Z archiwum Lublin ESK 2016. Treść skopiowana ze strony „Lublin dzieciom. Szkic raportu o dzieciach w Lublinie – sytuacja, problemy, rozwiązania”. Raport tematyczny Marii „Paraboli” Tarkowskiej w ramach SPOKO, Społecznego Komitetu Organizacyjnego Lublin ESK 2016.

 

2010.04.08 – 08:20

 

Treść

  1. Całodobowe placówki opiekuńczo – wychowawcze
  2. „Getta”
  3. Placówki wsparcia dziennego
  4. Fundacje i stowarzyszenia
  5. Miejsca szczególne: Miejski Ośrodek Socjoterapii, Pogotowie Opiekuńcze
  6. Dostosowanie przestrzeni publicznej do potrzeb dzieci
  7. Kolejne grupy zagadnień
  8. Podsumowanie i propozycja

 

Wstęp

Dzieci pojawiają się jako beneficjenci niejednego działania czy instytucji. Są przedmiotami działań kulturalnych, prewencyjncych, socjalnych czy oświatowych. Rzadko mamy jednak okazję przyjrzeć się całokształtowi układu, jaki tym samym stwarzamy, w jakim funkcjonują dzięki nam, dorosłym. Dzieci muszą dorosnąć, by zaistniały jako podmiot.

Niniejszy raport jest w istocie pobieżnym szkicem, nakreśleniem horyzontu w jakim poruszamy się mówiąc o „Dzieciach Lublina”. Można powiedzieć, że zaledwie nazywa podstawowe obszary działania, zadaje fundamentalne pytania. Jest owocem konfrontacji dokumentów (raportów i prognoz Urzędu Miasta, Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego…) z wypowiedziami pracowników administracji, urzędników, pracowników i beneficjentów wymienionych tu placówek, dzieci różnych dzielnic i ich rodziców, a także doświadczeń moich i moich przyjaciół, których w najróżniejszych miejscach i na różne sposoby dotykają interesy dzieci w naszym mieście. Od listopada ubiegłego roku odbyłam dziesiątki rozmów z przedstawicielami i wychowankami opisanych tu instytucji. Wszystkim moim pomocnikom i informatorom, zwłaszcza tym, których krytyka zmieniła mój sposób patrzenia, serdecznie dziękuję.

Jest to szkic. Wiele informacji, jakie otrzymywałam, kłóci się z danymi oficjalnymi. Opierałam się w takich wypadkach na przekazach z pierwszej ręki. Nie opisuję szczegółowo żadnego z przypadków, zrezygnowałam też z obciążania tekstu liczbami i statystykami, chcąc, by nawet czytelnik nie zaznajomiony z realiami był w stanie przeczytać całość i wyrobić sobie wyobrażenie o przedmiocie naszej rozmowy.

Każdą z części należałoby opracować oddzielnie; każda z nich opisuje także kategorię bezpośrednio zaangażowanych w dane zagadnienie, z którymi należałoby rozpocząć konsultacje. Duża część problemów przeze mnie nazwanych to problemy systemowe; czasem nie sposób szukać rozwiązań na szczeblu pojedynczych instytucji, mimo to nie rezygnowałam z wypunktowania zarówno słabych stron, jak i propozycji zmian: rzeczy nazwane są jakby mniej niemożliwe.

 

1. Całodobowe placówki opiekuńczo – wychowawcze

 

Sytuacja

W Lublinie istnieje kilka placówek socjalizacyjnych, w tym:

Prowadzone przez miasto:

  • Dom dla Dzieci im. Dr. J. Dańkowskiego (Zespół Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Pogodny Dom”)
  • Wielorodzinny Dom Dziecka (Zespół Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Pogodny Dom”)
  • Dom Dziecka im. Janusza Korczaka
  • Dom Dziecka im. Ewy Szelburg – Zarembiny

Oraz przez inne organy:

  • Dom Młodzieży SOS (prowadzone Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce)
  • Dom im. Matki Weroniki (prowadzony przez Dom Zakonny Zgromadzenia Sióstr Kapucynek Najświętszego Serca Jezusa)

A także placówki rodzinne

  • Rodzinny Dom Dziecka – ul. Harnasie (prowadzony przez Miasto Lublin)
  • Rodzinny Dom Dziecka im. Serca Jezuza (prowadzony przez Instytut Sióstr Służebniczek od Najświętszego Serca Jezusa)

I interwencyjne

  • Pogotowie Młodzieżowe oraz Pogotowie Przedszkolne (działające w Pogotowiu Opiekuńczym)
  • Pogotowie Dziecięce (w ZPOW „Pogodny Dom”)
  • Do placówek interwencyjnych można zaliczyć też hostel przy Miejskim Ośrodku Socjoterapii

W 2002 w placówkach tych przebywało nieco ponad 700 dzieci.

