jej sprowadzać do problemu architektoniczno-urbanistycznego. Na stronie Biura Marketingu można przeczytać, iż „koncepcja strategiczna zakłada, że Lublin jest miastem, w którym świadomość bogactwa przeszłości powinna inspirować przyszłość. Przyszłość kulturalną, akademicką i biznesową.” [nieaktualny link do strony Biura Marketingu Miasta). Nie wiadomo, jak Lublin wpisuje Podzamcze w tę strategię, bo nikt z Urzędu Miasta wyraźnie o tym nie mówi. Ale jest to dobra strategia i warto ją realizować nawet na miarę własnych skromnych możliwości.

 

Historia Podzamcza

 

Podzamcze dawne i dzisiejsze. Plan Podzamcza z 1942 r. nałożony na współczesne zdjęcie lotnicze. Źródło: „Scriptores” nr 27 pt. Lublin.

01-plan_nalozony_m

 

Przebieg ul. Szerokiej w dzisiejszej przestrzeni Podzamcza. Plan ul. Szerokiej nałożony na współczesne zdjęcie lotnicze. Kamienica nr 28, gdzie mieszkał cadyk Widzący z Lublina stała tam, gdzie obecnie znajduje się pagórek z „pomnikiem lwowskim”. Po prawej widoczna studzienka na placu manewrowym PKS. Źródło: „Scriptores” nr 28 pt. Ścieżkami pamięci. Patrz odnośny artykuł: Robert Kuwałek, Terra incognita.

02-szeroka

 

Wielokulturowy trójkąt na Podzamczu. Charakterystyczne miejsce przedwojennego podzamcza: trzy blisko siebie położone budowle sakralne należące do trzech tradycji: katolickiej, prawosławnej i żydowskiej. Tworzyły one trójkąt równoramienny. Na środku jego podstawy widać istniejącą do dziś studzienkę wodociągową. Między wierzchołkami trójkąta przeplatają się ulice: Ruska i Szeroka (ruska i żydowska – dawny trakt na Ruś) oraz ul. św. Mikołaja (dziś Szkolna) oraz dwa place jako miejsca spotkań. Św. Mikołaj jest patronem m.in. kupców i Pojednania Wschodu z Zachodem, a Kościół św. Mikołaja to najstarsza lokalizacja kościoła w Lublinie (przy średniowiecznym targu na Czwartku). Synagoga co prawda nie istnieje, ale istnieje miejsce po niej i pamięć.

03-trojkat

 

 

Dokumentacja historyczna Podzamcza

Wybrane materiały ukazujące rozwój Podzamcza:

 

Widok Podzamcza z lotu ptaka, lata 30-te. Zdjęcie ze zbiorów Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”. Własność J. Kamińskiego.

04-panorama

 

Kamil Nieścioruk, Palcem po planie, w: „Scriptores” nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni. Tekst zawiera kilka planów dawnego Podzamcza.

04-niescioruk

 

Prof. Tadeusz Radzik, Portret historyczny, w: „Scriptores” nr 27 pt. Lublin. Tekst zawiera kilka planów dawnego Podzamcza oraz wiele informacji o jego historii.

04-radzik

 

Pamięć i urbanistyka

 

Przestrzeń ma swój język. Aranżując przestrzeń używamy go bardziej lub mniej świadomie. Przestrzeń opowiada nam o swoich twórcach. Nasza przestrzeń opowiada o nas. Tak jak w mowie, podobnie i w przestrzeni, obowiązuje zasada „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Wiedzieli o tym organizatorzy wystawy na 10-lecie PRL i dlatego nadali jej odpowiedni wyraz przestrzenny. Wiedzieli, co chcą powiedzieć i jak to zrobić. A my?

Rachityczna pamiątka po żydowskim Lublinie. Jedna z trzech umieszczonych w jego obrębie: dwie skromne tablice informacyjne każda wielkości kosza na śmieci. Źródło: „Scriptores” nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni. Patrz odnośny tekst: rozmowa z Markiem Stasiakiem pt. Kraojobraz niewidzialny.

Pozostałe dwie pamiątki to tablice informacyjne w miejscu Wielkiej Synagogi i tablica błędnie zawieszona na kamienicy z lat 60. z napisem: „Miejsce związane z życiem i działalnością Widzącego z Lublina”, punkt na Szlaku Znanych Lublinian.

05-tablica

 

Urbanistyka wystawy na 10-lecie PRL. Jak widać na zdjęciu lotniczym ta tymczasowa struktura była całkiem harmonijnie ukształtowana, wg dość klasycznych wzorców. Na uwagę zasługuje „założenie pałacowe” naprzeciw pl. Zamkowego tworzące z nim całość. Daje to wrażenie łączności obu części Podzamcza rozdzielonych jezdnią.

Zdjęcie pochodzi z prezentacji Place w przestrzeni Lublina, która odbyła się w ramach jednego ze spotkań Forum Kultury Przestrzeni.