 

Problemy

W tego typu placówkach nie wysuwają się na czoło problemy finansowe, a to dzięki minimalnym stawkom przewidzianym na jednego podopiecznego. Również wynagrodzenia wychowawców, w porównaniu ze średnimi płacami w sektorze socjalnym, są wysokie. Główne trudności, jakie napotykamy w tego typu placówkach, to:

  • system pracy, od lat pozbawiony gruntownej reformy
  • brak współpracy między jednostkami, między instytucjami państwowymi i pozarządowymi, między oddziałami samych jednostek
  • nadmierne skostnienie i instytucjonalizacja
  • brak nacisku na rozwój wychowawców (związany często – paradoksalnie – z przeciążeniem oderwanymi od realiów szkoleniami, co powoduje zniechęcenie do wszelkiej aktywności, utrwala skostniałe schematy i impregnuje na propozycje zmian)
  • lekceważące traktowanie roli wychowawcy (przez samych zainteresowanych, administrację, władze).

Obecny układ sił promuje (chcąc nie chcąc) podejmowanie działań fasadowych i/lub epizodycznych. Na takie łatwiej pozyskać środki, wpisać w ścieżki rozwoju zawodowego, zdobyć zainteresowanie mediów etc. Często brak przestrzeni na zadanie pytania o warunki dzieciaków jako podmiotów działań ośrodka, na spojrzenie na ich sytuację jako na pewien proces, a ich faktyczne potrzeby jako górny pułap wymagań.

Zdarza się, że odpowiedzialność za stan i kierunek pracy z wychowankiem przekazuje się w ręce miejscowego psychologa/pedagoga, ograniczając kompetencje wychowawcy do roli niemal pracownika fizycznego, dozorcy, doraźnego opiekuna. Zaangażowanie w sytuację dziecka mierzy się ilością zdobytych funduszy i zorganizowanych ‘zajęć‘, imprez.

Oczywiste jest, że w każdej placówce znajdują się ludzie poświęcający swoje serca dzieciakom, tworzący z nimi bliskie relacje, budujący wzajemne zaufanie, znajdujący czas na szczere zaanagażowanie w ich funkcjonowanie. Dzieje się to jednak niejako na marginesie, a nawet na przekór głównym nurtom. Taki model wychowawcy nie jest popularny, ludzie, wykraczający poza swoje literalnie rozumiane obowiązki są oskarżani przez kolegów o „nieprofesjonalność”. Bywają szykanowani, doprowadzani do pionu, zniechęcani do podejmowania inicjatyw; a nawet upominani przez dyrekcję, by swoją nadprogramową działalność firmowali własnym nazwiskiem, a nie nazwą placówki.

Nie można usprawiedliwić bierności niskimi płacami: okazuje się, że zależność jest wręcz odwrotna – wysokie stawki, regularne płace w placówkach prowadzonych przez organy państwowe zdają się sankcjonować stagnację.

 

Rozwiązania

Proponowane tu rozwiązania są w zasadzie nakreśleniem kierunków działań. Jednak w oparciu o nie widać, jakie inicjatywy mogłyby zostać podjęte, równolegle, na różnych szczeblach.

  • lansowanie polityki wrażliwości i długoterminowych, miękkich projektów w miejsce fajerwerków (np. przy punktowaniu projektów ocenianiu wychowawców czy placówek)
  • zwrócenie szczególnej uwagi na kondycję zespołów jako całości. Poza ich funkcjonowaniem jako jednostek administracyjnych, wymienianiem się informacjami i przekazywaniem kompetencji, powinna zaistnieć przestrzeń dla przyjrzenia się relacjom wewnątrz takiej ekipy, omówienia na forum trudności, jakie napotyka każdy z członków zespołu. Spotkania takie powinny być obowiązkowe, regularne i prowadzone przez niezależnego superwizora. Praktyka placówek, które praktykują superwizje czy inne formy konsultacji dowodzi, że przenoszą one kooperację na całkiem nowy poziom.
  • promowanie pracy nad sobą wśród wychowawców – nie tylko na zasadzie zdobywania nowych kwalifikacji, motywowania do starań o awans zawodowy, ale – przede wszystkim – odbudowania etosu wychowawcy jako osobowego wzorca; przypomnienie, że zwłaszcza w takich miejscach, jak domy dziecka, kontakt z rzetelnym, uczciwym i otwartym opiekunem, który nieustannie rozwija się, jest gotów przyznać się do błędu, jest warunkiem dojrzewania do odpowiedzialnego budowania własnego życia. Jest to chyba najtrudniejszy z postulatów; proponuję bowiem zmianę próbę zmiany sposobu myślenia w społeczeństwie. Jednak jedynie stopniowe, rozłożone na lata (czy pokolenia…) przywracanie zawodowi wychowawcy i pedagoga rangi adekwatnej do roli, jaką pełni on w społeczeństwie, może sprawić że zmiana, o ile się dokona, będzie miała szansę się upowszechnić i utrwalić.
  • Dofinansowywanie, promocja medialna niewielkich placówek, które są w stanie zaspokoić emocjonalne potrzeby wychowanków; na poziomie ustawodawczym – dopasowanie koniecznych formalności do ich obsad i ilości podopiecznych.