06-wystawa

 

 

W jaki sposób niematerialne wartości Podzamcza wpisując się w zwiększanie konkurencyjności Lublina?

 

Konkurencyjność miast utożsamiamy z korzyściami lub stratami ekonomicznymi, co samo w sobie jest założeniem prawdziwym. Jednak szukając czynników wzrostu konkurencyjności miast jesteśmy skłonni bardzo upraszczać zależności kierujące tym mechanizmem. Zbyt często zakładamy, że wymierny wzrost konkurencyjności – czyli inaczej: zysków – przyniosą nam głównie „twarde” inwestycje: specjalna strefa ekonomiczna, lotnisko, dobra komunikacja z innymi ośrodkami, rozwinięta sieć handlu i usług.

To wszystko prawda, ale są też czynniki uważane niesłusznie za „miękkie” związane z szeroko pojętym dziedzictwem (historii, tradycji, walorów krajobrazowych czy przyrodniczych), których potencjał zwiększania konkurencyjności miejsca jest porównywalny z potencjałem czynników infrastrukturalnych („twardych”), lecz dużo wrażliwszy na marnotrawstwo i gospodarkę rabunkową, która niszczy go często nieodwracalnie.

„Miękkie” czynniki konkurencji mają charakter publiczny (zabytki, pomniki, walory krajobrazowe, cisza, rzeki, zieleń itp.). Głównym inwestorem związanych z nimi funkcji jest miasto jako reprezentacja publicznego interesu obywateli. Przyszłość tych funkcji zależy więc od poziomu rozpoznania tego interesu czyli inaczej od rozwoju i od świadomości swoich potrzeb – obecnych i przyszłych – z związanych z tymi funkcjami. Chodzi o tak proste kwestie, jak to, czy warto działkę w centrum zamienić na plac lub skwer – a więc czy stworzenie takiego publicznego miejsca zaspokoi jakieś wspólne potrzeby mieszkańców miasta, które warto przedłożyć nad zysk ze sprzedaży działki? Czy ważna jest jakość pomników lub fontann, czy też wystarczy, że ktoś je „zrealizuje” i że będą? Czy system komunikacji rowerowej w mieście jest wyłącznie zagadnieniem rekreacyjno-hobbystycznym? Itd.

Jeżeli mieszkańcy nie uświadamiają sobie tych potrzeb „wyższych” (związanych z funkcjami „miękkimi”), a chcą jedynie nowego sklepu czy drogi itp. to miasto rezygnuje z inwestowania w zasoby przyrody czy kultury.

Siłą czynników „miękkich” jest to, że w dłuższej perspektywie definiują one naszą unikalność i wyjątkowość, a więc tworzą „niszę”, w której nikt już z nami konkurować nie może (wspomnijmy np. Zakopane czy Kraków, jako proste przykłady). Ale te nisze nie tworzą się same. Można to ująć w ten sposób, że np. wielokulturowość Lublina nie wyróżnia nas zdecydowanie spośród innych miast, ale wyróżnia te z nich, które ją wykorzystały do promocji.

„Słabością” czynników przyrodniczych czy kulturowych jest najczęściej nierozerwalne związanie z konkretnymi miejscami. Np. centrum handlowe, osiedle mieszkaniowe czy biurowiec można postawić w kilku czy kilkunastu miejscach, natomiast pięknego wąwozu czy miejsca pamięci nie da się przenieść gdzie indziej. On tam po prostu jest i koniec. Albo będzie wykorzystany, albo zaniedbany albo zniszczony.

Jeżeli wiec w jakiejś lokalizacji istnieje konflikt interesów między tymi dwoma funkcjami – np. handlową i kulturową (lub np. mieszkalną czy transportową i przyrodniczą) – to postawienie jako priorytetu funkcji handlowej (ze względu np. na minimalizację ryzyka inwestora), oznacza bezpowrotny przepadek funkcji kulturowej, której nie da się przenieść, gdzie indziej.

Takie postępowanie – jakkolwiek przynosi szybko wymierne korzyści (tzw. „nowe miejsca pracy”, „podatki do miejskiej kasy”, mieszkania, euforię mieszkańców, że mogą kupować w nowym miejscu itp.), jest jednak bardzo krótkowzroczne i wynika z niskiego poziomu kultury (wiedzy i wrażliwości), a wręcz z zaległości w wiedzy ekonomicznej.

Istnieje bowiem duża grupa ludzi (m.in. inwestorów), którzy chętnie wydają pieniądze w miejscach nacechowanych owymi „miękkimi” walorami.

Są to ludzie, którzy sami reprezentują wyższy poziom kultury i atrakcyjność miejsc mierzą swoją miarą czyli zwracają uwagę, np. na poziom kultury miasta czy dzielnicy (odzwierciedlony w krajobrazie), integrację społeczna mieszkańców, walory przyrodnicze itp.