Zarówno dofinansowanie placówek opiekuńczych, jak i rozbudowa systemu szkoleń pracowniczych dokonuje się od lat. Mimo to pewne problemy pozostają przez lata równie aktualne. Dlatego wytyczenie zupełnie nowego kierunku w myśleniu i działaniu wydaje się konieczne.

 

2. „Getta”

 

Sytuacja

W 2003 roku miasto dysponowało 336 zamieszkanymi lokalami socjalnymi, z czego 265 znajdowało się w 8 wyodrębnionych budynkach, tzw. blokach socjalnych, zaś 71 wchodziło w skład innych budynków. W 2005 lokali było już 457, zaś prognoza przewidywała, że z końcem 2008 będzie ich 1337. (dane i prognozy UM w Lublinie, na podstawie Diagnozy obszarów polityki społecznej Miasta Lublin, 29.08.2005).

Bloki socjalne są dobrym przykładem dla opisania zjawiska gettyzacji. W zasadzie nie istnieją jako przedmiot polityki społecznej (wyjątkiem są niesławne bloki socjalne przy ul. Grygowej, z działającą tam jednostką MOPR-u). Przyczyną pomijania skupisk mieszkań socjalnych w analizie sytuacji rodzin (a więc także dzieci) jest ich względna tymczasowość: lokal socjalny może zostać przekształcony w komunalny, gdy poprawi się sytuacja jego lokatora.

 

Problemy

Bloki socjalne niosą ze sobą wszystkie problemy, jakie wiążą się zwykle ze skupiskami osób o niskim statusie materialnym i niskiej pozycji społecznej, a ponadto:

  • stanowią element obcy i niechciany w otoczeniu (przykładem niech będą protesty mieszkańców przeciwko budowie bloków socjalnych przy ul. Sulisławickiej)
  • brak tam zacieśnionych, wieloletnich więzi spajających grupę, budujących poczucie tożsamości z miejscem
  • brak konsultacji społecznych przy lokowaniu bloków socjalnych utrudnia ich akceptację przez mieszkańców danej okolicy, którzy odbierają je jako ciało obce
  • powstają nierzadko w miejscach pozbawionych zaplecza socjalnego i kulturalnego, odpowiedniej infrastruktury, komunikacji

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że już na starcie takie skupisko (podobnie jak każde inne) zawiera pewien procent „patologii”, oraz to, jak skrajne jest nastawienie otoczenia wobec obcych, ingerujących w tkankę osiedla, nie dziwi już tempo i nasilenie negatywnej stygmatyzacji. Sami mieszkańcy bloków socjalnych mają tym mniejszą motywację do przekraczania granic, zarówno przestrzennych, jak i społecznych. Zaostrzają się antagonizmy, a tym samym – potwierdzają negatywne projekcje otoczenia. Sytuacja taka jest modelowym przykładem gettyzacji, jaka dotyka w coraz większym stopniu duże polskie miasta.

W szczególny sposób sytuacja taka dotyka dzieci, które opuszczając „swoje podwórko” – idąc do kościoła, sklepu, szkoły – czują się gorsze. Nie powinna wtedy dziwić ani chęć zamykania się we własnej grupie, związanej z danym blokiem czy kwartałem ulic, ani agresja wobec świata zewnętrznego, prowadząca do chuligańskich wybryków, wzrastającej ilości patologii, wandalizmu, kradzieży.

Nierzadko instytucją, która ustanawia i sankcjonuje kastowość, jest szkoła – chcąc utrzymać „wysoki poziom nauczania” – de facto: wysokie miejsce w rankingach – utrudnia otrzymanie miejsca dzieciom z biedniejszych osiedli (bloków socjalnych, domów dziecka) czy kwartałów, albo tworzy dla nich odrębne klasy, w prywatnych rozmowach choć nigdy w dokumentach, są to – z założenia – klasy trudne. Jaki bardzo jest to krzywdzące i jak destrukcyjny wpływ wywiera na psychikę młodego człowieka, jego poczucie własnej wartości, rozwój, motywację – tego pytania szkoły sobie nie stawiają.

Równie destrukcyjne mechanizmy, tyle, że jak gdyby w odwróceniu, towarzyszą powstawaniu osiedli zamkniętych, owych „dobrowolnych gett”.