Ci ludzie są bardzo uwrażliwieni na wizerunek miasta. Przyzwyczajeni jesteśmy myśleć, że wizerunek da się kształtować pewnymi zabiegami zewnętrznymi, np. zmianą fryzury czy językiem ciała. Niestety, wizerunku miasta nie da się „udawać” w ten sposób. Nie pomoże nowe logo czy bilbordy, bo prawda i tak szybko wyjdzie na wierzch: centrum handlowe w centrum historycznym, zaniedbane doliny rzek, piękne wąwozy zdegradowane chybionymi inwestycjami, brak placów i innych miejsc publicznych, mieszkańcy, z którymi trudno się dogadać.

Dlatego należy jak najszybciej (aby zminimalizować straty) wprowadzić czynniki kulturowe i przyrodnicze (krajobrazowe, ekologiczne itp.) do planowania strategii rozwoju miasta jako TWARDE i priorytetowe czynniki zwiększające konkurencyjność Lublina. Myślę, że odpowiednią bibliografię można przygotować w tydzień. Takie myślenie po prostu JEST JUŻ REALIZOWANE w miejscach, z którymi chcemy konkurować.

Więcej o jakości przestrzeni jako czynniku konkurencyjności miast: zobacz rozmowę z Romualdem Dylewskim pt. Wiedzieć by widzieć, w: „Scriptores” nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni..

Marcin Skrzypek

 

Krajobraz

 

Projekt osi widokowej podkreślającej historyczność miejsca. Przedwojenne akwarele architekta I. Kędzierskiego, który w ten sposób przygotowywał koncepcje zagospodarowania okolic Wzgórza Staromiejskiego i Podzamcza. Widok na Zamek od strony stacji benzynowej. Ze zbiorów Urzędu Miasta Lublin.

08-widok_katedra

 

Widok ukazany jest prawie z perspektywy przechodnia. Modernistyczne rytmy topól i budynków w głębi oraz rysunek przedpola służą jedynemu celowi: podkreśleniu nieregularnej bryły Zamku. Oś sprawia wrażenie „lunety” przez którą widać historię. Widok na Katedrę (od strony Podwala i LO dla Dorosłych). Akwarela Kędzierskiego.

07-widok_zamek

 

Na obu akwarelach widać nowoczesne koncepcje urbanistyczne całkowicie podporządkowane historycznej identyfikacji miejsc poprzez odpowiednio skomponowane osie widokowe.

Te przykłady pokazują, że aby oś widokowa rzeczywiście spełniała swoją funkcję związania miejsca (a więc i przebywających w nim ludzi) z historią, osie widokowe muszą być skomponowane jak obrazy. Nie wystarczy makieta, plan czy wizualizacja projektu z przypadkowego punktu.

Podzamcze musi był ładne również z góry. Tak wygląda dziś. A jak będzie wyglądało jutro? O atrakcyjności Czwartku i Wzgórza Zamkowego zadecyduje widok dachów przyszłych zabudowań Podzamcza.

09-dworzec

 

Ulepszając świadomie krajobraz, ulepszasz siebie

 

Często spotyka się (np. na forach internetowych) głosy typu: po co zmieniać Podzamcze (pl. Litewski itp.)? Wystarczy uporządkować. Ale czy osoby, które to piszą wiedzą, co znaczy „uporządkować”? Po pierwsze jest to konkretna praca specjalisty. Po drugie, przestrzeń jest jak lustro. Nie można uporządkować lustra.

Poniższe przykłady graficzne ilustrują jedną z metod „porządkowania krajobrazu”. Jest to metoda jednostek i wnętrz architektoniczno-krajobrazowych (JARK-WAK). W skrócie polega ona na analizie tego co jest i syntezie czyli, sporządzeniu planu jak dany fragment przestrzeni ma wyglądać w przyszłości.

Niby proste, ale sęk w tym, żeby – jeżeli chcemy coś usunąć czy dodać – znać odpowiedź na pytanie: dlaczego warto to zrobić? Albo – jeżeli pojawiają się sprzeczne głosy wraz z argumentacją – żeby umieć taki spór rozstrzygnąć.

Postępowanie wg tej metody JARK-WAK wymaga przejścia przez następujące etapy:

  • identyfikacja zasobów związanych z danym obszarem
  • waloryzacja tych zasobów (czyli przypisanie im wartości)
  • sporządzenie wytycznych
  • sporządzenie planu

Jak widać ktoś, kto przejdzie te etapy, jest przygotowany do merytorycznej dyskusji. Ale tu nie chodzi tylko o retorykę i samo przebrnięcie przez spór lecz o UŚWIADOMIENIE sobie wartości związanych z danym krajobrazem i podjęcie świadomych decyzji o jego kształcie.

Przestrzeń, krajobraz jest naszym lustrem. Jeżeli np. w społeczeństwie panuje chaos, niska kultura i bieda, wszystko to widać w przestrzeni. Kiedy poprawiamy nasz „wygląd”, poprawia się również jakość przestrzeni.

Ale działa to również w druga stronę. Z omawianej metody wynika, że wkładając rzetelną pracę w poprawienie wyglądu przestrzeni, poprawiamy „jakość” nas samych. Dlaczego? Ponieważ porządkowanie przestrzeni jest po prostu procesem edukacyjnym. Dlatego warto, aby jak najwięcej ludzi było o takich pracach informowanych, rozumiało je i brało w nich udział. Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, kiedy nie wiemy, jak poprawić „wygląd” społeczności (czyli np. dominujące wrażenie beznadziei, nieudacznictwa, biedy itp). W takiej sytuacji poprawa krajobrazu może być narzędziem wewnętrznego rozwoju pojedynczych osób i całej społeczności, a w ostateczności może się opłacić również finansowo.

Metoda JARK-WAK: przykładowe porządkowanie centrum wsi. Obrazki ilustrują stan początkowy, etapy pośrednie (podział na wnętrza umowne, waloryzację i wytyczne) oraz plan docelowy. Porównując pierwszy i ostatni obrazek można domyślić się logiki proponowanych zmian.

Porządkowanie wiejskiej ulicy. Metoda ta sama, ale dodatkowo widoczna analiza wnętrza krajobrazowego, np. wyodrębnione ściany: konkretne, obiektywne i subiektywne. Ciekawostką jest zakwalifikowania domku na zamknięciu osi widokowej jako „ściany subiektywnej” i propozycja usunięcia go, aby „otworzyć” drogę.

Więcej: „Teki Krakowskie”, z. VI pt. „Konserwacja i ochrona krajobrazu kulturowego (ewolucja metody)”, red. Janusz Bogdanowski, Kraków 1998. Dzięki uprzejmości Wydz. Strategii i Planowania UM Lublin. Przykład dotyczy wsi Ślemień, woj. bielskie.

Marcin Skrzypek

 

Kradzież krajobrazu

 

Galerie handlowe kradną krajobraz. Albo zasłaniają go albo zamykają w sobie, tworząc własny, wewnętrzny świat.

Proponowana przez kupców z Podzamcza Galeria Lubelska („Kupiecka galeria odmieni Podzamcze” [nieauktualny link]) ma zawierać „niesamowite atrium z widokiem na odsłoniętą Czechówkę”. Co z tego, jeżeli ten widok będzie zamknięty i to w dość banalnej architekturze, która zdominuje Podzamcze.

Inna galeria, której budowa ruszy wiosną („Galeria u stóp Zamku” [nieauktualny link]) będzie obiektem „z ogromnym wewnętrznym parkiem”, którego zwieńczeniem ma być „przeszklona platforma widokowa, skierowana na panoramę Zamku i Starego Miasta.”
Oczywiście należy docenić wysiłki architektów, ale sama tendencja jest niepokojąca, bo przypomina subtelne pasożytnictwo, w którym publiczny widok jest anektowany dla potrzeb komercyjnej promocji. Aby tego uniknąć można by projektować galerie handlowe wykorzystując myślenie zawarte na akwarelach Kędzierskiego (patrz powyżej).

„Panorama to czytelny i łatwo dostępny naszym zmysłom zapis przeszłości” – o panoramach oraz innych projektach galerii pod Zamkiem przeczytasz w rozmowa z Markiem Stasiakiem pt. Krajobraz niewidzialny, w: „Scriptores”, nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni)

 

Plac po Farze jako studium przypadku

 

  • Fot. 1 – Wizualizacja projektu modernizacji Placu po Farze. Kadr z filmu demonstrującego projekt rekompozycji tego miejsca. Film robi wrażenie: pokazuje rekonstrukcje Fary i przyszły plac w zmieniającym sie oświetleniu. Jego wadą jest ukazanie placu wyłącznie z lotu ptaka, z pominięciem problemu identyfikacji historyczności tego miejsca przez przechodnia.
  • Fot. 2 – Plac po Farze po modernizacji. Widok z perspektywy przechodnia. Rzuca się w oczy zupełna nieczytelność powstałej struktury.
  • Fot. 3 – Plac po Farze po modernizacji. Widok z drugiej strony. Tu identyfikacja jest nieco lepsza, ale właściwy punkt widokowy znajduje się na uboczu w prawym dalszym rogu Placu. Dominantą tego miejsca jest pustka, która ma pewien walor estetyczny, ale gdyby nie wycięto rosnących tu dwóch wierzb, powstałyby dodatkowe relacje przestrzenne urozmaicające to wnętrze krajobrazowe oraz uzyskano by dodatkowy efekt poczucia upływu czasu (drzewa wyrastające z fundamentów).
  • Fot. 1 – „Plac po Farze” w Budapeszcie. Gdyby zagospodarowanie Placu po Farze poddano właściwiej refleksji krajobrazowej-semiotycznej, być może przypominałby on bardzo podobny plac w Budapeszcie. Fot. J. Zętar.
  • Fot. 2 – „Plac po Farze” w Budapeszcie. Plac ów jest nie tylko uporządkowany i schludny, ale również – poprzez umieszczenie w nim rzeźby w kształcie okna – mówi przechodniom bardzo wyraźnie, iż w tym miejscu stał jakiś ogromny i ważny kościół w stylu gotyckim. Ten widok intryguje i łatwo zapada w pamięć. Podobnego efektu nie zapewni zakładane dla Placu po Farze połączenie rzeźby fundamentów z makietą (w realizacji). Za mały rozmach i odwaga artystyczna. Fot. J. Zętar.