 

Rozwiązania

  • na poziomie formalnym: ustalenie statusu skupisk lokali socjalnych, w sensie społecznym, a nie tylko administracyjnym.
  • Konsultacje społeczne w otoczeniu w/w lokali, diagnoza lęków mieszkańców, działania mające na celu integrację lokalnej wspólnoty
  • Zaangażowanie szkół i parafii w proces integracji
  • Zakazanie szkołom segregacji uczniów ze względu na miejsce zamieszkania czy status materialny (nawet w przypadkach pozornie uzasadnionych, jak „wszyscy uczniowie, którzy płacą za dodatkowy angielski, muszą kończyć lekcje o tej samej porze”. Godzina spędzona w świetlicy w oczekiwaniu dodatkowej lekcji nie da się porównać z przydzieleniem do klasy D – „bo mamy na angielski nie stać”. Konsekwentne egzekwowanie tego zakazu.
  • Działania w przestrzeni lokalnej, które zmuszałyby obie strony do zniesienia umownych granic: lokowanie atrakcyjnych, ogólnodostępnych miejsc w pobliżu rejonów marginalizowanych
  • zadbanie o infrastrukturę (sklepy, lokale, biblioteka, kluby osiedlowe, place zabaw, tereny zielone, komunikacja miejska)
  • unikanie, gdy to tylko możliwe, tworzenia dużych kompleksów lokali socjalnych, na rzecz „osadnictwa rozproszonego”, które umożliwiłoby płynną integrację konkretnej rodziny ze środowiskiem.

Praktyka wysiedlania ludzi z rejonów potencjalnie atrakcyjnych (mieszkaniowo, inwestycyjnie) na peryferia, łączona ze zmianą tradycyjnych wzorców użytkowania przestrzeni, naruszająca trwałe struktury, sposoby funkcjonowania, wartościowania miejsca jest nie tyle wątpliwa moralnie, co, na dłuższą metę – nieopłacalna. Jest, podobnie jak budowa osiedli zamkniętych, elementem populistycznej polityki, jaka ma zapewnić mieszkańcom (co znaczy – mieszkańcom kategorii A) złudne poczucie bezpieczeństwa, estetyczne fasady, opłacalne sąsiedztwo. Tam, gdzie przyjęto tą taktykę, powstają na przedmieściach miejsca, o których wszyscy starają się zapomnieć: rozwiązaniem problemu staje się zabranie go ludziom sprzed oczu.

Efektywną rewitalizację danej przestrzeni można przeprowadzić jedynie będąc świadomym funkcji, jakie ona pełni, oraz potrzeb jej użytkowników. Inwestycja w kapitał społeczny jest zadaniem długofalowym, w przeciwieństwie do modernizacji infrastryktury. Świetnym przykładem konfliktu tych dwu płaszczyzn jest lubelskie Stare Miasto; do tego jeszcze powrócę.

 

3. Placówki wsparcia dziennego

 

Sytuacja

W Lublinie istnieje ponad trzydzieści placówek wsparcia dziennego (do których zalicza się świetlice środowiskowe, opiekuńczo – wychowawcze, terapeutyczne, ośrodki terapeutyczne i młodzieżowe, kluby i ogniska wychowacze) z czego ponad połowa prowadzona jest przez środowiska katolickie (domy zakonne, parafie, Akcję Katolicką, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży…). Pozostałe prowadzone są przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie, różnego typu fundacje, stowarzyszenia i towarzystwa, a w Pogotowiu Opiekuńczym istnieje także placówka wsparcia dziennego (zwana Pogotowiem Probacyjnym), prowadzona przez Miasto Lublin. W każdym z tych miejsc pojawia się regularnie od kilkunastu do kilkudziesięciu podopiecznych. Każdy z ośrodków ma swoją specyfikę – są to różne metody działania, od metodyki akcji katolickiej, przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, po socjoterapię. Niektóre z nich są też zorientowane na specyficzny cel, jak choćby: krzewienie kultury fizycznej, przeciwdziałanie narkomanii, pomoc niepełnosprawnym. Jedne gromadzą dzieci i młodzież z różnych obszarów miasta, inne – młodocianych konkretnej parafii czy osiedla.

Zadaniem tych placówek jest (według rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dn 1 września 2000 roku, w sprawie placówek opoiekuńczo – wychowawczych): „wspieranie rodziny w sprawowaniu jej podstawowych funkcji: zapewnienie pomocy rodzinie i dzieciom sprawiającym kłopoty wychowawcze, zagrożonym demoralizacją: współpraca ze szkołą, ośrodkiem pomocy społecznej i innymi instytucjami w rozwiązywaniu problemów wychowawczych”. W praktyce przekłada się to najczęściej na:

  • organizowanie wolnego czasu
  • pomoc w lekcjach
  • dożywianie (głównie w formie podwieczorków)
  • rozbudzanie pasji i talentów (warsztaty, koła zainteresowań)
  • profilaktyka uzależnień, promowanie pozytywnych wzorców zachowań
  • indywidualna praca z wychowankiem
  • nawiązywanie współpracy z rodzicami

Istnieje tu oczywiście pewna wariantywność – uzależniona od kierunku działalności, metodyki i światopoglądu, ale także realnych możliwości danej jednostki. Jednak powyższa lista wystarcza, by stworzyć sobie wyobrażenie o kierunkach działania i myślenia. Placówki różnią się między sobą także tym, jak wiele uwagi poświęcają indywidualnej pracy z każdym z wychowanków, a także (co łączy się z poprzednim), czy pomoc przez nie udzielana jest natury tymczasowej i dotyczy doraźnych potrzeb, czy też stanowi długotrwały proces dostrzegania i korygowania urazów oraz deficytów.