Galeria „Zamek” – historia się powtarza. W tekście o nowej galerii, której budowa ruszy wiosną („Galeria u stóp Zamku”, „Kurier Lubelski”, 15.10.07) czytamy, że wg ekspertów „sąsiedztwo gmachu nie zepsuje widoku wzgórza Starego Miasta i królewskiego Zamku”. Ale nikt nie informuje, o widoku z jakiego punktu mówimy? Czy ze ścieżki rowerowej nad Bystrzycą, czy spod Młyna Krauzego, czy z jakiegoś innego punktu? Znów brakuje krytycznego renderingu. Patrząc na wizualizację i usytuowanie galerii, można podejrzewać, że zasłoni ona widok Starego Miasta dla jadących al. 1000-lecia. W tym przypadku już nawet nie chodzi o to, czy nowy budynek zasłoni panoramę, czy nie, tylko o to, aby mieszkańcy Lublina byli o takich faktach informowani umiejętnie i szczerze (nie wiadomo, której z tych cech zabrakło).

17-widokzalei

 

 

Plac po Farze jako studium przypadku dla przyszłego Podzamcza

 

Po pierwsze dlatego, że bardzo przypomina on Podzamcze: jest to miejsce „po” historycznej zabudowie mającej wyjątkowe znaczenie dla miasta i miejsce, które przez dekady było zaniedbane. Po drugie dlatego, że jego obecny stan można oceniać różnie, w zależności o przyłożonych kryteriów, co pozwala zrozumieć naturę obecnych sporów nt. Podzamcza. W skrócie chodzi o to, że poziom akceptacji dla uporządkowania Placu po Farze (i wizji zagospodarowania Podzamcza) zależy od poziomu wiedzy o znaczeniu tego terenu dla miasta, a więc wartości, które lokujemy w tym miejscu, a które – dodajmy – są miernikiem naszej kultury i tożsamości jako mieszkańców Lublina.

Pytanie, które zadajemy sobie rozważając różne warianty zagospodarowania Podzamcza jest tej samej natury, co pytanie – zadawane już post factum – a propos Placu po Farze: na pewno Plac jest obecnie uporządkowany i nadaje się do pokazania turystom, ale czy w przypadku tego konkretnego miejsca taki efekt można uznać wystarczający?

Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę, że Plac po Farze nie był zaniedbanym skwerkiem, który należało uporządkować czy przystosować do typowych funkcji placu. Plac po Farze – podobnie jak Podzamcze – ma wyjątkowe znaczenie dla tożsamości miasta. Z tym miejscem związany jest ważny bagaż niematerialnego dziedzictwa historycznego, który powinien być zamanifestowany w przestrzeni publicznej poprzez wywarcie adekwatnego efektu edukacyjnego na przechodniów (chodzi o ten sam mechanizm, przez który oddziałują na nas bilbordy reklamowe). Czy projektanci i wykonawcy rekompozycji Placu po Farze stawiali sobie ten cel jako nadrzędny?

Czy projektanci i wykonawcy koncepcji zagospodarowania Podzamcza stawiają sobie ten cel jako nadrzędny? Tego nie wiemy. Ale na pewno możemy naocznie stwierdzić, że sposób zagospodarowania Placu nie przywołuje obecności dawnego kościoła w zadowalającym stopniu (m.in. ze względu na zastosowane oszczędności).

Jedną z przyczyn takiego obrotu rzeczy mógł być brak studium widokowego projektu z poziomu i z pozycji typowego pieszego (idącego ul. Grodzką). Wizualizacja projektu z lotu ptaka (z tej perspektywy był on prezentowany również w prasie), choć poglądowa i ciesząca oko, nijak się ma do rzeczywistości. Galeryjka widokowa niewiele pomaga przechodniom w ocenie rozmiarów i kształtu kościoła, gdyż umieszczona jest w odległym punkcie placu.

Akwarele Kędzierskiego pokazują, jak podobnych efektów uniknąć w przypadku Podzamcza. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że o atrakcyjności wzgórza Czwartku i Wzgórza Zamkowego zadecyduje również widok na dachy powstałych na Podzamczu struktur – tu akurat rzut oka z lotu ptaka by się przydał.