 

Problemy

Wśród docierających do mnie głosów zdecydowaną większość stanowią te mówiące o problemach: finansowych, lokalowych oraz formalnych (związanych przede wszystkim z aplikowaniem o fundusze unijne czy rządowe).

Często też pojawia się zagadnienie braku rzetelnej i pełnej informacji, zwłaszcza gdy chodzi o potencjalne możliwości danego podmiotu, ułatwienie rozwoju czy kooperacji. Można powiedzieć, że niemal każda z tego typu placówek działa na zasadach swoistej samosterowności (te działające w ramach większego stowarzyszenia czy towarzystwa są autonomiczne na szczeblu stowarzyszenia czy towarzystwa), co ma zarówno dobre, jak i złe strony. Do tych lepszych należy z pewnością znajomość własnego rewiru, podopiecznych i ich potrzeb, w oparciu o które podejmuje się decyzje; często umożliwia uniknięcie nadmiernej biurokratyzacji.

Do minusów, jakie należy wypunktować, należy brak zwyczaju wymiany doświadczeń, pomysłów i danych między placówkami, i związana z tym swoista hermetyczność, zawężenie perspektywy patrzenia do „własnego podwórka”. Nierzadko brak środków, informacji i niewielka liczebność zespołu (w niektórych przypadkach wspieranego przez wolontariuszy, czasem nawet na nich się opierającego) skutkuje ograniczeniem kreatywności i aspiracji, powoduje bierność i zniechęcenie. Konieczność samodzielnego finansowania wszelkich inicjatyw (trzy główne źródła środków stanowią: fundusze rządowe, fundusze unijne, sponsorzy) bardzo silnie ukierunkowuje podejmowane działania (praktyka pokazuje, że znacznie łatwiej jest uzyskać środki kreując działanie na potrzeby konkretnej aplikacji, niż uzasadnić istniejącą już w danych realiach potrzebę działania, dopasowując ją do kryteriów wniosku), a także ogranicza sprawozdawczość do przedstawienia odpowiedniej dokumentacji zakończonego projektu instytucjom wdrażającym.

Pojęcie „wychowawcy świetlicowego” także wymaga uściślenia. Bywają wychowawcami osoby bez przygotowania pedagogicznego, co nie wydaje się konieczne, o ile placówka prowadzi we własnym zakresie rzetelne szkolenia, monitoruje pracę zespołu, dba o rozwój jednostki i zespołu jako całości. Nie sposób jednak zweryfikować to z zewnątrz.

Podopieczni świetlic pochodzą często z tzw. rodzin problemowych (bezrobocie w rodzinie dotyka 68%, alkoholizm 55%, przemoc – 27% uczęszczających do ośrodków wsparcia dziennego). Bardzo często spędzają tu lwią część swojego wolnego czasu, a więc popołudnia w dni powszednie, od końca lekcji do godziny 18 lub 20, a także ferie i dużą część wakacji. Dla niejednego z nich jest to jedyna pozaszkolna aktywność, jedyne miejsce nawiązywania kontaktów, często też jedyne, gdzie spotykają się z życzliwym zainteresowaniem. Oferta, jaką prezentują wychowawcy w takiej placówce, może się okazać górnym pułapem oczekiwań od siebie i od świata. Dlatego gdy świetlica jest otwarta, gdy utrzymuje kontakty z innymi instytucjami, pojawiają się tam postaci o różnych poglądach, różnych wartościach do zaoferowania, a pracownicy nie boją się spojrzenia z zewnątrz na ich pracę, konfrontacji z innymi metodami, rozwoju, jest to dla wychowanka świetlicy najwartościowszy komunikat. Miejsce zamknięte, w sensie dosłownym i metaforycznym, niezmienna metoda pracy i stały sztab ludzi może co prawda zabezpieczyć „podstawowe potrzeby” młodego człowieka i stanowić „sztab prewencyjny”, jednak nie będzie wzorcem otwartości, pracy nad sobą i przełamywania istniejących barier – społecznych, materialnych etc. Tym samym – nie stanowi kontrapunktu dla istniejących patologii

(Przez patologię rozumiem nie samą określoną dysfunkcję, ale rzeczywistość, w której dana sytuacja jawi się jej uczestnikom jako jedyna możliwa. Skoro tak, to dla wyjścia z patologii konieczna jest na pierwszym miejscu wiara w możliwość zmiany; dla owej wiary – uczestnictwo w sytuacjach, gdzie zmiana się dokonuje; poznanie ludzi, którzy dokonali zmiany.)

 

Rozwiązania

  • stworzenie niezależnej bazy danych dotyczącej zasobów, możliwości i potrzeb poszczególnych placówek
  • tworzenie sieci połączeń personalnych, „siatki kontaktów”, animowanie sytuacji, które pozwoliłyby poznać osobiście przedstawicieli innych placówek i realia ich pracy
  • w ramach szkoleń – np. dotyczących projektów – zwracanie uwagi na istnienie w mieście potencjalnych partnerów dla projektów
  • zewnętrzne warsztaty dla wychowawców placówek prowadzonych przez różne podmioty, ukierunkowane na poznanie nowych technik pracy z dziećmi i młodzieżą, ale także promowanie rozwoju osobistego wychowawcy; poszukiwanie form aktywizacji samych wychowawców, dopasowanych do ich potrzeb, stworzenie im możliwości korzystania z nich
  • konsultacje społeczne w tej grupie zawodowej; stworzenie przestrzeni dla swobodnej wymiany zdań; jeśli okaże się to potrzebne, powołanie cyklicznych spotkań, w formie konsultacji, czy nawet corocznej konferencji, która stać się może okazją dla wymiany doświadczeń, prezentacji nowych idei, zacieśnienia więzi.

 

4. Fundacje i stowarzyszenia

 

Poza wspomnianymi wyżej, istnieją także inne sposoby uczestnictwa fundacji i stowarzyszeń w życiu dzieci. Można je podzielić na dwa zasadnicze typy:

  • skupiające osoby pełnoletnie, zaangażowane w pomoc dziecku bądź grupie dzieci: są tu wszystkie fundacje zajmujące się gromadzeniem funduszy na leczenie czy stypendia oraz takie jak „Mam marzenie”, skupione na szczegółowo określonym zagadnieniu, jak KLANZA; organizacje wolontariackie, w tym Centrum Wolontariatu przy Centrum Duszpasterstwa Młodzieży (prowadzi obecnie projekty streetworkerskie na czterech dzielnicach; odrębny projekt skupia niepełnoletnich wolontariuszy – uczniów liceów i gimnazjów); istnieją wreszcie organizacje, których niewielka część oferty przeznaczona jest dla najmłodszych odbiorców/uczestników.
  • skupiające dzieci i młodzież w różnym wieku: organizują czas (w mniejszym stopniu niż świetlice) i skupiają się na przekazaniu określonych postaw i wartości. W Lublinie zauważalna jest zwłaszcza obecność organizacji religijnych (jak KSM i OAZA) i organizacji harcerskich (w naszym mieście działają prężnie trzy: Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „ZAWISZA” – FSE).

Pierwszy typ rządzi się własnymi prawami; można by wskazać co najwyżej na (znów) nikłą współpracę między niezależnymi podmiotami, zbyt małą obecność w świadomości mieszkańców, pewną hermetyczność (zdarzają się przypadki doświadczonych pedagogów, którym odmawia się posady wolontariusza, gdyż „nie ma takiej potrzeby”)

Drugi – stanowi potężną i zwykle lekceważoną siłę. Przywódcami niewielkich, kilku – kilkunastoosobowych grupek są nastoletni liderzy. Te z kolei łączą się w większe zespoły, oplatając swą siecią całe miasto, zwykle pozostając w częstym kontakcie z innymi częściami kraju. W porównaniu z innymi sposobami spędzania czasu stanowią dla młodych ludzi realne okno na świat. Gdyby wziąć w nawias negatywne skojarzenia (z tym co „czerwone” bądź „zbyt katolickie”) są realną, prężną grupą, do której można zwrócić się o pomoc w dotarciu do lokalnej społeczności czy choćby rozporopagowanie idei ESK.

 

5. Miejsca szczególne

 

Miejski Ośrodek Socjoterapii

Zalicza się do publicznych placówek wsparcia dziennego. Dysponuje pięćdziesięcioma sześcioma miejscami; podopieczni ośrodka znajdujący się w szczególnie trudnej sytuacji mogą też korzystać z (wspomnianego już) hostelu. Celem jej istnienia jest pomoc w socjalizacji młodzieży która z różnych względów ma trudności z przystosowaniem się do realiów społecznych (w 2002 roku 86% podopiecznych wymagało pomocy w rozwiązywaniu kryzysów szkolnych, równieśniczych, rodzinnych i osobistych, zaś 87% potrzebowało terapii indywidualnej). Placówka posiada zaplecze finansowe wystarczające, by mogła pełnić zlecone jej zadania, a nawet – by rozwinąć działalność. Młodzież – uczniowie gimnazjów – trafiają tu nie ze skierowania, a na własną prośbę.

Pomimo określenia placówki mianem socjoterapeutycznej codzienna praktyka odbiega od standardów uznanych w tej metodzie; zespół nie istnieje w zasadzie jako zespół: zaniechano praktyki superwizji, regularnych konsultacji. Brak przestrzeni na dyskusję i wypracowanie wspólnych kierunków pracy z konkretnym człowiekiem. Częściowo oddzielono od siebie kompetencje wychowawcy i pedagoga.

Brak informacji o placówce (zarówno w Lublinie, jak i w środowisku socjoterapeutów), niechęć wobec przyjmowania wolontariuszy, daleko posunięta etatyzacja – ograniczają możliwości ośrodka o ogromnym potencjale.