Światli urbaniści rozmowę na takie tematy zawsze zaczynają od pytania o naszą wiedzę i ambicje. Czy mamy wystarczające rozeznanie na temat wartości danej przestrzeni? Czy mamy wolę, aby te wartości uhonorować? Odpowiedzi na te pytania, to pierwszy krok do uniknięcia bylejakości. A ponieważ tak zasadnicze pytania są stawiane, to znaczy, że bylejakość trzyma się mocno.

Więcej o Farze: rozmowa z Ewą Kiptą o rewitalizacji pt. Modne słowo na re-, w: „Scriptores” nr 29 pt. Rozmowy o kulturze przestrzeni.

Marcin Skrzypek

 

Pomysły na przestrzenne odniesienia do dziedzictwa

 

Najprostsze rozwiązanie: tablica w Białymstoku ukazująca dawny rynek.

Poniższe rozwiązania przestrzenne mają na celu szeroko pojęte upamiętnienie różnych zdarzeń z historii. Jak mogłoby wyglądać Podzamcze, gdyby zastosować rozwiązania na poziomie, który obowiązuje w krajach o wyższej kulturze przestrzeni? Pod względem tego typu pomysłów jesteśmy zaściankiem i prowincją (nawet jeżeli mamy tu jakieś osiągnięcia, to ich nie zauważamy), więc istnieje ogromna potrzeba „opatrzenia się” z pomysłami innych.

  • Fot. 1 – Ostatnia Lampa Miasta Żydowskiego. Oryginalna (w części) przedwojenna latarnia świecąca non-stop na pamiątkę dzielnicy żydowskiej na ul. Podwale (między Bramą Grodzką a Domem Rekolekcyjnym i kościołem św. Wojciecha). Otwarcie tej instalacji-pomnika (powstałej z inicjatywy Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”) odbyło się w ramach Kongresu Kultury Chrześcijańskiej w 2004 roku.
  • Fot. 2 – Brama do dawnej dzielnicy włoskiej w Kurytybie (Brazylia). Jeden z pomysłów, jak kodować w przestrzeni odniesienia do dziedzictwa: „Historyczne centrum Kurytyby otoczono specjalna ochroną planistyczną. Wiele ulic w tej dzielnicy oddano do użytku pieszym, zmniejszając zanieczyszczenie powietrza i wzmacniając więzi sąsiedzkie. Reprezentacyjne bramy wyznaczają części centrum miasta niegdyś zamieszkane przez emigrantów z poszczególnych grup narodowościowych”. Cytat i zdjęcie pochodzą z artykułu Planowanie przestrzenne miasta J. Rabinovitcha i J. Leitmana, w: „Świat Nauki,” nr 57, maj 1996. Ten artykuł powinien być lekturą obowiązkową naszych radnych, prezydentów i urzędników UM (mogę skserować). Miastem partnerskim Kurytyby jest Kraków. Fot. J. Rabinovitch.
  • Fot. 3 – Wspomnienie po teatrze. Aranżacja upamiętniająca dawny budynek teatru Narodowego w Budapeszcie zburzony w 1956 roku (nowy gmach ma postać okrętu dryfującego po prawdziwej wodzie). Źródło: „Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni”, nr 19 (2007) pt. „Przestrzenie sceny”. www.autoportret.pl
  • Fot. 4 – Kuczka przy Muzeum Żydowskim w Berlinie. Jedno z rozwiązań znanego problemu nowej dobudówki do starego budynku. Przeszklona hala stwarzająca zamknięty dziedziniec nawiązuje do „kuczki” czyli szałasu budowanego przez żydów na Święto Namiotów. Z braku miejsca przybierały one czasem formę balkoników. Autor: Daniel Libeskind, www.daniel-libeskind.com
  • Fot. 5 – Muzeum Historii Militarnej w Dreźnie. Charakterystyczny dla architekta ostry, geometryczny kształt zderzony z klasycystyczną architekturą posłużył do wyrażenia idei militaryzmu. W tym wypadku tak brutalną ingerencję nowoczesności usprawiedliwia temat projektu i zasada „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Autor: Daniel Libeskind, www.daniel-libeskind.com.
  • Fot. 6 – Muzeum Żydowskie w Kaliforni. Budynek o „normalnej” formie nawiązujący do architektury żydowskiej połączony z geometryczna, nowoczesną bryłą. Autor: Daniel Libeskind, www.daniel-libeskind.com.
  • Fot. 7 – Pomnik upamiętniający zamach na WTC w Padwie. Autor: Daniel Libeskind, www.daniel-libeskind.com.

 

Wielokulturowość Lublina – statystyka

 

Dziś lublinianin znaczy Polak. Kiedyś tak nie było i trudno to sobie wyobrazić. Kiedyś Lublin był wielokulturowy, a Podzamcze jest dziś symbolem tej wielokulturowości – wielokulturowości bliżej nieznanej. Aby o niej mówić warto znać konkretne fakty: ilu mieszkańców jakiej narodowości i kiedy mieszkało w naszym mieście.