 

Pogotowie Opiekuńcze

Jest interwencyjną placówką opiekuńczo – wychowawczą. Już z jej założeń wynika, że znajdują się tu dzieci i młodzież, które znalazły się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej. Ośrodek nie jest dla nich stałym miejscem pobytu, co utrudnia dodatkowo oswojenie się z otoczeniem i funkcjonowanie, a pracownikom Pogotowia – zdobycie zaufania i pracę z wychowankiem.

Pojawia się tu problem wypalenia zawodowego, (dotykający pracowników większości tu wymienianych placówek opiekuńczo – wychowawczych), spowodowany

  • ogromną odpowiedzialnością,
  • brakiem zaplecza,
  • błędami systemu, który nierzadko błędnie szacuje realne możliwości pojedynczego pedagoga,
  • oraz nieistnieniem (z takich czy innych względów) realnego, wspierającego się zespołu

A także – omawiany już wcześniej – problem negatywnej stygmatyzacji; widoczny także w przypadku podopiecznych domów dziecka, tu zaznacza się jeszcze wyraźniej, gdyż w społecznej świadomości pogotowie opiekuńcze bliższe jest poprawczakowi niż placówce opiekuńczej. Przekłada się to na relacje dzieci z otoczeniem, podatność na negatywne wzorce zachowań.

 

6. Dostosowanie przestrzeni publicznej do potrzeb dzieci

 

Efekty braku całościowej perspektywy najszybciej dają się chyba zauważyć w przypadku kształtowania krajobrazu. Można go potraktować jako swoisty papierek lakmusowy: co rzuca się w oczy w krajobrazie naszego miasta: Zabytki? Odważne, awangardowe inicjatywy? Billboardy? Niereformowalny beton PRL-u? Niezależnie od tego, jak odpowiemy, pewne jest, że dzieci w tej przestrzeni nie ma. Nawet wygospodarowane dla nich skrawki „placów zabaw” kurczą się systematycznie. Parki, trawniki, chodniki i ulice są nie dla nich przeznaczone. Szkolne boiska – coraz trudniej dostępne poza godzinami lekcji. Pozostają bramy i podwórka, no i dziecięce pokoje. O ile są.

Nawet tam, gdzie place zabaw powstają, są przetworzeniem jednego wzorca: domku z bali ze zjeżdżalnią i huśtawki na łańcuchach, który przyszedł ku nam w latach `90 i wciąż fascyjnuje odpowiedzialnych za miejsca rekreacji. Brak miejsc umożliwiających swobodne rozładowanie energii rzuca się w oczy, gdy porównujemy Lublin do innych polskich miast. Nie mówiąc już o tym, że użytkownikami tych przestrzeni mają być ludzie w wieku od lat 1,5 do 16 – zdaje się, że wariacja powinna być nieco większa.

Od dwóch lat Rady każdej z 27 dzielnic Lublina dysponują funduszami, które mogą być przeznaczone na tworzenie i modernizację tego typu infrastruktury. Nie istnieje żaden lokalny plan rozstrzygający kwestie tego typu przestrzeni, a przepisy ministerialne dotyczące tego typu obiektów pozostawiają dużą swobodę interpretacji.

 

Propozycje

  • Zwrócenie się do Rad Dzielnic z propozycją współpracy w opracowaniu planu dziecięcych i młodzieżowych wolnych przestrzeni – w skali miasta
  • Diagnoza konkretnych potrzeb grupy docelowej (czy są to domki dla lalek czy ścianki wspinaczkowe, jakie lokalizacje są dostępne dla zainteresowanych, jaka jest optymalna odległość między miejscami rekreacji?
  • Poszukiwanie inspiracji – udanych projektów zrealizowanych w Polsce i Europie; być może w miastach partnerskich Lublina?
  • Stworzenie grupy fachowców, w której mocy będzie rozwiązać problemy techniczne, formalno–prawne przy wdrażaniu nowych typów urządzeń, zaprojektować optymalną formę ich eksploatacji
  • Aktywizacja samych zainteresowanych – dzieci i ich rodziców – przy planowaniu i realizacji projektów na poszczególnych dzielnicach. Mogłyby one przyjąć formę oddolnych inicjatyw, moderowanych/wspieranych przez stworzoną grupę fachowców

 

7. Kolejne grupy zagadnień

 

Jak dotąd poruszaliśmy się głównie w obszarze pracy socjalnej. Pozostawiło to na uboczu całe dziedziny, którym należałoby poświęcić nie mniej miejsca. Pozwolę sobie wypunktować je tutaj, tworząc na razie zalążki zagadnień:

a) miejsca związane z ochroną zdrowia, leczeniem, wspieraniem dzieciaków wymagających szczególnej opieki

  • oddziały: dziecięcy i młodzieżowy szpitala przy ul. Abramowickiej
  • Szpital przy ul. Chodźki
  • Hospicjum im. Małego Księcia
  • Krajowe Towarzystwo Autyzmu
  • Ośrodki terapii zajęciowej
  • Szkoły specjalne

b) przeznaczone dla młodych inicjatywy kulturalne, artystyczne i sportowe

  • Domy Kultury (7)
  • Kluby Kultury (9)
  • Szkoły – muzyczne, plastyczne, sportowe
  • Teatr im. H. Ch. Andersena
  • Stowarzyszenia i kluby sportowe

c) edukacja

  • Żłobki i przedszkola
  • Szkoły podstawowe
  • Gimnazja
  • Szkoły specjalne
  • Kuratorium Oświaty w Lublinie
  • Na naszych oczach dokonująca się zmiana roli szkoły; pojęcie wychowawcy

d) Wydział prewencji miejskiej i wojewódzkiej komendy policji

  • Naruszenia prawa przez dzieci i młodzież Lublina
  • Programy prewencyjne
  • Ośrodki
  • Prawo karne wobec młodocianych sprawców

e) mniejszości narodowe i religijne, uchodźcy

f) istniejące w Lublinie metody, szkoły pracy z dziećmi i młodzieżą

 

Podsumowanie

 

Wydaje się, że w tym wszystkim na drugi plan zeszła sprawa najważniejsza. Że prawdziwy raport, prawdziwa dyskusja o dzieciach powinna być stawianiem pytań: „kim jesteś, i czego potrzebujesz? Czym jest odpowiedzialność? Patologia? Rozwój? Wychowanie? Nauka i zabawa?” I przede wszystkim ćwiczeniem wrażliwości i wyobraźni: bez tego nie da się zmienić ani siebie, ani rzeczywistości.

Dane i liczby, które tu przytoczyłam, miały nie tylko skłonić dorosłych do czytania, ale także przybliżyć realia, w jakich obracają się najmłodsi lublinianie, podać adresy, pod jakie warto (czy nawet trzeba) się udać, by o dzieciach rozmawiać.

Z etatyzacji placówek państwowych i niedofinanasowania organizacji pozarządowych, z faktu rozdziału między podmiotami działającymi w sferze kultury, a zaangażowanymi w problemy socjalne i społeczne wynika słaby przepływ informacji i brak współpracy na wielu płaszczyznach, sprawa dzieci jest jedynie egzemplifikacją…

Koniecznością w pracy pedagoga, terapeuty, pracownika socjalnego jest umiejętność skupienia się na konkretnym człowieku. Jest to więc największą cnotą w takich zawodach, a bywa i piętą achillesową, bo uniemożliwia wejście na wyższy poziom ogólności. Wierzę, a podzielają tę wiarę ludzie mądrzejsi ode mnie, że jeśli uda się stworzyć platformę dla interdyscyplizarnego, wielopłaszczyznowego dialogu, który pozwoli pełniej zrozumieć mechanizmy w jakich uczestniczymy, może on zaowocować osiągnięciem zupełnie nowej jakości „pracy z dziećmi”, najszerzej rozumianej.

 

Propozycja

 

W toku rozmów, jakie toczyliśmy w SPOKO, Urzędzie Miasta i wielu innych konfiguracjach, wyklarowała się idea uczynienia Starego Miasta dzielnicą modelową, i przetestowania na tej niewielkiej próbie proponowanych tu rozwiązań. Propozycja wypłynęła o tyle naturalnie, że

  • Stare Miasto stanowi dzielnicę reprezentacyjną Lublina
  • Działa tu wiele instytucji kultury, o zasięgu lokalnym i miejskim
  • Ma tu swoją siedzibę: Teatr im. H. Ch. Andersena; Młodzieżowy Dom Kultury nr 2; Fundacja Szczęśliwe Dzieciństwo i wiele innych podmiotów w ten lub inny sposób zorientowanych na dziecięcego odbiorcę
  • Niewielki (nie licząc obszarów ogródków działkowych) obszar ułatwia koordynację działań
  • A co najważniejsze: mimo trwającej od lat rewitalizacji, mimo funduszy przeznaczanych na „sanację zasobów mieszkaniowych” etc. (patrz: Stare Miasto w Lublinie. Zarys uwarunkowań i możliwości rewitalizacji. ZML 1995) kwestia „rdzennych” (w przeciwieństwie do inwestorów, właścicieli lokali, przedstawicieli nowej burżuazji) mieszkańców Starego Miasta pozostaje wciąż problemem nierozwiązanym. Modernizacja infrastruktury, nagląco pilne remonty mieszkań czynszowych stanowią tylko częściową odpowiedź na ów problem. Potrzebne jest wielokierunkowe działanie, odwołujące się do społecznych zasobów tego miejsca, potencjału podwórek i mieszkańców; jednoczesne zwrócenie uwagi na kwestie socjalno – bytowe, wychowawcze oraz kulturowe. Jedynie zintegrowanie dwu biegunów Starego Miasta: Placu po Farze i Placu Rybnego (Placu Gnojnego i Placu Archanioła!) może urzeczywistnić jego potencjał.

 

Maria Tarkowska