Poniższa tabela zawiera część danych na ten temat. Ukazuje ona głównie liczebność Żydów jako najliczniejszej oprócz Polaków grupy narodowościowej (a czasem nawet liczniejszej). Będziemy wdzięczni za wszelkie dane mogące poprawić lub uzupełnić tę tabelę. Proszę pisać na adres: [nieaktualny mail FKP]

Próba wizualizacji polsko-żydowskiego Lublina na podstawie danych z tabeli. Wyróżnione pole to okres, kiedy Żydzi stanowili 50-60 proc. mieszkańców miasta. Zmniejszenie liczebności Żydów zaraz po tym okresie to efekt statystyczny wynikający z poszerzenia administracyjnych granic miasta.

wielokulturowosc-statystyka

 

rok dane o liczbie i narodowości liczebność Żydów w proc. źródło
1550 840 Żydów ? 1, s. 61.
1661 W lustracji z tego roku napisano, że „Moskwa 2 700 Żydów wycięła podczas inkursyjej swojej” ? 2, s. 10.
1662 2 000 Żydów ? 1, s. 61
1664 ? ok. 20 (dane na podstawie pogłownego) 2, s. 10.
1764-1765 A.
4 801 mieszkańców w tym
1 020 Żydów

B.
1 725 Żydów

C.
2 466 Żydów ogółem (
Piaski, Podzamcze, Kalinowszczyzna, Wieniawa) w tym na Podzamczu 1634 osoby
A. ok. 21
B., C. ?
A. 3
B. 1, s. 61
C. 2, s. 10
1787 A.
„wg Ćwika” w Lublinie było 4 230 Żydów na 8 550 mieszkańców
B.
4 321 Żydów
A.
50,5
B.
49,6
A. 1, s. 17
B. 2, s. 61
1806 2 973 Żydów 42 1, s. 61
1819 4 771 Żydów 48,3 4
1827 6 795 Żydów na
13 475 mieszkańców
50,4 11
1857 8747 Żydów 56 1, s. 61
1860 11 300 Żydów na
19 745 mieszkańców
57,2 6
1862 10 413 Żydów 57 1, s. 61
1865 12 992 Żydów 59,2 4
1880 14 648 Żydów na
29 771 mieszkańców
49,2 6
1885 ? 47,6 4
1897 23 586 Żydów 50,9 1, s. 61
1905 ?
50,7 4,
1913 37 984 Żydów na
75 875 mieszkańców
49,4 5
1914 80 060 mieszkańców wg wyznania:
– rzymskokatolickie 40,3 %
– żydzi
48,9 % (ok. 39 150 osób)
– prawosławie 8,9 %
– ewangelickie 1,9 %
48,9 7
1915 32 513 Żydów na
na 58 820 mieszkańców
(po poborze do wojska, ewakuacjach, epidemiach)
54,6 7
1916 35 662 Żydów na
81 198 mieszkańców „Wielkiego Lublina” (po wyznaczeniu nowych granic miasta jego obszar wzrósł ponad 3-krotnie z 876,4 ha do 2691 ha).
Na terenach przyłączonych gmin Konopnica, Wólka i Zemborzyce mieszkało 3 149 Żydów (w tym 2784 na Wieniawie) na
22 378 mieszkańców.
43,9 7
1921 A.
94 412 mieszkańców ogółem w tym wg wyznania:
rzymskokatolickie: 55 010 (58,9 %)
– żydzi: 37 337 (39,6 %)
– prawosławie: 514 (0,5 %)
– inne: 951 (1 %)
B.
Wg wydawnictwa policyjnego (1922):
45 000 Żydów na
96 178 mieszkańców

C.

37 337 Żydów na
94 412 mieszkańców
D.
37 337 Żydów na
91 553 mieszkańców
A.
39,6
B.
46
C.
39,54
D.
39,5
A. 8
B. 9
C. 4
D. 1, s 26
1929 116 314 mieszkańców w tym 61,5 % Polaków (polski jako główny język wybrało 65 % a żydowski 35 %) 38,5 (3,5 % t.j. ok. 4070 osób mówiło głównie po polsku)
1, s. 29
1931 A.
38 937 Żydów

B.
38 935 Żydów na
112 285 mieszkańców
C.
wg wyznania:
– rzymskokatolickie 71 701 (63,9 %), – żydzi: 38 937 (34,7 %)
– prawosławie 703 (0,6 %)
– inne 943 (1 %)
A.
34,6
B.
34,87
C.
34,7
A. 10
B.
4
C.
12
1939 42 830 Żydów na ponad
120 000 mieszkańców
ok. 35
1, s. 31
1944-1968 A.
99 000 mieszkańców ogółem w 1945 roku.
B.
– na pocz. sierpnia 1944 w Lublinie mieszka ok. 300 Żydów, z czego 15 to lublinianie. Liczebność Żydów w kolejnych latach:
– koniec 1944 – 3000
– maj 1945 – 2500
– poł. 1945 – 2300
– po pogromie Kieleckim – ok. 1000
– lata 50. – kilkuset
– po 1968 – większość z nich wyemigrowała
maks. 3 A. 13
B. 14

 

Żródła: [pytajniki w nawiasach kwadratowych pochodzą z edycji tabeli]:

  1. Karolina Wajs i Symcha Wajs, Fakty i wydarzenia z życia lubelskich Żydów, Lublin 1997
  2. Henryk Gmiterek, wstęp do: Materiały źródłowe do dziejów Żydów w księgach grodzkich lubelskich z doby panowania Augusta II Sasa 1697-1733, Lublin 2001
    Dane za lata 1764-1765 za: R. Mahler, Statystyka Żydów województwa lubelskiego na przełomie 1764-1765 roku, „Młody Historyk” 2, 1958, tab. 1-2.
  3. J. Kleczyński i J. Kulczycka, „Liczba głów żydowskich w koronie z taryf roku 1775” w Archiwum Komisji Historycznej Akademii Umiejętności, t. VIII, 1998, s. 398, za: Elżbieta Przesmycka, Przeobrażenia zabudowy i krajobrazu miasteczek Lubelszczyzny, Lublin 2001, [s. ?].
  4. Tadeusz Radzik, Żyli z nami, w: Lublin w dziejach i kulturze Polski, red. Adam A. Witusik i Tadeusz Radzik, Lublin 2000, s. 263.
  5. Elżbieta Przesmycka, Przeobrażenia zabudowy i krajobrazu miasteczek Lubelszczyzny, Lublin 2001, tab. na s. 74 na podst. A. Koprukowniak, W okresie kształtowani się kapitalizmu 1864-1918, w: Dzieje Lubelszczyzny, red. J. Mazurkiewicz i H. Zins, Warszawa 1974, s. 641-736.
  6. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich t. V, Warszawa 1884, s. 428
  7. Jan Lewandowski, Społeczność żydowska Lublina a czasie I wojny światowej, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie, t. I, red. Tadeusz Radzik, Lublin 1995, s. 113.
  8. A. Kierek, Rozwój gospodarczy Lublina w latach 1918-1939, w: Dzieje Lublina, t. II, red. Dobrzański Jan, Mazurkiewicz Józef, Lublin 1975, s. 41, za: Emil Horoch, Udział ludności żydowskiej Lublina w organizacji miejskiej Komunistycznej Partii Polski, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie, t. I, red. Tadeusz Radzik, Lublin 1995. s. 234 [?].
  9. Kalendarz Policji Państwowej. Informator Powszechny, Warszawa 1922, s 351, za: Emil Horoch, Udział ludności żydowskiej Lublina w organizacji miejskiej Komunistycznej Partii Polski, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie, t. I, red. Tadeusz Radzik, Lublin 1995. s. 234 [?].
  10. S. Bronsztejn, Ludność żydowska w Polsce w okresie międzywojennym. Studium Statystyczne, Wrocław-Warszawa 1963, s 277, za: Robert Kuwałek, Źródła do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie w XIX-XX w. w zasobie Archiwum Państwowego w Lublinie”, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie, t. red. Tadeusz Radzik, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1995. s. 13
  11. J. Skarbek, Żydzi województwa lubelskiego podczas powstania listopadowego, Biuletyn żydowskiego Instytutu Historycznego, nr 1/93, s. 250-251, za: Robert Kuwałek, Urzędowi rabini lubelskiego Okręgu Bożniczego 1821-1939, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie, red. Tadeusz Radzik, Lublin 1995, s. 31
  12. A. Kierek, Rozwój gospodarczy Lublina w latach 1918-1939, w: Dzieje Lublina, t. II, red. Dobrzański Jan, Mazurkiewicz Józef, Lublin 1975, s 41
    lub
    J. Marczuk, Rada Miejska i Magistrat Lublina 1918-1939, Lublin 1984, s. 26-27, za: Emil Horch, Udział ludności żydowskiej Lublina w organizacji miejskiej Komunistycznej Partii Polski, w: Żydzi w Lublinie. Materiały do dziejów społeczności żydowskiej w Lublinie, t. I, red. Tadeusz Radzik, Lublin 1995. s 234
  13. Henryk Gawarecki i Czesław Gawdzik, Ulicami Lublina, Lublin 1976, s. 8.
  14. Adam Kopciowski, Zarys dziejów Żydów w Lublinie, w: Żydzi w Lublinie – Żydzie we Lwowie. Miejsca – Pamięć – Współczesność, red. Joanna Zętar, Elżbieta Żurek, Sławomir J. Żurek, Lublin 2006, s. 20-21.